0

Lotnisko i co dalej?

Mijające się samoloty przy lotnisku na tle słońca
fot. Pixels.com

Wywiad z wójtem gminy Baranów, gdzie według zapowiedzi rządu ma powstać Centralny Port Lotniczy.

Nawet najbardziej potrzebna i obiecująca inwestycja niesie ze sobą dylematy. Mieszkańcy gminy Baranów, po decyzji o budowie na ich ziemi portu lotniczego, mają twardy orzech do zgryzienia…
Zostać, przebranżowić się, a może wyprowadzić?

Andrzej Kolek - od urodzenia mieszkaniec gminy Baranów. Absolwent SGGW w Warszawie. Z samorzą- dem gminnym związany od początku jego powstania – najpierw jako przewodniczący rady gminy, od 1995 r. nieprzerwanie jako wójt. Od ponad 20 lat działa w gminnych i powiatowych strukturach strażackich. Aktywny uczestnik życia publicznego. Żonaty, ma dwie dorosłe córki.
Andrzej Kolek – od urodzenia mieszkaniec
gminy Baranów.
Absolwent SGGW
w Warszawie. Z samorzą-
dem gminnym związany
od początku jego powstania
– najpierw jako
przewodniczący rady gminy,
od 1995 r. nieprzerwanie
jako wójt.
Od ponad 20 lat działa
w gminnych i powiatowych
strukturach strażackich.
Aktywny uczestnik życia
publicznego. Żonaty,
ma dwie dorosłe córki.
fot. UG Baranowo

Z wójtem gminy Baranów rozmawiała Monika Gontarczyk z miesięcznika Mazowsze. serce Polski.

Panie Wójcie, ostatnio gmina Baranów jest na ustach całego kraju. Jak się z tym czujecie?

Decyzja Rady Ministrów dotycząca budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK) sprawiła, że zainteresowanie mediów naszą gminą znacznie wzrosło. Byliśmy świadkami różnych sposobów prezentowania zarówno samego pomysłu budowy portu, jak i opinii mieszkańców o tej inwestycji. Niewątpliwie obecność w mediach zadziałała promocyjnie. Ja sam udzieliłem wielu wywiadów, proszono mnie o komentarz. Muszę przyznać, że w pewnym momencie stało się to dla mnie trochę uciążliwe, bo ograniczało możliwość wykonywania codziennych obowiązków (śmiech).

Wszyscy mówią o centralnym porcie, pokazując piękne krajobrazy. Nie boicie się radykalnej zmiany charakteru gminy?

Trudno sobie wyobrazić skalę zmian, jaka nas czeka. CPK ma zajmować 3 tys. ha, czyli około 40 proc. obszaru gminy. Przypuszczam, że jej charakter zupełnie się zmieni. Początkowo będzie to ogromny plac budowy ze wszystkimi konsekwencjami, jakie niesie prowadzenie takiej inwestycji. W dłuższej perspektywie – podmioty prowadzące działalność biznesową zastąpią gospodarstwa rolne. Jeżeli do tego dodamy gruntowną rozbudowę układu komunikacyjnego (nowe drogi dojazdowe oraz linie kolejowe), nasze sielskie i spokojne pejzaże pozostaną tylko wspomnieniem.

Zatem to szansa czy zagrożenie?

Na tak postawione pytanie jednoznaczna odpowiedź jest bardzo trudna. Na pewno szansą jest potężny impuls prorozwojowy nie tylko dla gminy, ale całego Mazowsza Zachodniego. Zakłada się zainwestowanie ponad 30 mld zł. To musi mieć wpływ na rynek pracy. Ale musimy też dostrzegać zagrożenia związane z budową CPK. Na części mieszkań- ców inwestycja wymusi zmianę miejsca zamieszkania, a także utratę dotychczasowego źródła utrzymania, jakim jest ziemia. Uciążliwa będzie też sama budowa, a część lotniskowa portu będzie generowała hałas, który też może dawać się we znaki. Ja widzę jeszcze jedno zagrożenie. Poszatkowanie gminy ponadlokalnymi ciągami komunikacyjnymi może spowodować zerwanie dotychczasowych więzów lokalnej społeczności.

Co mówią mieszkańcy? Pełen entuzjazm czy jednak obawy?

Szczegółowych opinii mieszkańców na ten temat nikt jeszcze nie badał. Wydaje mi się, że nie wszyscy wierzą w sukces tego przedsięwzięcia. W chwili ogłoszenia decyzji o lokalizacji, jakiejś szczególnej radości nie dało się odczuć. Część mieszkańców decyzję rządu przyjęła z pewną nadzieją i optymizmem, jednak znaczna część jest pełna obaw co do dalszego mieszkania tutaj. Bez wątpienia jest to temat wiodący w gminie. Żałuję tylko, że na obecnym etapie – bez konkretnej lokalizacji – możemy rozmawiać bardzo ogólnie. Bez tej podstawowej informacji ani władze samorządowe, ani sami mieszkańcy nie są w stanie podjąć jakiejkolwiek decyzji.

Odejdźmy od portu. Jak dziś wygląda gmina?

Jesteśmy gminą wiejską położoną w bezpośredniej strefie oddziaływania metropolii warszawskiej. Ma to stymulujący wpływ na rozwój. Warszawa to ogromny rynek zbytu dla produktów rolnych, lepszy dostęp do uczelni wyższych, instytucji kultury, lecznictwa oraz wyspecjalizowanych i relatywnie rzadkich usług handlowych.

Z sukcesem sięgacie też po środki unijne…

Zdobywanie funduszy zewnętrznych pozwoliło rozwiązać wiele problemów w krótszym czasie. Głównie korzystaliśmy z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Udało się nam zmodernizować budynek gminnej biblioteki, który dziś jest naszą wizytówką. Zmienił się plac w sercu Baranowa, każda szkoła ma ogólnodostępne, wielofunkcyjne boisko sportowe. Dużym powodzeniem cieszyły się projekty edukacyjne dla przedszkolaków i uczniów. Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że kilka ważnych dla nas projektów nie otrzymało dofinansowania ze względu na zbyt niską alokację środków. Niestety, wielokrotnie kryteria uwzględniające teoretyczne dochody podatkowe gmin czy stopę bezrobocia skutecznie wyeliminowały składane przez nas wnioski…

Baranów znalazł się w gronie gmin przyjaznych rowerzystom. Co musieliście zrobić, by Was zauważono?

Tak, podczas VIII Międzynarodowych Targów Rowerowych Kielce Bike-Expo odebraliśmy wyróżnienie „Gmina Przyjazna Rowerzystom”. Doceniono przede wszystkim organizację osińskich zlotów rowerowych. Jest to coroczna impreza organizowana od 2012 r., a główną jej ideą jest połączenie aktywnego spędzania czasu z propagowaniem bezpieczeństwa na drogach. Cykliści, po przejechaniu kilkunastokilometrowej trasy, w Osinach biorą udział w rodzinnym pikniku.

Zainteresowały mnie jeszcze dwa projekty – festiwal Edmunda Fettinga i tężnia w Kaskach. Gmina miała udział w ich realizacji?

Jeżeli chodzi o festiwal, Edmund Fetting – polski aktor, piosenkarz i muzyk jazzowy – był przez jakiś czas związany z Baranowem. W czasie wojny oraz w pierwszych latach powojennych Fetting mieszkał na plebanii baranowskiej parafii (u swojego wujka). Dla lokalnej młodzieży był mentorem, powiernikiem i przyjacielem potrafiącym przekonać, że podczas okupacji można normalnie żyć. Organizował spotkania poetyckie, wieczorki muzyczne, wycieczki rowerowe, spacery. Był inicjatorem pierwszego teatru. Festiwal jest więc formą upamiętnienia Edmunda Fettinga. Przybliża i promuje jego postać i dorobek artystyczny.

W przypadku tężni, zaczęło się od tego, że mieszkańcy szukali pomysłu na zagospodarowanie terenu w centrum wsi. Chodziło im przede wszystkim o miejsce, które sprawdzi się jako strefa relaksu. Pojawiła się koncepcja tężni. Pomysł przypadł do gustu sołtysom wsi Kaski i Kaski-Budki. Wykorzystano środki z Funduszu Sołeckiego, a mieszkańcy wycięli tarninę z własnych pól i sami zbudowali tężnię. Inicjatywę wspomógł proboszcz, który udostępnił teren. Zasilanie tężni energią elektryczną zapewniła gmina. Mamy więc w Kaskach małe uzdrowisko, które służy nie tylko okolicznym mieszkańcom, ale także osobom przyjezdnym. Dostępne jest codziennie od 9.00 do 21.30.

Zarówno Fetting Festiwal, jak i tężnia były inicjatywami oddolnymi, urząd tylko wspierał realizację tych zadań finansowo i merytorycznie. Każde działanie, które jest inicjatywą mieszkańców jest dla mnie powodem do dumy. Świadczy o tym, że mieszkańcy interesują się tym, co ich otacza, chcą aktywnie uczestniczyć w życiu społecznym, ulepszać okolicę, z którą związali swoje życie. Na tym właśnie polega istota wspólnoty samorządowej. Wierzę, że to dobry prognostyk na przyszłość.

Wywiad ukazał się w 1 numerze miesięcznika Mazowsze. serce Polski. www.mazovia.pl

25 lutego 2018 14:20

Komentarze