0

Strajk pilotów Ryanaira

Linia Ryanair - Samolot Boeing 737 startuje z lotniska w Bristolu
Linia Ryanair – Samolot Boeing 737 startuje z lotniska w Bristolu
fot. Adrian Pingstone (Wikimedia)

W szczycie sezonu urlopowego trwa w najlepsze strajk pilotów Ryanaira. Protesty zepsuły urlopy tysiącom pasażerów w Europie.

Wszyscy piloci Ryanaira zarabiają w euro. Minimum 50 tys. euro rocznie. Różnice pojawiają się w poziomie życia zależnym od kraju stacjonowania. Dlatego walczą o najlepsze bazy. Polska jest na liście marzeń.

W piątek ruszył 24-godzinny strajk pilotów w Irlandii. Tak samo będzie 24 lipca. 25 i 26 lipca strajkować będą piloci z Hiszpanii, Portugalii i Belgii. O co im chodzi? Mówią o uregulowaniu kwestii umów, urlopów oraz przyznawania baz. Rozmawialiśmy z jednym z pilotów. Wyjaśnia, o co walczą jego strajkujący koledzy.

Każdy pilot Ryanaira określa 5 baz, w których chciałby stacjonować. Czeka, aż wylosuje wymarzone miejsce. Baza to miasto, w którym pilot kończy każdy dzień pracy. Tam też mieszka. Kiedy zaczyna karierę i przydzielana jest mu pierwsza baza, nie może odmówić jej przyjęcia. 

Dawid, polski pilot Ryanaira opowiada:

W moim przypadku nie dostałem się do żadnej z 5 wymienionych przeze mnie baz. Przydzielono mi Londyn i lotnisko Stansted. Nie mogłem odmówić. Kiedy będą proponowane mi kolejne bazy, mogę z nich rezygnować i zostać gdzie jestem, czekając w ten sposób na preferowaną przeze mnie bazę. Są też piloci, którzy nie dostali się do wymarzonych baz, ale spodobało im się tam, gdzie są i odmawiają kolejnych.

I właśnie o ten czas oczekiwania na przyznanie preferowanej bazy chodzi. Teraz system jest taki, że de facto w ogóle go nie ma. To normalne, że na jedną bazę czeka wielu pilotów. Zdarzają się sytuacje, że jeden z nich czeka pół roku, inny dwa lata. W bazie zwalnia się miejsce. Jednak ten, który czeka od dwóch lat, nie jest pierwszy w kolejce. Brak klarownych zasad sprawia, że nie wiadomo, na jakich zasadach nawet najkrócej czekający może dostać się do preferowanej bazy.

A dla pilotów to bardzo istotna kwestia. Walczą o wypracowanie uczciwego systemu przydzielania baz oraz transferów między Europą a Afryką, gdzie również mogą stacjonować. Chodzi jak zwykle o pieniądze. Zarobki są równe i jasno określone. Różnią się od funkcji czy doświadczenia pilota. Jednak każdy zarabia w euro. Minimum 50 tys. euro rocznie. Jeśli mają bazę w Wielkiej Brytanii, płacą w funtach, jeśli w Polsce – w złotówkach. Za to trzeba wynająć mieszkanie, utrzymać się. Kalkulacja jest prosta. Każdy pilot szuka bazy najbardziej atrakcyjnej finansowo.

Większość pilotów zatrudniona jest na kontraktach. Tak naprawdę to umowy śmieciowe. Piloci, którzy idą na urlop lub chorobowe, nie dostają pieniędzy. Muszą latać, by zarabiać. Pilot, z którym rozmawialiśmy zapewnia, że grafik jest ustalany lepiej niż u konkurencji. Pensje też są konkurencyjne. Dla Polaka, młodego pilota, na pewno lepiej niż w PLL LOT. Jednak problemem jest brak tak zwanej podstawy, czyli pensji wypłacanej mimo wolnego czy chorobowego.

Skoro jest im tak źle, to dlaczego nie idą do konkurencji? Dla naszego Marcina to oczywiste. U konkurencji jest jeszcze gorzej. Grafiki ustalane są tak, że piloci byliby bardziej przemęczeni. Do tego pensje. Z reguły niższe niż w Ryanairze. Najbardziej konkurencyjne są linie arabskie. Jednak tam konkurencja jest największa i bardzo trudno się do nich dostać.

Dotychczasowe rozmowy załóg kabin czy pilotów Ryanaira z zarządem spółki zakończyły się fiaskiem. Strajki trwają, a kolejne zapowiadają włoscy i holenderscy piloci. Cierpią pasażerowie, bo przewoźnik musi odwoływać loty. Tylko 300 połączeń w najbliższą środę i czwartek. Mimo zapewnień spółki o konkurencyjnym wynagradzaniu, szanowaniu prawa do urlopy czy ustalania komfortowych grafików, piloci nie ustępują w swych postulatach

Tymczasem podróżnym należą się odszkodowania.
Do 250 euro za odwołane loty do 1500 km oraz do 400 euro za odwołane połączenia dłuższe niż ten dystans.

Money.pl

23 lipca 2018 08:54

Komentarze