0

Czarodziej z trąbką

Chris Botti gra na trąbce
Chris Botti – gra na trąbce
fot. Materiały Organizatora

O koncercie Chrisa Bottiego pisze Roman Soroczyński. Był tam, słuchał i widział.

Przekazywanie informacji o zbliżających się koncertach, a zwłaszcza zachwalanie zapowiadanych artystów, może okazać się zajęciem saperskim.

Ale nie jest tak w przypadku Chrisa Bottiego. Jeśli ktoś z P.T. Czytelników przeczytał naszą zapowiedź (zob. [LINK]), z całą pewnością  – 5 września 2017 roku – nie był rozczarowany występem znakomitego trębacza na warszawskim Torwarze. Ba! Sądzę, że Artysta i towarzyszący mu zespół wznieśli się wręcz na szczyty maestrii, zabierając słuchaczy w podróż w świat w towarzystwie jazzu, ballad rockowych, muzyki popowej oraz operowej i klasycznej.

Nie sposób wymienić wszystkich utworów, które zabrzmiały podczas koncertu, organizowanego przez Agencję Prestige MJM z Ostrowa Wielkopolskiego. Muzykę filmową reprezentował – pochodzący z Misji – temat Gabriel’s Oboe autorstwa Ennio Morricone. Z kolei, skomponowany w 1939 roku przez Joaquina Rodrigo, Concerto de Aranjuez stał się okazją do zagrania smooth jazzowej wariacji na ten temat.

Dobrego lidera poznaje się po tym, że daje możliwość solowego popisu członkom swojego zespołu. Tak się stało między innymi podczas – śpiewanego dawniej przez Nat King Cole’a – utworu What i Fall In love, autorstwa Edwarda Heymana i Victora Younga.

Chris Botti pokazuje swój instrument
Chris Botti – pokazuje swój instrument
fot. Materiały Organizatora

Dalszy ciąg muzycznej wędrówki prowadził przez utwory z repertuaru Billie Holiday i Roberty Flack do słynnego gitarowego Tango Suite Astora Piazzolli, a wreszcie do Nessun Dorma i Time To Say Goodbay w wykonaniu artysty operowego Jonathana Johnsona.

Każdy koncert Chrisa Bottiego ma swoją dramaturgię. Nie zabrakło zatem – niezwykle energetycznie wykonanego przez Caroline Campbel – utworu Kashmir z repertuaru Led Zeppelin oraz nostalgicznego Hallelujah Leonarda Cohena.

Publiczność lubi, kiedy artyści nawiązują z nią bliski kontakt. W przypadku Chrisa Bottiego ta przyjemność była obopólna: Artysta zszedł między rzędy widowni, a kiedy do jego trąbki dołączył dźwięczny i krystaliczny głos Sy Smith, widzowie byli w siódmym niebie!

Chris Botti i Jego zespół
Chris Botti – i Jego zespół
fot. Materiały Organizatora

Oczywiście, skoro Artysta otwarcie przyznaje się do inspiracji ze strony Stinga, to musiał zabrzmieć jakiś jego utwór: zagrane na bis My Funny Valentine przypomniało słynną scenę „zazdrości” ze wspólnego występu obu artystów w Wilshire Theatre w Los Angeles, w 2005 roku. W dodatku utwór ten sprawił, że  widzowie mieli kłopoty z opuszczeniem gościnnego Torwaru. Czarujący ton trąbki Chrisa Bottiego jeszcze długo wirował w przestrzeni i brzmiał w ich uszach.

8 września 2017 19:08

Komentarze