0

James Blunt – wulkan energii!

James Blunt porywa publiczność
James Blunt – porywa publiczność
fot. Jakub Janecki

12 maja 2018 roku na warszawskim Torwarze wystąpił James Blunt  – artysta, którego większość z nas, jakże niesłusznie, kojarzy tylko z jednym utworem: You’re Beautiful.

Wydawałoby się, że mistrz ballad (a James Blunt z całą pewnością zasługuje na to miano) będzie zachowywał na scenie stoicki spokój. Tymczasem nie! Bohater wieczoru dosłownie szalał podczas występu. Podczas pierwszego utworu (Heart To Heart) pomyślałem sobie, że ten były oficer brytyjski posługuje się gitarą równie sprawnie, jak niegdyś bronią: jak nie gra, to błyskawicznie przesuwa ją na plecy.

Pełna widownia Torwaru
Pełna widownia – Torwaru
fot. Jakub Janecki

Refren wspomnianego utworu – „widzimy się oko w oko, serce w serce” – odzwierciedlał tłok na Torwarze. Kilka tysięcy fanów z różnych grup wiekowych wysłuchało, a raczej wyśpiewało między innymi You’re Beautiful, High, Goodbye My Lover, Bonfire Heart. Było refleksyjnie, romantycznie, także tanecznie i… śmiesznie! Potwierdziła się także obiegowa opinia o artyście, że jego występy są niemal identyczne do nagrań na płytach. To był kawał znakomitej muzyki zagranej na żywo dla świetnie reagującej publiczności, która po czterech latach przerwy zdążyła się już za nim stęsknić. Artysta nie pozostał dłużny i zwrócił się w pierwszych słowach do fanów:

To jest niesamowicie fantastyczne wrócić do was i do tego fantastycznego miasta! 

Poinformował, że jest w trasie koncertowej ze swoim zespołem, w trakcie której odwiedził już Amerykę Północą, Azję i Australię, a teraz przyszedł czas na Europę.

James Blunt przyznał:

Ale  to była dopiero rozgrzewka przed waszym występem! (…)
Jedyny powód, dla którego przyjechaliśmy do Warszawy, jest taki, żebyście… to wy śpiewali! 

„Kupił” publiczność również polskim zwrotami, od „cześć” i „dobry wieczór”, poprzez „dziękuję” i „dziękuję bardzo”, aż do „dobranoc”.

W jednym z „wejść” stwierdził, że w ogóle nie wykona You’re Beautifil, bo… publika zapłaciła za bilety i właściwie już nie musi. To był oczywiście żart, który świetnie pokazał duże poczucie humoru artysty. Okazało się, że inna piosenka – Same Mistake – jest  ulubionym utworem wokalisty. Poprosił fanów o włączenie światełek w telefonach i Torwar magicznie zamigotał. Fantastyczny widok!

Światełka podczas koncertu
Światełka – podczas koncertu
fot. Jakub Janecki

Skoro na początku wspomniałem o gitarze, to zauważyłem, że po każdym utworze James Blunt wymieniał je na kolejne modele. Najmniejsza z nich dźwiękiem przypominała banjo. Tylko dwa razy podszedł do pianina, które pod koniec koncertu posłużyło mu jako podest, do zrobienia zdjęć publiczności, żywo reagującej niemal na każdy gest artysty. Dyrygował widownią dyskretnie, ale konsekwentnie: podczas jednego z utworów poprosił, by wszyscy kucnęli; kiedy nie wszyscy podporządkowali się prośbie, użył angielskiego słowa na „f” i … pomogło!

James Blunt z kolejną gitarą
James Blunt – z kolejną gitarą
fot. Jakub Janecki

Koncertowi towarzyszyła piękna wizualizacja. Przyznam, że ściskało mnie za gardło, gdy podczas, granego w szybkim tempie utworu Someone Singing Along, pokazywany był film z udziałem dzieci przebywających w mieście zniszczonym przez działania wojenne.

Całe spotkanie z muzyką Jamesa Blunta trwało około półtorej godziny. Publiczność usłyszała  w sumie 19 utworów, bardzo zróżnicowanych i z kilku płyt: od nieśmiertelnych ballad, z których – oprócz wcześniej wymienionych – zaśpiewał High, przez refleksyjne Bartender czy Time Of Our Lives, po zagrane w szybszych tempach Stay The Night i Postcards. Nie zabrakło rozbudowanego instrumentalnie So Long Jimmy i ostatniego hitu OK, który podbił listy przebojów na całym świecie. Podczas swoich „wejść” artysta opowiadał wiele zabawnych historyjek. Między innymi opowiadał o Edzie Sheeranie, z którym Blunt żyje w wielkiej przyjaźni. Jeden z utworów zaanonsował jako piosenkę o Donaldzie Trumpie, od razu prosząc publiczność, by nie mówiła tego Amerykanom, bo połowa z nich mogłaby się obrazić.

Jerzy Skarżyński, dziennikarz muzyczny Radia Kraków:

Blunt był pierwszą osobą po latach rozwoju techno, hip-hopu i wszelkie muzyki lansowanej w Stanach Zjednoczonych, który przywrócił popyt dla songwriterów. Dzisiaj nie byłoby Eda Sheerana, gdyby nie pojawił się James Blunt i tych licznych młodych ludzi, którzy śpiewają z towarzyszeniem gitary. On sprawił, że muzyka stała się z powrotem taką, którą można sobie zanucić, (…)  a  którą prezentował w latach 70. np. Cat Stevens, czyli po prostu piękne ballady! 

Janusz Stefański z Prestige MJM:

To było zjawiskowe show!
Cieszymy się, że agencja Prestige MJM miała okazję przygotować kolejny koncert  stojący na wysokim poziomie. Okazało się także, że muzyka Jamesa Blunta jest ponadczasowa i łączy pokolenia bo w Torwarze zjawili się fani właściwie w każdym wieku! 

Był to trzeci, ale mam nadzieję, że nie ostatni, występ Jamesa Blunta w Polsce.
Zatem, do zobaczenia!

13 maja 2018 18:49

Komentarze