0

Kamerdyner

Kamerdyner – reż. Filip Bajon
fot. Mat. prasowe

Monumentalna produkcja, znakomicie zrealizowana, nie wolna jednak od reżyserskich mankamentów.

Kaszuby. Rok 1900. Rodzi się w bólach Mateusz. Matka nie przeżyje porodu, ojca brak. Dziecko trafia do domu hrabina i wychowuje się wraz z jej dziećmi: Maritą i Maksem. Mijają lata. Nad Kaszubami przechodzą zmiany, konflikty społecznościowe i zawieruchy dwóch wojen światowych. Pomiędzy Mateuszem (Sebastian Fabijański) i Maritą (Marianna Zydek) rodzi się uczucie. Dzieci arystokratyczne mają lepsze warunki startu, a dla wycofanego Mateusza pozostaje jedynie rola tytułowego kamerdynera.

Niestety nie udało się tak długiej czasowo i wielowątkowej historii odpowiednio poukładać. W fabule panuje totalny chaos i tak naprawdę nie wiadomo czy to melodramat, czy film historyczny, czy też dramat społeczny. Dopiero końcówka uwidacznia najważniejszy cel produkcji, jaką były trudne losy społeczności kaszubskiej w burzliwym okresie pierwszej połowy XX wieku. Wygląda trochę tak jakby reżyser Filip Bajon chciał przekazać zbyt wiele. Owszem, ma to uzasadnienie, bo tak jest w prawdziwym życiu człowieka: są okresy gdy najważniejsze są sprawy osobiste, a przychodzą czasy gdy kwestie społeczne i ruchy historyczne dominują egzystencję. Jednak dla widza filmu jest to mało czytelne, szczególnie gdy niektóre wątki wybrzmiewają tylko epizodycznie (chociażby zupełnie niepotrzebny brat grany przez Borysa Szyca), albo znikają na długie minuty, a tak jest nawet z dominującym wątkiem miłości dwójki głównych bohaterów. Każdy z segmentów ma interesujące fragmenty, ale jest cała masa takich które należało wyrzucić w postprodukcji, co wyszłoby na dobre skracając ten zbyt długi obraz.

28 września 2018 23:36