0

Szkiełkiem i okiem

Warszawa, Studio im. W. Lutosławskiego
Orkiestra Arte dei Suonatori – Warszawa, Studio im. W. Lutosławskiego
fot. Mat. prasowe

Orkiestra Arte dei Suonatori w ramach spotkań z muzyką dawną w ramach festiwalu Muzyka Dawna – Persona Grata z programem zatytułowanym „Szkiełkiem i okiem. Koncerty nieoczywiste.”

Warszawski koncert 13 września o godz.19:00 w Studio im. W. Lutosławskiego.

Tytuł nawiązuje do myśli oświeceniowej, która przyznawała pierwszeństwo poznaniu świata poprzez rozum i doświadczenie, nie zaś emocjom i wierze w powszechnie powtarzane prawdy. Fraza „szkiełko i oko” pochodzi z mickiewiczowskiego wiersza „Romantyczność”, w którym autor-narrator, w polskiej literaturze odrzuca naukowe, chłodne i racjonalne postrzeganie świata. Epoka wcześniejsza, Oświecenie, przeciwnie – składała hołd ludzkiemu rozumowi. Czy ten nowy trend, który rozwinął się w XVIII wieku, znalazł swoje odzwierciedlenie w muzyce? Wiele wskazuje na to, że tak było. Program koncertów został tak skonstruowany, aby pokazać różnicę między muzyką baroku, pełną emocji, fantazji, improwizacji, o swobodnej często formie, odbiegającej od schematu – a muzyką wczesnego klasycyzmu, logiczną, wyważoną, od pierwszych dźwięków uderzającą ładem, o łatwej do wychwycenia strukturze. A czemu koncerty nieoczywiste? Zarówno waltornia, jak i wiolonczela były bardzo rzadko wybierane przez XVIII-wiecznych kompozytorów jako solowe instrumenty koncertujące.

Franz Xaver Richter

Morawski kompozytor działający w Niemczech i we Francji, gdzie znany był jako François-Xavier Richter. To autor 70 symfonii, a także mszy motetów, kwartetów smyczkowych i innych utworów. Dzieła Richtera łączą stylistykę baroku ze stylem galant. Zaliczane są do szkoły mannheimskiej, której twórcy odpowiedzialni są za wykształcenie nowej obsady orkiestry symfonicznej – kwintet smyczkowy i podwójna obsada dętych. Komponując mieli do dyspozycji bardzo dużą orkiestrę dworską, a ich twórczość przełożyła się na umocnienie faktury homofonicznej dzieł (melodia z akompaniamentem). Tak zrodził się styl przedklasyczny utworów symfonicznych, który stał się inspiracją m.in. dla Wolfganga Amadeusa Mozarta w początkach jego działalności kompozytorskiej. Richter  był tez skrzypkiem i śpiewakiem, nauczycielem. Choć podobno nie stronił od kieliszka, udało mu się wykształcić grono uczniów, spośród których najbardziej znany dziś jest Carl Stamitz – bez którego koncertu altówkowego nie obędzie się żaden konkurs dedykowany temu instrumentowi.

Nicola Porpora

Twórca z kręgu Szkoły Neapolitańskiej. Tworzyli ją kompozytorzy operowi działający przy konserwatoriach neapolitańskich. Włoska opera to przede wszystkim piękne kantyleny, ale i popisowe arie, więcej duetów, tercetów zamiast partii chóralnych i większy nacisk na ich funkcje w rozwoju akcji dramaturgicznej dzieła. Wykształciła także nową uwerturę w trzyczęściowym układzie szybka-wolna-szybka, która stała się początkiem nowej formy koncertu. Koncert G-dur ma jeszcze stary układ – z wolnym początkiem. Czy wierność starej stylistyce była drogą do upadku tego utalentowanego kompozytora? Pod koniec życia był już tak biedny, że fundusze na jego pogrzeb zbierano na koncertach, które dawał nie byle kto, bo jego słynni uczniowie Farinelli i Caffarelli, którzy swojemu oświeconemu nauczycielowi – poliglocie, i poecie, jak na mistrzów tamtej epoki przystało – zawdzięczali błyskotliwe kariery.

Leonardo Leo

Również z kręgu Szkoły Neapolitańskiej – podobnie jak u Richtera muzyka wczesnego klasycyzmu. Żyjący na przełomie wieków kompozytor (1694 – 1744) napisał w latach 1737-38 sześć koncertów na wiolonczelę. Podczas, gdy skrzypcom chętnie powierzano wiodącą rolę, wiolonczela musiała poczekać nieco dłużej, aby zostać doceniona jako instrument o walorach solistycznych. Koncerty Leo zbudowane są na bazie czteroczęściowego cyklu sonaty da chiesa, z wyjątkiem Koncertu nr. 2, w którym występuje część piąta, fuga. Fugę, formę typową jeszcze dla muzyki baroku, usłyszymy również w koncercie na czworo skrzypiec. Z nowości, wnoszących powiew nowej myśli, słyszymy tu kontrasty pomiędzy partią solową, a tutti, a także harmonie przywodzące już na myśl wczesnego Haydna. Leo, który dziś jest mało znany, a jeśli już, to jako twórca wczesnej opery, w koncertach wiolonczelowych pozostawił świadectwo formowania się stylu klasycystycznego – są one łącznikiem pomiędzy koncertami Vivaldiego i Haydna, nie tak wirtuozowskie, ale pełne wdzięku.

Carl Heinrich Graun

Twórca oper i to nie byle jaki, bo uznawany za najlepszego oprócz Hasse’a w swoich czasach niemieckiego autora oper pisanych w języku włoskim. Kształcił się jako organista, klawesynista i kompozytor, był też tenorem zatrudnionym w operze w Brunszwiku. Podobnie jak jego utalentowany brat, Johann Gottlieb, znalazł zatrudnienie na dworze księcia Fryderyka Wielkiego, gdzie był kapelmistrzem. Współpraca bywała burzliwa, książę wtrącał się do twórczości Carla, kazał przerabiać arie, które mu się nie podobały, sam pisał libretta. Jednak kompozytor znosił to cierpliwie i zawsze starał się pilnować własnego stylu. Był też odpowiedzialny za ściągnięcie z Włoch śpiewaków na otwarcie nowej Berlińskiej Opery Królewskiej. Dyplomatyczne podejście pozwoliło mu żyć godnie i rozwijać swoje talenty. A te, jeszcze po latach, choć w innej dziedzinie, odezwały się w genach rodzinnych – jego pra-pra-pra-wnukiem był znany pisarz, Vladimir Nabokov.

Johann Joachim Quantz

Żyjący w latach 1697-1773 niemiecki flecista, budowniczy instrumentów, kompozytor i teoretyk muzyki. Potrafił grać także na wielu innych instrumentach smyczkowych i dętych. W jego twórczości przeważają sonaty i koncerty na flet, utrzymane w stylu galant, typowym dla epoki przejściowej między barokiem a klasycyzmem. Również on korzystał z łask umuzykalnionego księcia Fryderyka, uczył go jeszcze jako szesnastolatka gry na flecie. A po jego wstąpieniu na tron, mianowany był nadwornym kompozytorem. Wyjątkowo lubiany przez swego chleobodawcę, pisał koncerty i sonaty fletowe, które sam książę wykonywał niemal codziennie na koncertach dla prywatnej publiczności. Pozostawił po sobie pierwszy w historii traktat o grze na flecie poprzecznym. Nie pisał oper, może by nie robić konkurencji Graunowi, a może po prostu śpiewność fletu wystarczająco zaspokoiła jego potrzebę tak liryki, jak i wirtuozerii w muzyce.

Muzyka klasycystycznie elegancka i wytworna, lub operowo burzliwa, liryczna – choć pisana na instrumenty, nie głos.  Takie dzieła pozostawili nam po sobie oświeceniowi mistrzowie, prekursorzy nowego stylu. Multiinstrumentaliści, bywalcy światowych scen, ale i zwykli ludzie uwikłani w troski dnia codziennego. Ich kompozycje w serii nadchodzących koncertów znakomitej barokowej orkiestry Arte dei Suonatori zaprezentują wybitne solistki – waltornistka Ursula Paludan Monberg z Danii i wiolonczelistka Poppy Walshaw z Anglii. Koncert w Warszawie uświetnią dodatkowo wizualizacje, których autorem jest Ari Dykier.

6 września 2018 09:35

Komentarze