0

Zakonnica

reż: Corin Hardy
Zakonnica – Taissa Farmiga
fot. Mat. prasowe

Biblijna sentencja „szukajcie a znajdziecie” najwyraźniej się nie sprawdziła. Przynajmniej odnośnie starań twórców tego horroru.

W rumuńskim opactwie dochodzi do samobójstwa zakonnicy. Watykan na pomoc przysyła księdza egzorcystę (meksykański aktor – Demián Bichir) oraz zakonnicę (ładniutka Taissa Farmiga) – jeszcze bez święceń, ale za to z dziwnymi wizjami. Na miejsce wypadku dowozi ich niekrzesany wiejski lowelas – „Francuzik” (komediowy Jonas Bloquet), który odkrył ciało powieszonej zakonnicy.

Ocena tego filmu w dużej mierze zależy od nastawienia. Jeżeli bowiem potraktuje się go jako horror klasy B, to można dobrze się bawić, nawet jeżeli nie taki był cel twórców. Wszystko jednak wskazuje na to, że „Zakonnica” aspirowała do solidnego horroru, a w tej kategorii, wbrew pozorom bardzo wymagającej, zawodzi na wielu płaszczyznach.

Przede wszystkim scenariusz jest szczątkowy, a może nawet w ogóle go nie ma – stanowiąc jedynie kompilacje standardowych pomysłów na straszenie. W zasadzie już po kilkunastu minutach cała aura tajemniczości pryska, a wszystko, wbrew stylistyce filmu, staje się oczywiste i przewidywalne. Tylko bohaterowie próbują udawać, że nie wiedzą co się wokół nich dzieje, a jak w końcu ich oświeci (może dlatego, że w krytycznych momentach znajdują czas na analizę Pisma Świętego) – to jeszcze wymyślają sobie zajęcie na pozostały do końca filmu czas, zamiast czmychać z tego opactwa najdalej jak można. Czy takim bohaterom można kibicować, i przeżywać ich straszne przygody? No, nie można. A szkoda, bo to całkiem pocieszna trójca (bynajmniej nie święta): dobrze zarysowana charakterologicznie (ksiądz z przeszłością, dziewczyna z wizjami, wiejski podrywacz), całkiem przyzwoicie zagrana (świetna Farmiga), i jeszcze z potencjałem komediowym (wiejski podrywacz kontra młoda i ładna niedoszła zakonnica).

Jeżeli więc potencjał grozy został zaprzepaszczony może warto było pójść drogą komediową? Niestety po obiecującym początku – twórcy zaniechali tej opcji chowając jednego aktora na dobre pół godziny. W zamian mamy cały przegląd arsenału straszenia, ze scenami tak wtórnymi, że budzą co najwyżej uśmiech politowania. Nawet jeżeli twórcy szukali inspiracji, a szukali zarówno w horrorach, jak i pozycjach innego gatunku (chociażby „Pogrzebany”, a można doszukać się nawet motywów z filmów serii „Indiana Jones”), to nie potrafili ich odpowiednio pozestawiać. Pewną zabawą dla znudzonego straszeniem widza może być odnajdywanie źródeł tych inspiracji, ale chyba nie o to chodziło.

Szkoda tego horroru, dość umiejętnie promowanego (szeroka dystrybucja, tajemnicze zabiegi z ukrywaniem zwiastunów, ciekawy plakat), także z powodu całkiem przyzwoitej realizacji. Sceny zmontowano poprawnie, pojawiają się interesujące kadry, zdjęcia konsekwentnie utrzymane są w mglistym nastroju budując odpowiedni nastrój, a wszystkiemu towarzyszy wyważona muzyka Abla Korzeniowskiego. Czyż nie szkoda tego potencjału na taki podrzędny horror?

Twórcy mogli się jeszcze częściowo uratować – bo szukając w czeluściach swojej wyobraźni odnaleźli całkiem oryginalny motyw końcowy. Ale ten również zepsuli, nie zostawiając niedopowiedzianym i pokazując jeszcze jedną, zbyteczną scenę. No i jak tutaj nie załamać rąk?

Zwiastun:

12 września 2018 19:50

Komentarze