0

Ostatni akt Powstania’44

Podpisanie układu kończącego walki Powstania Warszawskiego - od lewej: pułkownik Kazimierz Iranek-Osmecki „Heller”, SS-Obergrupenführer Erich von dem Bach-Zelewski, podpułkownik Zygmunt Dobrowolski „Zyndram”.
Podpisanie układu kończącego walki Powstania Warszawskiego – od lewej: pułkownik Kazimierz Iranek-Osmecki „Heller”, SS-Obergrupenführer Erich von dem Bach-Zelewski, podpułkownik Zygmunt Dobrowolski „Zyndram”.
fot. Archiwum

Wspomnienie płk. Kazimierza Iranek-Osmeckiego przedstawia Halina Morhofer Wojcik (SPK DIH -Hamburg).

2 października 1944, rano…

…z trudem przedostawaliśmy się przez rozwalone ulice, idąc z budynku „Pasty” przy ul. Piusa XI (Mała „Past-a”, dzisiaj ul. Piękna), gdzie mieściła się Komenda Główna AK, do

Pułkownik Kazimierz Iranek-Osmecki - negocjator warunków kapitulacji Powstania Warszawskiego
Pułkownik Kazimierz Iranek-Osmecki – negocjator warunków kapitulacji Powstania Warszawskiego
fot. archiwum

barykady pod Politechnikę. Grupy ludzi z tobołkami na plecach dążyły w tym samym kierunku, był to bowiem punkt przejścia dla uchodzących z miasta mieszkańców. Przy studniach ustawiano się z wiaderkami w szeregi. Dokoła punktów rozdzielczych gromadzono się cierpliwie po garść jęczmienia lub pszenicy, jedynego dostępnego jeszcze pożywienia. Miasto rozpoczynało swój dzień. Ale ten dzień był inny niż poprzednie. Dziś czekano na coś nieuchronnego, co jest tuż, tuż. Wyczuwano zbliżający się koniec.

Spotkanie delegacji polskiej z gen. von dem Bachem w jego Kwaterze Głównej w Ożarowie było zapowiedziane na godzinę 9. Trzeba więc było zaraz po godzinie 8 być na czołowej barykadzie pod Politechniką, gdzie mieliśmy przekroczyć linię bojową.

Delegacja - W składzie delegacji było nas czterech, oprócz mnie ppłk "Zyndram" [Zygmunt Dobrowolski], ppłk "Bogusławski" [Franciszek Herman] i kpt. "Sas" [Alfred Korczyński] jako tłumacz. *
Delegacja – W składzie delegacji było nas czterech, oprócz mnie ppłk „Zyndram” [Zygmunt Dobrowolski], ppłk „Bogusławski” [Franciszek Herman] i kpt. „Sas” [Alfred Korczyński] jako tłumacz. *
fot. Archiwum

*gen. Tadeusz Bór Komorowski Bór chroniony konstytucyjnie nie mógł publicznie wystąpić dopiero po podpisaniu dokumentu „Układu zakończenia walk PW44”. Delegacja prowadząca pertraktacje została przez niego upoważniona do pertraktacji i podpisania umowy. Wówczas pozbyto się anonimowych pseudonimów.

Poprzedniego wieczora, dla uzgodnienia stanowiska, byłem u gen. „Montera” w jego Kwaterze Głównej, przy ul. Złotej w Śródmieściu-Północ.

Ożarów, dworek Reicherów - siedziba sztabu von dem Bacha
Ożarów, dworek Reicherów – siedziba sztabu von dem Bacha
fot. Archiwum

Po szeregu odpraw z gen. „Borem” i gen. „Grzegorzem” w ciągu nocy opracowaliśmy materiał do rozmów z Niemcami. Projekt umowy mieliśmy przygotowany w pełnym brzmieniu, opracowany w ujęciu prawnym przez kpt. „Sasa”; przy ustalaniu zasad pierwszej części umowy brał również udział „Konrad” z Delegatury Rządu. Byliśmy okrutnie zmęczeni i niewyspani; ubrania mieliśmy zmięte i wyniszczone; biało-czerwone opaski na rękawach wskazywały naszą przynależność do AK.

Doszliśmy w asyście polskiego dowódcy tego odcinka ruinami ul. Śniadeckich do barykady niemieckiej przy szpitalu im. Marszałka Piłsudskiego. Oczekiwał nas tam delegat niemiecki mjr SS Fischer [Mjr. d. Pol. Kurt Fischer był szefem sztabu Kampfgruppe Reinefarth]. Powołując się na postanowienia Konwencji Haskiej, zapytał przez tłumacza, czy mamy broń. Po wyjaśnieniu, że jej nie posiadamy, odjechaliśmy wraz z nimi samochodami do niemieckiej Kwatery Głównej.

Przyjazd delegacji polskiej do Ożarowa. - Od lewej ppłk dypl. Zygmunt Dobrowolski Zyndram i ppłk. dypl. Franciszek Herman Bogusławski
Przyjazd delegacji polskiej do Ożarowa. – Od lewej ppłk dypl. Zygmunt Dobrowolski Zyndram i ppłk. dypl. Franciszek Herman Bogusławski
fot. Archiwum

Na wstępie wręczyliśmy pismo gen. Bora-Komorowskiego w języku polskim i niemieckim, upoważniające nas do przeprowadzenia pertraktacji i podpisania umowy o złożeniu broni przez oddziały AK walczące w Warszawie.

Po przeczytaniu pisma Bach, wyraźnie podniecony, wstał i z przejęciem, starając się nadać chwili jak najbardziej uroczysty charakter, rozpoczął przemowę. Pierwsze jego słowa „meine Herren”, akcent, jaki im nadał – miały specjalny wydźwięk. Dał wyraz przeświadczeniu o zdolnościach dowódczych gen. Bora-Komorowskiego, o bitności powstańców, o słuszności decyzji złożenia broni, co uwolni ludność od okropności, jakie musiałby zastosować, gdyby walka miała trwać dłużej. Gdy usiadł, nie dopuszczając tłumacza do głosu, rozwijał dalej swe myśli pełne nie ukrywanego tryumfu. (…)

Poprosiłem Bacha o wyjaśnienie, o jakie koncesje chodzi. Odpowiedział, że dowództwo niemieckie zadowoli się natychmiastowym wydaniem całego posiadanego zapasu amunicji oraz rozebraniem wszystkich barykad, ponadto muszą być zaraz wydani wszyscy jeńcy oraz osoby przynależności niemieckiej.

Gra niemiecka, zmierzająca do natychmiastowego obezwładnienia nas, była wyraźna. Mając przeciwko sobie najrozmaitsze oddziały narodowościowe oraz jednostki rekrutujące się ze zbrodniarzy, jak brygada Dirlewangera, można było obawiać się prowokacji, uderzenia niemieckiego i masakry, gdybyśmy dopuścili do jakiegokolwiek, choćby częściowego, rozbrojenia nas. Oczekiwałem, że na tym tle dojdzie do batalii z Bachem; nie zdawałem sobie jeszcze sprawy, do jakiego stopnia okaże się ustępliwy. (…)

Czy to przynaglony rozmową telefoniczną, czy też po zorientowaniu się, że czas upływa, zaproponował, abyśmy zajęli się pertraktacjami. Zgodnie z propozycją zadaliśmy kilka kolejnych zapytań, przygotowanych przedtem jako podstawowe zasady, których zapewnienia mieliśmy się domagać. Pytania te odczytywał z przygotowanego tekstu kpt. „Sas”.

Pierwsze pytanie brzmiało: W czyim imieniu Bach występuje? Nie rozumiał pytania i prosił o wyjaśnienie. Wyjaśniłem, iż wiemy, że jest on generałem SS, organizacji podległej bezpośrednio władzom partyjnym, a nie wojskowym. Dlatego chcemy wiedzieć, jaką jest władza, którą reprezentuje, gdyż uzależniamy od tego nasze stanowisko.

Uważając to wyjaśnienie za wystarczające, poleciłem kpt. „Sasowi” odczytać następne pytanie: Czy Bach potwierdza, że żołnierze AK zostali uznani przez rząd niemiecki za kombatantów i czy będą mieli zapewnione wszelkie prawa zgodnie z Konwencją Genewską z  27 sierpnia 1929 r.?

Bach potwierdził uznanie żołnierzy AK za kombatantów i rozwodził się długo nad tym, że uznanie to jest jego zasługą.

Wyraziłem opinię, że – w moim rozumieniu uznanie żołnierzy AK za kombatantów dotyczy wszystkich oddziałów AK na terenie całej Polski, a nie tylko walczących w Warszawie. Bach udzielił odpowiedzi wymijającej. Prosiłem powtórnie o wyraźne zajęcie stanowiska, gdyż jego interpretacja jest ważna dla gen. „Bora” jako dowódcy całej Armii Krajowej. Wówczas Bach przyznał, że uznanie żołnierzy AK za kombatantów dotyczy całej Polski. Zastrzegł się jednak, że umowa, którą mamy zawierać nie może precyzować nic takiego, co by wykraczało poza jego zainteresowania jako dowódcy obszaru Warszawy (Kampfgebiet Warschau).

Następne z kolei nasze oświadczenie domagało się zapewnienia, że nikt z walczących w Warszawie z podziemnej administracji oraz ludności miasta nie będzie przez władze niemieckie pociągany do odpowiedzialności indywidualnej ani zbiorowej za żadną działalność przeciwko państwu niemieckiemu, przejawioną począwszy od  1 września 1939 r. do chwili obecnej.

Bach uznał nasze żądania za możliwe do przyjęcia i zgodził się na umieszczenie w umowie odpowiedniego zapewnienia.

Ostatnie nasze żądanie brzmiało, by ludność była traktowana humanitarnie i by polskie organizacje charytatywne miały pełną swobodę i działalności. Prosiłem o udzielenie na to wyraźnych gwarancji, dotychczasowe bowiem postępowanie z ludnością dało tak tragiczne doświadczenie, że mamy poważne obawy, czy podobne wypadki się nie powtórzą.

To były ogólne zasady, których uznanie chcieliśmy mieć zapewnione przez stronę przeciwną. Uzyskaliśmy na nie zgodę – z wyjątkiem żądania Delegata Rządu, co do pozostawienia ludności w mieście. Pozostałe postanowienia opracowanej przez nas umowy były już mniejszej wagi i można z nich było ustępować w zależności od nacisku strony przeciwnej. Oświadczyłem więc, że możemy przystąpić do precyzowania i formułowania poszczególnych punktów. Wówczas Bach, podkreślając, do jakiego stopnia był ustępliwy wobec naszych żądań, oświadczył, że zanim przystąpimy do dalszej pracy, wymieni swoje warunki. Oczekuje przy tym takiej samej dobrej woli, jaką okazał sam przy uznawaniu naszego stanowiska. Ponawia więc swoje poprzednie żądania: natychmiastowego wydania amunicji, rozebrania barykad i wydania jeńców.

Złożyłem wówczas oświadczenie, że pierwsze dwa warunki są dla nas nie do przyjęcia. Rozpoczęła się wzajemna, zawzięta argumentacja dla ułożenia tych warunków. Broniłem się przed przyjęciem dwóch pierwszych, zgodnie z powodami przytoczonymi powyżej. Odnośnie wydania amunicji oświadczyłem, że możemy to zrobić dopiero bezpośrednio przed złożeniem broni. (…)

A jednak muszą być zapewnione gwarancje nakazane przez dowódcę armii – upierał się zawzięcie Bach. Odstępuje od żądania natychmiastowego wydania amunicji, ale zastrzega sobie wyciągnięcie odpowiednich konsekwencji, gdyby przy wymarszu z miasta amunicję znaleziono w oddziałach lub u pojedynczych żołnierzy. W zamian za to ustępstwo żąda jednak następujących koncesji: zwolnienia przez oddziały AK i obsadzenia przez oddziały niemieckie ul. Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich na całej długości, ponadto rozebrania wszystkich barykad w części miasta zajętej przez powstańców. Uzasadnił to potrzebą łatwiejszej komunikacji dla przerzucania wzdłuż frontu odwodów i artylerii w wypadku natarcia sowieckiego.

Na żaden z tych warunków nie można się było zgodzić. Rozebranie barykad było fizyczną niemożliwością, gdyż wymagałoby kilkudniowej pracy całej załogi. Ponadto – przy słabości naszego uzbrojenia – barykady decydowały o odporności obrony, a było dla nas istotne, by obronność zachować do ostatniej chwili. Rozmieszczenie oddziałów niemieckich wewnątrz naszego ugrupowania – do czego sprowadzało się oddanie Niemcom dwóch najważniejszych arterii – groziło fatalnymi następstwami wobec zaciętości obu stron i obezwładniałoby nas całkowicie. (…)

W rezultacie doszliśmy do porozumienia, że rozbierzemy czołową barykadę, najbliższą linii niemieckich na każdym kierunku wyprowadzającym z miasta, co miało być aktem symbolicznym; prace miały być rozpoczęte o godzinie 8 następnego dnia. (…)

Przyjęliśmy zobowiązanie, że do godziny 24 dnia 2 października zostaną wydani przez stronę polską wszyscy jeńcy. Zaznaczyliśmy tylko, że bardzo znaczna liczba Niemców – już po dostaniu się w nasze ręce – zginęła od bomb i pocisków niemieckich. W samym tylko kinie „Hollywood”, gdzie był punkt zborny jeńców, zginęło ich około stu podczas zbombardowania tego domu przez stukasy. Bach odparł, że nie może mieć do nas pretensji, zresztą ze zdobytych na Starówce polskich rozkazów wie, iż nakazywały one traktowanie Niemców zgodnie z postanowieniami umów międzynarodowych. Dodał przy tym, że fakt ten był brany pod uwagę przez czynniki niemieckie przy podejmowaniu decyzji przyznania AK praw kombatanckich.

Z kolei Bach wniósł na porządek dzienny sprawę terminu złożenia broni i zażądał, by to nastąpiło w godzinach rannych 3 października. Wobec wydanych nam zleceń terminu tego nie można było przyjąć. Tłumaczyłem, że jest on nierealny, a przeprowadzona kalkulacja potwierdziła to. Gdy omawialiśmy to zagadnienie, było już po godzinie 11. Uzasadniałem, że zanim tekst umowy zostanie sformułowany i przepisany, upłynie jeszcze kilka godzin, tak więc wcześniej niż późnym wieczorem nie dojedziemy do Warszawy. Przy stanie środków, jakimi rozporządza polskie dowództwo, i wobec trudności komunikacyjnych w mieście, rozkazodawstwo wymaga kilku godzin, tak, że nie wiadomo, czy rozkazy doszłyby na czas na odcinki bojowe. Są zresztą takie jeszcze czynności, jak rozebranie czołowych barykad. Uwzględniając to wszystko, nawet wymarsz 4 października dla całości sił jest nie do przyjęcia. Zaproponowałem więc termin 5 października lub najwcześniej godziny wieczorne 4 października (…)

Doszliśmy do porozumienia, że wymarsz nastąpi w dwóch etapach. 4 października w godzinach rannych opuści miasto jeden pułk lub trzy bataliony z różnych pułków, a w godzinach rannych 5 października wyruszy reszta sił.

Wymarsz Powstańców z Warszawy
Wymarsz Powstańców – z Warszawy
fot. Archiwum

Punkty 1, 2 i 3 pierwszej części umowy, wynikające z poprzedniej dyskusji, nie budziły poważniejszej wątpliwości i zostały przyjęte w brzmieniu proponowanym przez nas.

Ustalając brzmienie paragrafu 1, wyjaśniliśmy, że przez sformułowanie nasze: „za oddziały wojskowe uważa się wszystkie polskie formacje podległe taktycznie dowództwu AK w okresie walk od 1.8.1944 do dnia podpisania układu”, rozumiemy że umowa obejmuje również walczące oddziały NSZ, PAL i AL.

Treść następnych punktów do 9 włącznie była ogólnie uzgodniona poprzednio, więc i przygotowane przez nas sformułowanie nie nastręczało rozbieżności i zostało przyjęte. Dopiero punkt 10 spowodował bardzo ożywioną, długotrwałą wymianę zdań. Z poprzedniego oświadczenia Bacha dowiedzieliśmy się, że Niemcy obstają przy ewakuacji ludności. Liczyliśmy się bardzo poważnie z podobną decyzją, gdyż mieliśmy już taką zapowiedź, toteż podczas narad w dowództwie AK Delegat Rządu polecił przeciwdziałać temu wszelkimi środkami. Zgodnie z tymi, gdy los ludności wszedł na porządek dzienny obrad, nalegaliśmy, aby ewakuacja dotyczyła tylko tych mieszkańców, którzy dobrowolnie zechcą miasto opuścić i aby reszta mogła pozostać. Ppłk „Bogusławski” i kpt. „Sas” wmieszali się do rozmowy i przytoczyli wiele przykładów okrucieństw popełnionych na ludności przez oddziały narodowościowe.

Wymarsz Powstańców z Warszawy
Wymarsz Powstańców – Warszawy
fot. Archiwum

Żądaliśmy także poprawienia warunków w obozie przejściowym w Pruszkowie. (…) Próbowaliśmy raz jeszcze przekonać Bacha, by ludność mogła w mieście pozostać, nie dało się jednak uzyskać jego zgody. Widać było zresztą, że przekracza to jego kompetencje. Zgodził się tylko, by został wprowadzony do umowy ogólny punkt odnośnie traktowania ludności. Ponieważ jednak umowa ma mieć charakter ściśle wojskowy,  szczegóły więc miały być przez niego ustalone oddzielnie z PCK. Wymogliśmy ponadto na nim, że do przedstawicielstwa PCK będzie wydelegowany oficer z dowództwa AK, który odejdzie do obozu jeńców dopiero po zakończeniu ewakuacji. Będzie on łącznikiem do wojskowych władz niemieckich i dopilnuje odnośnego punktu umowy.

Podpis pod zdjęciem: "Po walce on pomaga. Niemiecki generał, posiadacz Rycerskiego Krzyża, SS-Obergruppenfuhrer von dem Bach omawia z polskim siostrami sprawę zaopatrzenia ludności".
von dem Bach i pielęgniarki. – von dem Bach i pielęgniarki. – Podpis pod zdjęciem: „Po walce on pomaga. Niemiecki generał, posiadacz Rycerskiego Krzyża, SS-Obergruppenfuhrer von dem Bach omawia z polskim siostrami sprawę zaopatrzenia ludności”.
fot. Archiwum

Ponadto Bach wniósł dodatkową propozycję własną. Motywował, że do czasu zakończenia ewakuacji ludności pragnąłby zabezpieczyć spokój i bezpieczeństwo w mieście, toteż uważa, za wskazane pozostawienie w Warszawie drobnego oddziału. Miałby on pełnić coś w rodzaju służby policyjnej i w tym celu zatrzymałby broń do chwili odejścia do obozu jeńców.

Oceniwszy argumenty za i przeciw, zgodziłem się na tę propozycję, zastrzegając, że dowódcą oddziału będzie starszy oficer sztabowy i że oddział ten nie będzie słabszy od batalionu. Uważałem, że baon jest minimalną jednostką, jaką w takich warunkach można pozostawić do tak eksponowanego zadania. Żądanie nasze zostało przyjęte jako obowiązujące obie strony, chociaż nie zostało umieszczone w tekście.

Brzmienie punktu 10, przygotowanego przez nas, uległo dodatkowej modyfikacji. Między innymi punkt ten przewidywał, że Niemcy będą miasto oszczędzać. Bach zastrzegł się, że jest to żądanie nie do przyjęcia. Motywował, że nie może tego zapewnić, gdyż miasto leży w zasięgu artylerii sowieckiej. Gdyby przyjął to zobowiązanie, musiałby za nie odpowiadać, a kto zaręczy, czy artyleria sowiecka nie dokona dalszych zniszczeń? Nie chciał ustąpić przed naszymi kontrargumentami, wreszcie zgodził się tylko na pozostawienie punktu o ułatwieniu ewakuacji; dóbr kościelnych i kulturalnych, co zostało wniesione do umowy.

W miarę posuwania się pertraktacji stawał się coraz rozmowniejszy i upajał się własną swadą. Kazał podać kanapki i kawę, zachwalał, że jest prawdziwa i że pochodzi ze zrzutów amerykańskich, które wpadły w ręce niemieckie; pojawił się na stole i jakiś alkohol.

Wyrażał całą masę komplementów pod adresem oddziałów AK i ich dowódców – zarówno Żoliborza, jak i Mokotowa – ich postawy, zachowania oraz bitności. Pewny siebie, reagował ogromnie żywo i miał bardzo charakterystyczną mimikę, dzięki czemu można było rozpoznać jego nastawienie do poszczególnych zagadnień.

Oceniwszy argumenty za i przeciw, zgodziłem się na tę propozycję, zastrzegając, że dowódcą oddziału będzie starszy oficer sztabowy i że oddział ten nie będzie słabszy od batalionu. Uważałem, że baon jest minimalną jednostką, jaką w takich warunkach można pozostawić do tak eksponowanego zadania. Żądanie nasze zostało przyjęte jako obowiązujące obie strony, chociaż nie zostało umieszczone w tekście.

Brzmienie punktu 10, przygotowanego przez nas, uległo dodatkowej modyfikacji. Między innymi punkt ten przewidywał, że Niemcy będą miasto oszczędzać. Bach zastrzegł się, że jest to żądanie nie do przyjęcia. Motywował, że nie może tego zapewnić, gdyż miasto leży w zasięgu artylerii sowieckiej. Gdyby przyjął to zobowiązanie, musiałby za nie odpowiadać, a kto zaręczy, czy artyleria sowiecka nie dokona dalszych zniszczeń? Nie chciał ustąpić przed naszymi kontrargumentami, wreszcie zgodził się tylko na pozostawienie punktu o ułatwieniu ewakuacji; dóbr kościelnych i kulturalnych, co zostało wniesione do umowy.

W miarę posuwania się pertraktacji stawał się coraz rozmowniejszy i upajał się własną swadą. Kazał podać kanapki i kawę, zachwalał, że jest prawdziwa i że pochodzi ze zrzutów amerykańskich, które wpadły w ręce niemieckie; pojawił się na stole i jakiś alkohol.

Wyrażał całą masę komplementów pod adresem oddziałów AK i ich dowódców – zarówno Żoliborza, jak i Mokotowa – ich postawy, zachowania oraz bitności. Pewny siebie, reagował ogromnie żywo i miał bardzo charakterystyczną mimikę, dzięki czemu można było rozpoznać jego nastawienie do poszczególnych zagadnień.

Ze sposobu stawiania sprawy zorientowałem się, że Bachowi, czy Niemcom, zależy na tym, by nie doprowadzić do zerwania pertraktacji i na tej właśnie drodze uzyskać zakończenie walki. Można więc było naciągać strunę przy stawianiu żądań, a naciski niemieckie parować.

Wobec przyjętych zobowiązań rozebrania barykad i wydania jeńców w dość krótkim terminie oraz wyczerpania i uzgodnienia najistotniejszych postanowień – chciałem wcześniej o tym uprzedzić gen. „Bora” i zameldować o stanie pertraktacji. Zawiadomiłem więc Bacha, że zamierzam wysłać do Warszawy ppłk „Zyndrama” i prosiłem o środki lokomocji dla niego. Bach wydał mjr. Fischerowi odpowiednie zlecenie i polecił mu towarzyszyć ppłk „Zyndramowi” w drodze do linii bojowej. Wyraził zadowolenie; że będzie mógł przez ppłk „Zyndrama” przesłać wcześniej gen. „Borowi” pewne propozycje.

Ze zwykłą sobie swadą, jakby czekając na tę okazję, podjął rozmowę na temat gen. „Bora”. Nie szczędząc mu uznania, wyrażał podziw, że mógł tak długo działać z ukrycia i że tak wspaniale przygotował swą armię podziemną. Wspomniał, że gen. Kaellner, dowódca dywizji panc., oraz oficer sztabu Kwatery Głównej Hitlera, Fegelein, znają gen. „Bora” z międzynarodowych konkursów hipicznych oraz z pierwszej wojny światowej z armii austriackiej i dużo mu o nim opowiadali. Bach bardzo pragnie poznać generała. Ubolewał, że generał znosi ciężkie warunki oblężenia. Wie, że odczuwamy dotkliwy brak żywności, chciałby wobec tego ulżyć mu i proponuje, aby generał jak najszybciej – skoro tylko wyda niezbędne rozkazy – jeszcze dzisiaj przybył do jego Kwatery Głównej. Bach przygotuje obok wygodną willę i odda ją do dyspozycji generała, by mógł odpocząć po trudach walki.

Dobrze już po godzinie 14, a więc po sześciu godzinach pracy, zostało zakończone ustalanie i formułowanie umowy. Bach wyraził pogląd, że jesteśmy chyba zadowoleni z jej brzmienia, gdyż więcej dobrej woli i ustępliwości nie mógłby okazać.

Spożyliśmy w sali jadalnej posiłek, składający się z jednego dania „Eintopfgericht”, biszkoptów i czarnej kawy, po czym przystąpiliśmy do dalszej pracy uzgodnienia tekstów polskiego i niemieckiego oraz przepisania umowy na czysto, Umówiliśmy się, że wezmą w tym udział ze strony niemieckiej ppłk Goltz [właść. SS-Obersturmbannführer Herbert Gölz – szef sztabu Korpsgruppe Bach] i tłumacz Bacha, ze strony polskiej zaś ppłk „Bogusławski” i kpt. „Sas”.

Pod wieczór wrócił z Warszawy ppłk „Zyndram”. Bach z zainteresowaniem zapytywał, jak gen. „Bór” przyjął jego zaproszenie. Ppłk „Zyndram” oświadczył, że gen. „Bór” dziękuje za zaproszenie. Nie skorzysta jednak z niego, gdyż ma wiele czynności służbowych, a przy tym nie chce opuścić żołnierzy; wyruszy z Warszawy razem z nimi i podzieli ich los.

Przy wejściu do sali jadalnej ppłk Goltz, po komendzie „baczność”, zameldował Bachowi stan obecnych. Nasze cywilne ubrania odbijały wyraźnie od przytłaczającego nas otoczenia mundurów „feldgrau”. Dziesiątki spojrzeń przeszywało nasze sylwetki, lustrując nas z wyrazem zaciekawienia. Ustawieni w dalszych szeregach wychylali głowy, by nie uronić jakiegoś szczegółu. Jak na komendę poszły w ruch notesy i ołówki korespondentów wojennych. Ustawiczne trzaskanie aparatów fotograficznych, grzechot aparatów filmowych, błysk sztucznych świateł fotografów, blask reflektorów – nadawały odbywającemu się aktowi pozory niesamowitego widowiska.

Gdy usiedliśmy za stołem, przedstawiciele prasy – w zależności od swych zainteresowań – przegrupowali się dla jak najlepszego wykonania czynności, fotografowie podbiegali ze wszystkich stron, by uchwycić wszystkie możliwe szczegóły.

Erich von dem Bach przyjmuje kapitulację warszawskiej AK. - Przedstawiciele Komendy Głównej AK płk. "Heller" - Kazimierz Iranek-Osmecki i ppłk. "Zyndram" - Zygmunt Dobrowolski
Erich von dem Bach przyjmuje kapitulację warszawskiej AK. – Przedstawiciele Komendy Głównej AK płk. „Heller” – Kazimierz Iranek-Osmecki i ppłk. „Zyndram” – Zygmunt Dobrowolski
fot. Archiwum

Były to tylko chwile, ale wydawały się nieskończenie długie. Po złożeniu podpisów Bach zalecił skupienie uwagi. Powstaliśmy z miejsc wraz z nim, a zebrani przyjęli postawę „baczność”. Bach w krótkich słowach wezwał obecnych do uczczenia minutą ciszy pamięci poległych obu stron walczących. Po upływie tego czasu Bach, zwracając się do mnie, wygłosił przemówienie, którego się spodziewaliśmy. Wyraził uznanie dla postawy i bitności AK. Tak długa wytrzymałość obrony i zacięta odporność niedostatecznie uzbrojonej armii powstańczej wobec doświadczonej i zaprawionej w bojach armii niemieckiej jest przykładem jedynym w historii wojen. Fakt ten stawia Armię Krajową w rzędzie najlepszych armii świata. Uznając te jej żołnierskie walory, Niemcy przyznali AK prawa kombatanckie. (…) Podczas przemówienia, stojąc naprzeciw siebie o krok, patrzyliśmy sobie z Bachem prosto w oczy. Otoczenie „feldgrau”, wyprężone w postawie na baczność, słuchało w bezruchu, z zapartym oddechem.

Gdy wyszliśmy z domu, pluton honorowy, ustawiony na dziedzińcu, sprezentował broń,

Bach notuje podpisanie "Układu" - o godz 20.20, 2 października 1944 r.
Bach notuje podpisanie "Układu" – o godz 20.20, 2 października 1944 r.
fot. Archiwum

sztab Bacha zatrzymał się na werandzie. Bach odebrał raport, przy czym, delegacja polska przeszła wraz z nim przed frontem oddziału. Po wzajemnym oddaniu ukłonów odjechaliśmy samochodami w asyście oficerów niemieckich. W chwili odjazdu pluton sprezentował broń. Fotografowie przy blasku reflektorów dokonali zdjęć każdej sceny.

Wkrótce po naszym wyruszeniu odezwały się działa niemieckie z najrozmaitszych stanowisk – pobliskich, odległych, niektóre z bezpośredniego sąsiedztwa. Jechaliśmy przy blasku ognia wylotowego, wśród świstu pocisków, pomruku najrozmaitszych odcieni – zależnie od kalibru, a pociski kierowane były daleko na przeciwny, prawy brzeg Wisły. Czyżby i ta kanonada miała być jednym z fragmentów reżyserii?

Gdy zbliżaliśmy się do Stolicy, miasto tonęło w mroku, gdyż tej nocy wygasły już nad Warszawą łuny pożarów.

 

Tadeusz Komorowski Bór w cywilnym stroju, oddaje honory idącym do niewoli powstańcom. 5 październik 1944 r. Zdjęcie zrobione na ul. 6 sierpnia (obecnie Nowowiejskiej) na tle budynku Politechniki Warszawskiej.
Tadeusz Komorowski Bór w cywilnym stroju, oddaje honory idącym do niewoli powstańcom – 5 październik 1944 r. Zdjęcie zrobione na ul. 6 sierpnia (obecnie Nowowiejskiej) na tle budynku Politechniki Warszawskiej.
fot. Archiwum

W tym dniu do niewoli odmaszerowują pododdziały 28 Dywizji Piechoty AK ( 36. i 72. pułk piechoty), oraz sztaby Komendy Głównej, Komendy Obszaru i Warszawskiego Korpusu AK.

W sumie z Śródmieścia trafia do niewoli niemieckiej – 11 668 żołnierzy, w tym sześciu generałów.

Powstańcy kierowani byli do obozu przejściowego w Ożarowie, a następnie do obozów na terenie III Rzeszy…

Trzeba było przeżyć 5 lat okupacji Warszawy w cieniu Pawiaka, trzeba było słyszeć codziennie odgłosy salw, tak że przestawało się je słyszeć, trzeba było asystować na rogu ulicy przy egzekucji dziesięciu, dwudziestu, pięćdziesięciu przyjaciół, braci lub nieznajomych z ustami zaklejonymi gipsem i oczami wyrażającymi rozpacz lub dumę.

Trzeba było to wszystko przeżyć, aby zrozumieć, że Warszawa nie mogła się nie bić ”

Kazimierz Iranek-Osmecki

Przedstawiła Halina Morhofer Wojcik (SPK DIH – Hamburg)

2 października 2018 07:00

Komentarze