0

Dwa kilogramy cierpienia

w Trakcie akcji "Zerwijmy łańcuchy" w 2017
Paulina Król – w Trakcie akcji "Zerwijmy łańcuchy" w 2017
fot. arch. Pauliny Król

Z Pauliną Król, organizatorką akcji społecznej Zerwijmy łańcuchy, redaktor naczelną portali Psy.pl i Koty.pl oraz magazynu „Mój pies i kot” rozmawia Andrzej Sitko.

Od trzynastu lat  organizuje Pani akcję Zerwijmy łańcuchy. Kilka lat temu miałem okazję zrobić fotoreportaż. Pamiętam Michała Piróga przykutego łańcuchem do budy.

Wymyśliliśmy rodzaj happeningu polegający na tym, że to ludzie przypinają się do bud, żeby zaprotestować przeciwko niehumanitarnemu trzymaniu psów na łańcuchach, aby dać głos w imieniu cierpiących psów, które tego głosu nie mają. W 2007 roku zaczęliśmy bardzo skromnie. Akcja „Zerwijmy łańcuchy” organizowana była na początku w kilku miastach, w ubiegłym roku było ich kilkadziesiąt, przy zaangażowaniu setek wolontariuszy. Warszawa, Plac Zamkowy była miejsce kulminacyjnym. Oprócz wolontariuszy do bud przykuwali się tu znani ludzie, co z kolei wywoływało zainteresowanie mediów, a o to nam chodziło, żeby z przekazem trafić pod strzechy. Michał Piróg od początku nas wspierał, uczestniczył prawie w każdej akcji. Nawet pomagał mi w pełnieniu roli moderatora tego co się działo na Placu Zamkowym. Po co ta akcja? Po to, żeby uczulić ludzi na to w jakich warunkach żyją psy, żeby zwrócić uwagę na wciąż istniejący problem niehumanitarnego trzymania psów na łańcuchach i wyrazić swój protest przeciwko takim obyczajom. Po to także,  by wpłynąć na zmianę podejścia do psów, jako istot żywych czujących ból, strach i cierpienie, ale też radość i niezwykłą więź z człowiekiem.

Michał Piróg nie był jedyną znaną osobą, która wzięła udział w tej akcji.

Przez te wszystkie lata przewinęło się wiele znamienitych osób, prawdziwych miłośników zwierząt. Często były to osoby z którymi miałam przyjemność przeprowadzać  wywiady do gazety „Mój Pies i Kot”, ale też takie które po prostu angażowały się w inne akcje w obronie zwierząt. Wiele razy przy budzie protestowały wokalistki Urszula Dudziak, Majka Jeżowska, byli też dziennikarze- Ryszard Rembiszewski, Marzena Rogalska czy Michał Olszański. W kolejnych latach do protestu dołączali artyści młodszego pokolenia, jak Kasia Kowalska, Klaudia Halejcio, Dawid Kwiatkowski, czy Kasia Moś, która od trzech lat jest ambasadorką naszej akcji – mogłabym jeszcze długo wymieniać nazwiska osób, które mają bardzo dobre serce dla zwierząt. Warto podkreślić, że wszyscy oni, przychodząc w sobotę czy niedzielę, bez względu na pogodę, poświęcali swój wolny czas dla tak ważnej społecznie sprawy. I nie robili tego, by się lansować, jak bywali krytykowani. Osoby z takimi nazwiskami nie muszą się lansować, zwłaszcza w ten sposób. Naszym zdaniem wykorzystanie nazwiska w dobrej sprawie, jeśli jest się osobą powszechnie lubianą, uznawaną i szanowaną, ma większą siłę przebicia się z przekazem niż jakakolwiek inna forma edukacji. Kiedyś Ewa Bem, odbierając naszą nagrodę  „Serce dla Zwierząt” powiedziała, że nie po to pracowała tyle lat na swoje nazwisko, żeby teraz mądrze tego nie wykorzystać dla dobra zwierząt. I tym kierują się także inne znane osoby wspierające naszą akcję.

Uczestnicy happeningu w Trakcie akcji "Zerwijmy łańcuchy" w 2018
Uczestnicy happeningu – w Trakcie akcji „Zerwijmy łańcuchy” w 2018
fot. arch. Pauliny Król

W tym roku przyjęliście nową formułę.

Dwanaście lat protestów przy budach w całej Polsce na pewno bardzo przyczyniło się do zmiany, zarówno jeśli chodzi o podejście do psów zwykłych ludzi, jak i  polityków, którzy stanowią prawo w tej kwestii. W trzynastej edycji uznaliśmy, że trzeba iść z duchem czasu, że trzeba coś zmienić. Tak powstał pomysł przeniesienia happeningu do internetu. Dzięki temu w akcji może wziąć udział każdy nie wychodząc z domu. Poza tym jesteśmy w stanie dotrzeć do jeszcze szerszego grona osób, szczególnie młodych, które chcemy zachęcić, by nie pozostawały obojętne Poprzez internetowy happening chcemy nie tylko edukować, ale także mobilizować ludzi do działania. Jednocześnie portal Psy.pl, który jest organizatorem tej akcji społecznej, uruchamia zbiórkę pieniędzy na pomagam.pl/ zerwijmyłańcuchy na wyprawki dla potrzebujących zwierząt. Prawo w Polsce na razie stanowi, że trzymanie psów na łańcuchu jest legalne, chociaż nastąpiły już pewne pozytywne zmiany. Ustanowiono, by psy miały łańcuch minimum trzymetrowy, że muszą być spuszczane z łańcucha przynajmniej na dwanaście godzin, mieć dostęp do wody, schronienie. To niestety nie jest weryfikowane, więc wiemy, że psów stale uwiezionych przy budach są jeszcze tysiące.  Naszym marzeniem i marzeniem miłośników zwierząt jest to, żeby kiedyś w ogóle zapomnieć o łańcuchach. Jednak, po pierwsze -spuszczenie nagle wszystkich psów z łańcuchów byłoby niebezpieczne, po drugie – zanim taka ustawa, miejmy nadzieje kiedyś wejdzie w życie, to jeszcze jest potrzebny dość długi okres przejściowy. Uznaliśmy, że fundując wyprawki  możemy w ten sposób pomóc psom na łańcuchach. Nawet jeśli będzie to kilkadziesiąt czy kilkaset psów, którym pomożemy, to już jest coś. Koszt wyprawki dla jednego psa to około tysiąca złotych. W jej skład wejdzie porządna ocieplana buda, solidne miski, długa linka, miękka obroża i karma. Wyprawkę będziemy dowozić w miejsca, gdzie są potrzebujące psy. Miejsca te wskaże nam Towarzystwo Opieki Nad Zwierzętami w Polsce, które jest naszym stałym partnerem już od lat. Ich wolontariusze działają w całej Polsce i wiedzą, gdzie taka pomoc jest najbardziej potrzebna, i gdzie, co ważne,   zostanie ona przyjęta. Na Fanpage’u Zerwijmy łańcuchy będą publikowane posty pokazujące jak wyglądało życie konkretnych piesków „przed” i „po”.

Wyzwanie portalu Psy.pl  będzie polegało na tym, żeby zrobić sobie zdjęcie z czymś ciężkim założonym na szyję, ważącym minimum dwa kilogramy, bo tyle mniej więcej waży przeciętny psi łańcuch. Następnie należy zdjęcie wrzucić na Instagram lub/i na Facebooka oznaczając hasztagiem #zerwijmyłańcuchy, #poczujciężarłańcucha czy #chainoffchallenge. Dorosła osoba waży minimum pięćdziesiąt – sześćdziesiąt kilogramów, natomiast musimy pamiętać, że taki piesek przy budzie często waży między dziesięć a dwadzieścia kilogramów, więc jeśli musi taki ciężki dwukilogramowy łańcuch nosić przez całe życie, to nietrudno sobie wyobrazić jakie to jest ogromne cierpienie.

Dwa kilogramy to na przykład co?

Dwa kilogramy to oczywiście umowne minimum. Mogę zdradzić, co sobie założyły na szyję niektóre znane osoby, które biorą udział w akcji. Na przykład aktor Marcin Bosak zawiesił sobie ekspres do kawy, aktorka Monika Mazur- tomy encyklopedii obwiązane smyczą. Kasia Moś zawiesiła sobie mikrofon z długim kablem, z którym występuje na estradzie. Liczymy na kreatywność internautów. Zakładamy, że licznie wezmą w tej akcji udział. I każdy z nich coś wymyśli. To będzie może zabawne, ale dzięki temu, że będą wrzucane ciekawe zdjęcia z opisem akcji, że każdy oznaczy kolejne trzy osoby, to zachęci innych, by też wzięli w tym udział i zwróci uwagę na istniejący problem ciężkiego losu psów na łańcuchach.

Paulina Król i dwa kilogramy książek zawieszone na szyi
Paulina Król – dwa kilogramy książek na szyi
fot. arch. Pauliny Król

Jest takie powiedzenie, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Jak pani myśli, jak jest obecnie? Czy tak jest faktycznie?

Optymistycznie powiem, że ludzie są dobrze nastawieni do zwierząt, ale nadal  słyszymy o wielu bardzo drastycznych przypadkach znęcania się, szczególnie nad psami. Uważam, że winę za to ponosi często wychowanie jakie wynosimy z domu, to później procentuje w naszym dorosłym życiu. Zdarza się, że małe dzieci znęcają się nad zwierzętami, że rodzice wyjeżdżając na wakacje z dziećmi, przy dzieciach wyrzucają psy do lasu, bo są zbędnym balastem. To są oczywiście niechlubne przykłady tego, jak można zniechęcić do traktowania zwierząt z szacunkiem i miłością. Na szczęście wokół nas widzę  coraz więcej ludzi, którzy mają dobre serce dla psów i nie są obojętni, kiedy dzieje im się krzywda. Myślę, że to, że pies jest największym przyjacielem człowieka to jest wielki skarb  i powinniśmy to doceniać.

Nie myśli pani, że na wsi pies jest traktowany bardziej jako rodzaj alarmu, który ma ostrzegać domowników, a nie jako przyjaciel? Jest bardziej traktowany przedmiotowo?

Pies na wsi niestety najczęściej jest traktowany przedmiotowo, ale oddając szacunek ludziom mieszkającym na wsi muszę przyznać, że to się już w wielu miejscach zmieniło. Znam przykłady ludzi z miasta, którzy wyrzucają psy  czy koty jak zepsute zabawki, bo się znudziły, bo wymagają za dużo poświęcenia. Pies na wsi może spełniać nadal rolę alarmu, ale dlaczego wyłącznie na uwięzi? Jeśli całe życie spędza na łańcuchu, bez możliwości eksplorowania terenu, bez możliwości  poruszania się, co jest jego podstawową potrzebą, to myślę, że taki „alarm” nie spełnia swojej roli. Taki pies często szczeka nieustannie, ale raczej ze stresu, z frustracji, z potrzeby, żeby ktoś się nim zainteresował, czasem także z bólu. Nie ma przeciwskazań , jeśli ktoś ma ogrodzony teren, by pies spełniał swoją rolę bez uwiązania do budy.

Pani Paulino, ma pani dwa psy. Kim czy czym są dla pani?

Może to banalne, ale nie wyobrażam sobie życia bez psów.
Przez całe moje życie psy są obok mnie i ich obecność uzupełnia życie rodzinne. Pomaga też w wychowaniu mojego wnuka, którego uczymy właściwego stosunku do zwierząt. Pies jest taką istotą, która w każdej sytuacji jest balsamem dla duszy, kocha bezwarunkowo. Daje też poczucie obowiązku, bo trzeba z nim wyjść na spacer, pobawić się, czy zwyczajnie pobyć w jego towarzystwie okazując swoje uczucia. Egoistycznie można powiedzieć, że sprzyja zdrowiu swoich opiekunów. Nie zliczę liczby spacerów, które zaliczam dzięki psom. Dla takich osób jak ja, które zwierzaki bardzo kochają, tak samo liczą się relacje z mężem, dziećmi, jak i z moimi psami. To po prostu członkowie rodziny.

Paulina Król z psami
Paulina Król – z psami
fot. Celestyna Król

Rozumiem panią. W domu mam dwa koty i traktuję je podobnie jak członków rodziny.

Cenię ludzi, którzy mają takie podejście do zwierząt, którzy nie mówią o psie, czy kocie „to jest tylko zwierzę”. Najczęściej takie opinie słyszy się na wsi, ale dotyczy to też ludzi mieszkających w mieście i bardzo mnie to smuci. Myślę, że ta nasza akcja, podczas której robimy coś konkretnego dla zwierząt trzymanych na łańcuchach, jak co roku wywoła dyskusję o tym, jaki powinien być nasz, ludzki stosunek do zwierząt.

Dziękuję bardzo za rozmowę!

4 października 2019 10:13

Komentarze