0

Felieton automobilisty

Fiat Abarth fot. Mirek Rutkowski
Fiat Abarth
fot. Mirek Rutkowski

No to pozamiatane. Wszędzie tylko elektryki, w najlepszym razie hybrydy, niektóre nawet z „normalnymi” przekładniami automatycznymi.

Ale ogólnie rzecz biorąc, klawo nie jest. Spaliny są „be”, elektryki „cacy”. Dużo w tym marketingowego bełkotu i technicznych przekłamań, ale ofensywa napędów elektrycznych jest nie do zatrzymania.

Mirek Rutkowski
Mirek Rutkowski – autor
fot. MR

Motoryzacja w kształcie, jaki znamy, się kończy. Zaczęła się od napędów elektrycznych (no, prawie) i na takich też się skończy. Znakiem czasu są wyścigi. Podczas gdy Formuła 1 w paroksyzmie zmian i poszukiwaniu nowej, nomen omen, formuły zawodów jakby więdnie, to nadzwyczajnie rozkwita Formuła E, której zawody odbywają się w centrach miast. Bo nie emitują spalin, bo hałas znacznie mniejszy, bo „ekologiczne”. W rallycrossie też od przyszłego sezonu będą jeździły samochody na baterie… Elektryczność tu, elektryczność tam, żeby zdrowiej się żyło nam. I całej planecie. No, nie wiem…

W ofercie każdego producenta są samochody z napędem elektrycznym. Drogie są, jak nieszczęście, chociaż konstrukcyjnie są mniej skomplikowane i w produkcji wcale nie kosztują drożej. Dla równowagi auta z tradycyjnym napędem stają się coraz droższe (pomińmy promocje, których pod koniec roku wysyp ogromy). Dlaczego tak jest? To proste, różnica między cenami samochodów elektrycznych i spalinowych staje się coraz mniejsza, więc można podkreślać, że samochody elektryczne są coraz tańsze. A jeszcze jeśli da się przekonać rządy poszczególnych krajów, żeby do każdego samochodu dopłacały, to będą jeszcze tańsze. Oczywiście mowa o dopłatach do aut elektrycznych, można argumentować, że nie mają rur wydechowych, zatem nie smrodzą.
A że zamiast wydechów, są kominy elektrowni węglowych…

29 października 2019 10:52