0

Słowo na niedzielę

Tu się zaczyna MDM
Tu się zaczyna MDM
fot. MPawlik

Felietonik o tym, że ponuro, okropnie, no i perspektywa poniedziałku!

Jakoś te poniedziałki mają to do siebie, że mimo mijających lat nie tracą niczego ze swojej nieprzychylności.

W XVII LO Frycza Modrzewskiego na ul. Elektoralnej moje poniedziałki w 2.
i 3. klasie zaczynały się od drugiej lekcji. Lekcji matematyki.
Niedziela wobec tego jawiła się jako najgorszy dzień tygodnia, bo na samą myśl o mojej pani profesor sprawiała, że najsmaczniejsze obiadki Babci Zosi, ze wszystkimi przekąskami, „podkurasikami” i domowymi ciastami, z trudem przechodziły mi przez gardło. Po obejrzeniu niedzielnego filmu w babcinym telewizorze (my z Mamą miałyśmy tylko radio, więc TV ze Stawką większą niż życie było nie mniej atrakcyjne niż pójście do kina) wracałyśmy tramwajem z Sadyby „do miasta”. Jak typowe słoiki, zaopatrzone w smakołyki, utulone w rodzinnej miłości. A jednak w głowie, jak dźwięk budzika, dudniło słowo PONIEDZIAŁEK. Jadąc tramwajem na MDM, przez buraczano-kapuściane pola przy Kościele Bernardynów, przez miejską już ulicę Goworka przy kinie Moskwa, przez Marszałkowską, cały czas kombinowałam czy przypadkiem nie boli mnie gardło, ucho, brzuch (to była najmniejsza wymówka) czy ząb (też niewielka, bo dentysta czekał w szkole jak wierny i zawsze gotowy do opieki pies pasterski).
Mama, jestem przekonana, doskonale wiedziała o czym myślę, więc nie przerywała naszej wspólnej tramwajowej ciszy.

Wysiadałyśmy na Placu Zbawiciela, brałam ją pod rękę i wędrowałyśmy Nowowiejską do naszego mieszkania. Pamiętam zapach domu: latem kwiatowy, zimą choinkowy z nutą pasty do podłogi i cieniutką warstewką dymu z papierosów mojej Mamy (potem i moich palonych potajemnie przy otwartym oknie). Przed wieczorną kąpielą, przy wspólnej herbacie, Mama zadawała sakramentalne pytanie: dobrze się czujesz, nic Cię nie boli?.

I sumienie mi nie pozwalało na teatralne :

Jestem chora!

I zasypiałam w czystej, wykrochmalonej pościeli i przychodził poniedziałek…

Teraz po latach, czasami w niedzielne popołudnie wracają do mnie te wspomnienia i śmieję się z moich strachów przed dwiema lekcjami matematyki. Ale i tak wiem, że najgorszym snem jest ten kiedy okazuje się, że mam skończone studia, ale muszę jeszcze z tej matematyki zdać maturę…

Starzenie się jest jak alkohol, który wyciąga z nastawionych na nalewkę owoców wszystkie smaki i zapachy, Filtruje, oczyszcza, podkreśla urodę owocu. Z nieuporządkowanych wspomnień starzenie tworzy kwintesencję ich znaczenia, wysysa , do ostatniej kropli to co sprawiło, ze jesteśmy własnie tacy. Wyostrza, podkreśla, dodaje smaku.

A poniedziałku nie lubię czy tak, czy siak .

Wieże Kościoła Najświętszego Zbawiciela - zachodnia w remoncie. Na pierwszym planie wejście do stacji Metro Politechnika przy ul. Waryńskiego
Wieże Kościoła Najświętszego Zbawiciela – zachodnia w remoncie. Na pierwszym planie wejście do stacji Metro Politechnika przy ul. Waryńskiego

3 grudnia 2017 15:03

Komentarze