0

Zaraza Roku Pańskiego 2020

Maciej Babcia
Maciej Babcia – Zaraza Roku Pańskiego 2020
fot. Maciej Babcia

Jeśli interesuje Was jak wygląda żywot człowieka zakażonego w Warszawie, posłuchajcie opowieści z mchu i paproci.

Ze sztambucha Babuni

czyli Polskie Państwo z rozmokniętego papieru toaletowego, a ostatecznie z Rzadkiego Guana.

18.04.2020 14:10

Mieszkam w Warszawie.
Mam prawdopodobnie koronawirusa.
Nie wiem czy na 100% bo od dwóch dób czekam na wynik testu, ale na wypisie ze szpitala mam napisane

ROZPOZNANIE B34.2 – zakażenie koronawirusowe, nieokreślone„.

Dziś jest sobota 18 kwietnia 2020 roku.
Od początku marca izoluję się dobrowolnie.
Stykałem się tylko z personelem kilku sklepów. Moja córka izoluje się razem ze mną. Żona pracuje zdalnie i raz na kilka dni odwiedza biuro gdzie jest każdego dnia rotacyjne 1/4 personelu.

Start

Cała rzecz zaczęła się po południu w środę 15 kwietnia.
Poczułem się źle. Wystąpiły nudności i brak apetytu. Zacząłem się pocić. Podszedłem do tego normalnie. HSS – Herbata, Smecta, spać.

Niestety rano nie przeszło, a co więcej objawy zaczęły się nasilać.
Doszedł silny ból głowy i zaczął się uporczywy kaszel z bólem na wysokości mostka. Ewidentnie jakieś przeziębienie.

Przychodnia

Maciej Babcia
Maciej Babcia – Zaraza Roku Pańskiego 2020
fot. Maciej Babcia

Dzwonię do swojej przychodni.
Lekarz pierwszego kontaktu oddzwoni do mnie i udzieli mi porady telefonicznie.
Super. Do chwili pierwszego ZONK.
Okazuje się że w systemie ZUS figuruję jako osoba bez ubezpieczenia.
W styczniu pożegnałem się z poprzednią pracą. Na szczęście dało radę sprawdzić elektronicznie w PUE ZUS . Okazało się że jestem zgłoszony do ubezpieczenia jako współmałżonek. Nie wnikam dalej dlaczego – ściągam dwa dokumenty pokazujące że mam ubezpieczenie. Mailuję je do przychodni. Hurra! Telewizyta może ruszać.

Dzwoni moja pani doktor od pierwszego kontaktu.
Opisuję swój stan (kaszel, ból głowy, ból w klatce, brak gorączki, podwyższone ciśnienie). Na podstawie tych objawów postawiona zostaje diagnoza: może to być przeziębienie, ale objawy są dość charakterystyczne więc dostaję od niej polecenie, by skontaktować się z Powiatową Stacją Sanitarno Epidemiologiczną (dalej będę pisał Sanepid jak wszyscy ich zwą) bo podejrzewa zarażenie koronawirusem. I jednocześnie informuje mnie, że mailowo informuje Sanepid o podejrzeniu zarażenia koronawirusem bo taki ma obowiązek.

Czuję się jakbym dostał siekierką w łeb. Robię rachunek sumienia.
Wychodzi że 10-14 dni wcześniej spędziłem w domu, jedynie raz wychodząc po pieczywo i drugi raz do Biedronki autem po duże zakupy. Nic więcej.

Nic to – trzeba zacząć działać. Trzeba się dowiedzieć co mam zrobić, bo poradników w Internecie jest od groma, ale muszę zrobić to formalnie.
Siadam do komputera i telefonu.

Ministerstwo Zdrowia

Pierwszy telefon na infolinię Ministerstwa Zdrowia. Miły operator informuje mnie że powinienem skontaktować się Sanepidem powiatowym (u mnie stacja dla Miasta Stołecznego Warszawy) i oni poprowadzą mnie za rączkę. Dostaję 2 numery telefonu. Dzwonię. Problem w tym że numery które dostałem na infolinii to numery stacji Sanepid na lotnisku Okęcie. Oni pomagają tylko pasażerom lotniska i mi nie pomogę. Ja mam dzwonić do Sanepidu powiatowego warszawskiego.

Sanepid

Dzwonię do Sanepidu warszawskiego.
Numery znalazłem na ich stronie internetowej.
Problem w tym – jest czwartek około 10.00 – że nikt nie odbiera telefonów infolinii.
A nawet główny numer przy próbie połączenia częstuje mnie przy każdej próbie komunikatem Numer jest błędny. Numer komórkowy nie jest przez nikogo odbierany – po kilkunastu sygnałach następuje rozłączenie połączenia. Nie odpowiada też całodobowy numer alarmowy. Na stronie Sanepidu warszawskiego jest kilkanaście telefonów komórkowych w celu odciążenia infolinii.
Dzwonię na kolejne numery.
Większość raczy mnie komunikatem Abonent czasowo niedostępny.
W końcu dodzwaniam się na jeden z numerów.
Niestety po odebraniu słyszę:

Nie mogę Panu pomóc, bo jestem 150 kilometrów od Warszawy.

Udaje mi się wydusić od pani 2 numery telefonów. Ale co z tego jak jeden jest niepoprawny a drugi nie odpowiada?

W końcu po kilkudziesięciu próbach zostaje odebrany telefon alarmowy powiatowego Sanepidu. Wyłuszczam w czym rzecz. W odpowiedzi słyszę:

Ale ja nie jestem lekarzem więc Panu nie pomogę.

Wqrw już miałem konkretny więc nie dałem się spławić.
Pytam się czy mam dzwonić na Pogotowie.
Pani nie radzi, bo według niej:

Pogotowie do mnie nie przyjedzie, bo nie jeździ do koronawirusa.

Nie dzwonię na Pogotowie Ratunkowe – chłopaki i tak mają dużo roboty, a ja ruszać się jeszcze mogę.

Nadal nie daję się spławić więc kobieta poszła i się zapytała.
I dostałem radę dosłownie taką:

Jak Pan się nie boi to niech pojedzie na Wołoską albo Kasprzaka, bo tam są szpitale zakaźne i tylko tam Pana obejrzą.

W sumie zastanawiałem się czy nie zrezygnować, wziąć Paracetamol i coś na gardło i położyć się do łóżka. Tylko że kaszlałem coraz silniej.

W końcu decyzja – jadę na Wołoską 137 do Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA – obecnie szpitala jednoimiennego. Jadę samochodem bo poradniki wszelakie zalecają by przyjechać samemu i nie komunikacją miejską. Na wszelki wypadek parkuję w uliczce po drugiej stronie Wołoskiej nie wiadomo jak długo tu będę a szpitalny parking nie jest dostępny. Jest około południa. Wchodzę przez bramę z tabliczką Wjazd dla karetek oraz pojazdów rządowych. Za strzałkami kieruję się ku izbie przyjęć.

Szpital MSWiA

Przy wejściu uderzyła mnie pustka.
Dwa namioty diagnostyczne, dwóch medyków zabezpieczonych w kombinezony, maski, przyłbice, rękawiczki. Praktycznie zero ruchu, pusty podjazd.

Zaczynam od Dzień dobry.
W zmian dość opryskliwie, choć może stanowczo, dostaję pytanie:

O co chodzi?

Więc tłumaczę: że źle się czuję, że kaszlę, że lekarz pierwszego kontaktu, że Sanepid, że kazali tu albo na Kasprzaka. W drugą stronę dostaję od nich informację że to szpital zakaźny, i że muszę mieć świadomość, że tu mogą być osoby zakażone. Plus, że ponieważ chodzę a nie przywiozła mnie karetka to będę czekał bo Ci z karetek mają pierwszeństwo.

Pytam czy mam dzwonić na pogotowie.
Dostaję od nich odpowiedź, że

pogotowie do tak opisanych objawów nie przyjedzie.

I, że mogę dzwonić do Sanepidu, żeby ten nakazał przysłanie karetki z pogotowia, bo wtedy powinni przyjechać. Po szybkiej retrospekcji moich kontaktów z Sanepidem odrzucam taką możliwość.

Decyduję się wejść do szpitala.
Zostaję zaproszony do jednego z namiotów.
Pomiar ciśnienia – ze zdenerwowania ale pewnie i w wyniku choroby – mam podwyższone. Krótki wywiad czy jestem na coś uczulony, czy jakieś leki, choroby etc. Dostaję jednorazowy kitel, rękawiczki, dezynfekcja rąk po kolejnych drzwiach, polecenie, by po kontakcie z twarzą czy oczami dezynfekować się często. Dozowniki płynu praktycznie w każdym pomieszczeniu. Polecenie by usiąść na fotelu z dala od innych pacjentów i czekać. Poza mną w poczekalni 4 osoby. Przez cały czas pobytu dojdą jeszcze dwie. Plus jeden pacjent przywieziony karetką, ale on ma inną ścieżkę i się nie widzimy.
Czekam.

Ogólne wrażenie jest takie, że ich zadaniem jest zniechęcenie do wizyty wszystkich bez jakiegokolwiek badania. Może to rutyna, może obojętność. Nie wiem. Ale takie mam wrażenie nawet po przemyśleniu tego na spokojnie.

Mniej więcej po godzinie kolejny uzupełnienie danych.
Dostaję opaskę szpitalną na rękę.
Czekam.

Po kilkunastu minutach poproszono mnie do gabinetu.
Lekarz i pielęgniarka jak wszyscy w kombinezonach, maskach, przyłbicach, potrójne rękawiczki u pielęgniarki. Pani Doktor mocno opryskliwie przeprowadza wywiad. Praktycznie nie daje mi dojść do słowa żądając odpowiedzi TAK/NIE.
Plus cały czas narzeka, że to lekarz pierwszego kontaktu powinien do mnie przyjść a nie ona.

Po chwili pani doktor informuje mnie, że ponieważ wszedłem do szpitala epidemiologicznego to z automatu mam 14 dni kwarantanny. Ja i moja rodzina. I że zgłoszenie już zostało wysłane do Sanepidu.
Szok.
Nikt wcześniej, także przed namiotem o tym nie informuje.
Więc informuję ja:

Jak wejdziesz do szpitala zakaźnego albo zwykłego, z potwierdzonym ogniskiem, z automatu masz Ty i domownicy 14 dni kwarantanny domowej!

W tym czasie wkłuwają mi wenflon, pobranie krwi.
Nie chce lecieć przez wenflon, krew gęsta bo ze zdenerwowania mało piłem.
Kłują mnie jeszcze raz. Nie narzekam – wiem że mam takie żyły że wkłucie bywa problematyczne. Krew w probówki, część do badań na miejscu, część do badań na zewnątrz. Iść do poczekalni.
Czekam.

Po godzinie znów do gabinetu.
Tym razem pielęgniarka sama.
Wymaz z gardła przez nos – trzy szpatułki.
Czekam.

Znów minęła godzina-półtorej.
Przychodzi pielęgniarz. Idziemy na rentgen płuc.
Wracam.

10 minut później ponownie na rentgen płuc.
Zanim się ubrałem – po raz trzeci rentgen, bo dopiero teraz do radiologa dotarło, że ma zrobić prześwietlenie na głębokim wdechu.

Wdech – wstrzymać – można oddychać – ubierać się.

Czekam.

O 16:00 – jakieś cztery godziny po przyjściu zmienia się personel.
Miejsce nieprzyjemnej doktórki zajmuje młodsza i energiczna.
Prosi mnie do gabinetu na rozmowę.
Całkiem inaczej niż wcześniej. Życzliwie.
Plus pielęgniarz który z nią pracuje intensywnie mi się przygląda.
W końcu pyta:

Babcia?

Potwierdzam.
Przedstawia się. Okazało się, że to kolega od paintballa sprzed kilkunastu lat.
Atmosfera się na chwilę rozluźnia. Miejsce profesjonalnej obojętności zajmuje życzliwość.

Lekarka przygotowuje wypis i ze mną rozmawia.
Niestety nie ma dobrych wiadomości.
Krew pojechała do analizy, a ja dostaję rozpoznanie choroby.

ROZPOZNANIE B34.2 – zakażenie koronawirusowe, nieokreślone.

Drugi raz tego dnia siekiera w potylicę.
Lekarka mówi że na test muszę poczekać 1-2 doby, ale na podstawie markerów oznaczonych na miejscu z 95% pewnością może potwierdzić, że jestem zakażony wirusem COVID-19. Dostaję ustny nakaz natychmiastowej kwarantanny dla siebie, żony i córki. Kwarantanna domowa, bo przechodzę to dość łagodnie. Żadnych leków, bo ich nie ma. Żadnych antybiotyków bo, choroba to nie żadne zakażenie. W przypadku pogorszenia stanu mojego albo domownika wzywać pogotowie z informacją co mi jest i cytować wypis.

Pytam się jak mam potwierdzić pracodawcom, że ja i żona mamy kwarantannę, ale tu nikt nic nie wie. Szpital tylko informuje Sanepid, a Sanepid formalnie wystawia nakaz kwarantanny.
Gdzie? Kiedy? W jakim trybie? Nie wiadomo.

Wychodzę ze szpitala w wypisem w ręce. Inaczej patrzę na świat.
To teraz ja jestem zagrożeniem dla innych, a nie oni dla mnie
Ja muszę uważać, by kogoś nie zarazić.
To nie jest zagrożenie dla mnie, tylko to ja jestem zagrożeniem dla innych.

Dom

Koło 18.00 docieram do domu.
Rozmowa z żoną, pokazuję wypis ze szpitala, informuję o kwarantannie.
Przetrawiamy to. Organizujemy życie.
Ja kwarantanna w sypialni, dziewczyny mają resztę domu.
U mnie non stop maseczka, rękawiczki, korzystam z jednej łazienki, one z drugiej.
Powiadamiam pracodawcę.

Moja noc.
Budzę się nie czując się najlepiej ale trzeba działać.
Najważniejsza rzecz teraz to praca żony.
Telefon do szefowej z informacją o sytuacji.
Okazuje się że wywołaliśmy panikę, bo informacja o moim stanie natychmiast stała się w pracy żony publiczną.

Staram się dowiedzieć co powinniśmy zrobić.

Sanepid

Kilkanaście telefonów do Sanepidu.
Zero odpowiedzi na nasze pytania o to kto nakłada kwarantannę, kto ją kontroluje, czy ja i żona dostaniemy decyzję, a jeśli tak to kiedy i w jakiej formie. Nikt w powiatowej stacji Sanepidu nie jest w stanie udzielić na te pytania odpowiedzi.

ZUS

Zdesperowany dzwonię na infolinię ZUS.
I stał się cud.
Pierwszy numer, odebrany po kilku sygnałach. Wyłuszczam problem.
Operatorka infolinii informuje, że mam być na kwarantannie.
Po jej zakończeniu w ciągu 3 dni mamy złożyć oświadczenie o odbywaniu obowiązkowej kwarantanny. Załączając decyzję z Sanepidu o kwarantannie, a jeśli jej nie mam to dołączyć oświadczenie, że na takowej byłem. Druga ścieżka to wzięcie u lekarza pierwszego kontaktu EZLA.
Tu uwaga: L4 nie ma od 21 lat.
Zwolnienie lekarskie to ZLA a od dwóch lat EZLA.
Czy będzie to oświadczenie czy zwolnienie różnica żadna – w obu przypadkach zasiłek chorobowy to 80% poborów.

Sanepid

Ponownie staram się dodzwonić na jakikolwiek numer Sanepidu, by wyjaśnić czy i kiedy dostanę postanowienie o kwarantannie.
Kilkadziesiąt prób i zerowy rezultat.

Zdesperowany dzwonię na telefon alarmowy Sanepidu, ale wojewódzkiego.
Wreszcie jakiś postęp.
Pani która odebrała udziela mi sporo informacji.
Otóż nie wiadomo kiedy i w jakiej formie dostaniemy informację o nałożeniu kwarantanny, bo oni mają taką ilość pracy, że się nie ogarniają. A i tak nie dostanę decyzji o kwarantannie pocztą, bo Poczta Polska jako operator wskazany otrzymuje adresy osób na kwarantannie na podstawie rozporządzenia Ministra Zdrowia z 20 marca 2020 r. w sprawie ogłoszenia na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej stanu epidemii (Dz. U. poz. 491) i pod te adresy nie dostarcza korespondencji.
Inni operatorzy poczty i kurierzy dostarczają.

Pytam czy mogę dowiedzieć się jaki mam status kwarantanny.
Odpowiedź mnie prawie ścięła z nóg.
Otóż numer alarmowy Sanepidu wojewódzkiego, na który się dodzwoniłem ma mechanizm rozrzucania połączeń między biurami na Nowogrodzkiej i na Żelaznej. Tylko biuro na Żelaznej ma możliwość sprawdzenia mojego statusu w bazie danych. Ja dodzwoniłem się na Nowogrodzką.
Pytam się co mam robić.
Odpowiedź:

Dzwonić do skutku i pytać czy to Żelazna.

Zdębiałem.
No ale dzwonię. Już za czwartym razem się udało.
Pytam się jaki jest mój status.
Chwilę musiałem poczekać, bo komputer z bazą był zajęty. Ale nic to.
Podaję PESEL swój i PESEL żony.
Odpowiedź:

Nie ma w bazie osób objętych kwarantanną.

Od zgłoszenia przez szpital minęła doba, od zgłoszenia od lekarza pierwszego kontaktu jakieś 30 godzin. Znajomi w mediach społecznościowych twierdzą, że wpisy trafiają do bazy Sanepid po 5-6 dniach od decyzji lekarza.

Pytam o decyzję o kwarantannie.
Sugeruję że mogę ją odebrać poprzez ePUAP czyli elektronicznie.
Tu dostaję informację że oni nie wiedzą i:

Proszę dzwonić do Sanepidu powiatowego, do szpitala albo nie wiadomo gdzie.

Czyli jesteśmy nieformalnie na kwarantannie, której formalnie nie ma.

Testy

Została sprawa testów krwi na obecność COVID-19.
Od pobrania krwi minęło w chwili pisania tego tekstu dwie doby.
Nadal czekam na wynik badań.
Nikt z Sanepidu ani ze szpitala do tej pory się nie skontaktował mimo podania telefonu, maila, upoważnienia żony do informacji.
Żyję w niepewności.
Ciekawe czy zostałem ujęty w statystykach rządowych? A jeśli tak to którego dnia? Dziś chyba nie, bo w komunikacie Ministerstwa Zdrowia nie ma wyników dla województwa mazowieckiego.
Wczoraj? Przedwczoraj? Jutro? Pojutrze?
I w jakiej rubryce? Przebadany? Na kwarantannie? Zarażony?
A może w ogóle mnie nie ma w tych statystykach, bo dane ministerstwu przesyła Sanepid?

20.04.2020 13:36

Aktualizacja

po dwóch dniach.

Miało być długo. Będzie jeszcze dłużej.
Bo sytuacja skomplikowała się na tyle, że zmieniłem tytuł tej powiastki na zapiski z Państwa Rzadkiego Guana.
Papier toaletowy mimo wszystko okazał się za ekskluzywny.

Testy

Dziś wczesnym rankiem nadal nie mam wyniku testu na koronowirusa.
Mimo, że mija czwarta doba od mojej wizyty w szpitalu, nikt nie skontaktował się by podać wynik. Nieważne czy ujemny czy dodatni. Ważne bym się wreszcie dowiedział jaki. Psychika siada mi bardzo mocno – od 4 dni jestem w niepewności czy jestem chory. Czy zagrożona jest moja rodzina?

Sanepid

Rano dzwonię na numer alarmowy Sanepidu wojewódzkiego.
To jedyny numer, pod którym mogłem uzyskać w piątek jakiekolwiek informacje, czy jestem objęty kwarantanną czy nie. Tym razem dodzwaniam się za pierwszym razem na Żelazną. Mówię o co mi chodzi. Pani po drugiej stronie linii sprawdza PESEL mój i żony.
Nie ma nas w bazie EWP osób objętych kwarantanną.

Pytam się co dalej.
Lekarz stwierdził, że jesteśmy objęci kwarantanną, a Sanepid twierdzi że nie.
Po chwili dostaję trzy numery wewnętrzne w wojewódzkim Sanepidzie.
Plus numery centrali. 6 sztuk z końcówką 01-06.
Problem w tym że końcówki od 02 do 06 generują komunikat numer niedostępny, a końcówka 01 jest permanentnie zajęta. Nawet jeśli uda się dodzwonić to jeden z podanych numerów jest non stop zajęty, a dwóch pozostałych nikt nie odbiera.

W końcu po ponad 70. próbach telefon nie jest zajęty i udaje mi się dodzwonić.
Wyłuszczam problem.
Pani sprawdza mnie i żonę w innej bazie niż EWP.
Też nas tam nie ma.
Co mam robić?

Dzwonić do szpitala.

Szpital

Dzwonię do szpitala na Wołoskiej.
Wyłuszczam problem: 4 doby od wizyty, nie mam wyników, jestem odsyłany przez wszystkich. Pani odkłada słuchawkę bo ona musi się dowiedzieć.
Słyszę jak pyta kogoś obok:

co zrobić, bo dzwoni jakiś pojeb i ona nie wie co ma zrobić.

Nie wytrzymuję, mówię że słyszałem co ona mówi.
I słyszę, że jej to nie obchodzi.
Robię awanturę. Na odczepnego przekierowują mnie do archiwum.

Co ciekawe to okazuje się najbardziej użyteczny adres.
Tym razem miła i kompetentna Pani (dziękuję jej za pomoc!) wysłuchuje o co chodzi. Prosi o wysłanie maila z tytułem Covid-19 i nazwiskiem, a w treści o dane: imię, nazwisko, adres, PESEL, telefon, mail do kontaktu.
Potwierdza że go dostała.
Informuje mnie, że odpowie w 3-4 godziny, bo tyle czasu zajmie ściągnięcie danych z laboratorium szpitala.

Po mniej więcej półtorej godzinie dostaję SMS-a z archiwum szpitala z prośbą o kontakt.
Dzwonię.
Okazuje się, że podałem inny adres mailowy niż podczas pobytu na SOR w czwartek. Wyjaśniam sprawę i zanim zakończyłem rozmowę mam maila z informacją.

Wynik testu

Z drżeniem rąk rozkompresowuję i otwieram załącznik.
W tym momencie mocny zjazd.
Wynik jest negatywny. Nie jestem zarażony!

Refleksja

Po chwili refleksja.
Wymaz i krew do testów pobrano mi w czwartek 16 kwietnia o 15:05.
Badanie wykonano w nocy i wynik otrzymano w piątej 17 kwietnia o 4:16.
Do południa poniedziałku 20 kwietnia nikt nie poinformował mnie o jego wyniku.
4 doby w bardzo ciężkim stresie.
Gdybym sam o to nie zadbał nie znałbym wyniku nadal!
Jestem wqrwiony tak, jak chyba nigdy nie byłem w życiu wqrwiony.

Kwarantanna

Trochę ochłonąłem. OK. Fajnie. Nie jestem zakażony.
Ale co z kwarantanną?
Przecież lekarz na SOR-ze w trakcie wywiadu i ponownie podczas wypisu poinformował mnie że wchodząc do szpitala automatycznie jestem objęty kwarantanną.
Moją rodzina także. Ja to pikuś, ale moja żona nie wie co ma robić.
Czy ma brać zwolnienie lekarskie EZLA?
Czy ma tylko potwierdzić kwarantannę pracodawcy, a po 14 dniach złożyć oświadczenie dla ZUS-u?
Na jakiej podstawie?
No i kwarantanna czy zwolnienie to 80% pensji, bo to zasiłek chorobowy a nie praca.
Muszę to wyjaśnić.

Ministerstwo Zdrowia

Dzwonię na infolinię Ministerstwa Zdrowia.
Tu odsyłają mnie do Sanepidu powiatowego, podając wpierw telefon na lotnisku Okęcie, które obsługuje wyłącznie pasażerów lotniska.
Dzwonię po raz kolejny.
Teraz dostaję numery powiatowe.
Czyli dla mnie do Sanepidu m.st. Warszawy.
Deja vu.
Nikt nie odbiera żadnego telefonu.
Po kilkudziesięciu próbach wreszcie ktoś odbiera.

Ostrołęka

Okazuje się że dzwoniąc na telefon Sanepidu warszawskiego dodzwoniłem się do Ostrołęki!
Kura. Kaczka. Koń. Droga na Ostrołękę.
Mimo że to Ostrołęka mówię o co chodzi. I znów zderzenie ze ścianą.
Nikt mi nie wyda dokumentu, że jestem na kwarantannie.
Bo nie ma mnie w bazie danych.

Nikt nie wyda mi dokumentu, że nie jestem na kwarantannie, bo nie jestem w bazie danych. Ale to nie znaczy, że nie jestem, bo Sanepid jest tak zarobiony, że w bazie EWP mogę znaleźć się po 5-6-7-8 dniach.

Jeśli skontroluje mnie policja, że nie ma mnie w miejscu zamieszkania, to Sanepid nałoży na mnie grzywnę od 5 do 30 tysięcy złotych. Mimo, że dziś twierdzi, że nie jestem na kwarantannie.

Czy dostanę potwierdzenie, że jestem/nie jestem na kwarantannie?

Nie. Nie wydaje się.

Nikt nie potwierdzi, że jestem w bazie EWP, z której korzysta Sanepid, Policja, Poczta Polska i wszyscy święci.
Nie potwierdzi nikt, że mnie i żony tam nie ma.
Sanepid twierdzi, że żadnego dokumentu mi nie wyda.

Co mam robić?

Proszę dzwonić do szpitala.

Szpital

Dzwonię na Wołoską.
Przełączają mnie na SOR.
Wyłuszczam w czym rzecz.
Że lekarz w czwartek stwierdził, że jestem na kwarantannie, a Sanepid twierdzi że nie.
I co mam robić?
Słyszę:

Decyzję o kwarantannie ma Pan na wypisie.

Sprawdzam wypis.
Nie ma ani słowa o kwarantannie.
Co mam robić?
Nie wiedzą:

Proszę zadzwonić do Sanepidu.

Ja

Mam dość.
Nigdzie nie będę dzwonił.
Nie do szpitala.
Nie do Sanepidu powiatowego, wojewódzkiego, światowego.
Uważam że jestem zdrowy.
Że nie jestem na kwarantannie.
Nie wiem – może kogoś zarażę. Mam to w dupie.
Tak jak w dupie ma mnie Państwo z Rzadkiego Guana.

Od redakcji

To się wydarzyło naprawdę. W Warszawie.
Osoba autora jest znana redakcji.

22 kwietnia 2020 10:51