24 lipca 1919 ustawa o Policji Państwowej stworzyła prawną podstawę do zorganizowania jednolitej polskiej Policji Państwowej. Choć jednostki Milicji Ludowej i Policji Komunalnej działały już wcześniej, połączono je i data ta uznana jest za powstanie polskiej policji.
Na tę okoliczność podinspektor Anna Kędzierzawska, redaktor naczelna Stołecznego Magazynu Policyjnego, przygotowała z zespołem i zaproszonymi autorami specjalne wydanie historyczne.
Niewiele osób ma okazję czytać Magazyn, bo i nakład stosunkowo jest niewielki, i rozchodzi się wewnętrznie wśród jednostek warszawskiego garnizonu KSP. Czasem w naszym serwisie pojawiają się przedruki artykułów SMP, a chętni mogą pobrać jego elektroniczne numery z witryny internetowej KSP.
W numerze jubileuszowym jest tyle ciekawych informacji, że warto przeczytać go od dechy do dechy.
Naszą uwagę zwróciły, i polecamy, artykuły o policji rzecznej, podkomisarz Kingi Czerwińskiej z Komisariatu Rzecznego KSP gdzie Kapitan Wyderka przyznaje się, że od dziecka ciągnęło go do „wódki”, i inspektora Sławomira Cisowskiego, naczelnika Wydziału Doskonalenia Zawodowego, który w pierwszym numerze tygodnika Gazeta Policji Państwowej z 8 grudnia 1919 roku znalazł i opowiada o jego części poświęconej warszawskiej policji, ze specjalna anielską syrenką warszawską będąca pierwszym godłem (dziś powiedzielibyśmy logiem) stołecznej policji. Warto również wiedzieć kim był patron stołecznych policjantów, i o tym również pisze insp. Cisowski wraz z Romanem Miśkiewiczem.
Policja to ludzie, którzy ją tworzyli więc w specjalnym numerze przedstawia się ich wielu. Zresztą jak w zwykłych numerach SMP, gdzie można poczytać o tych, którzy aktualnie zajmują się bezpieczeństwem w Warszawie. O funkcjonariuszach.
Dziś obok życzeń redakcyjnych znajdziemy również słowo nadinspektora Pawła Dobrodzieja, Komendanta Stołecznego Policji, do funkcjonariuszy i cywilnych pracowników KSP z okazji stulecia.
Polecamy ten numer gorąco wszystkim naszym czytelnikom.
Tym w kraju jak i zagranicą.
Policja jest nam potrzebna . Wieszamy na niej psy, gdy brak jej w pobliżu, choć często gdy jest blisko powoduje gęsia skórkę. Szczególnie za kierownicą.
Całej Policji a szczególnie naszej, stołecznej życzymy jak najlepiej, a sobie życzmy by byli blisko nas ale… tacy niewidzialni. By byli doskonale wyszkoleni i pamiętali słowa policyjnego ślubowania.
„Komitet Obywatelski miasta Warszawy podaje do publicznej wiadomości, że wobec zawieszenia czynności władz miejskich i cywilnych obejmuje pieczę nad miastem. Komitet będzie dążył do utrzymania porządku, zapewnienia bezpieczeństwa, oraz – w granicach możności – normalnego biegu życia” – czytamy w monumentalnej księdze wydanej w 10. rocznicę odzyskania niepodległości. Komitet Obywatelski miasta Warszawy może być uważany za zawiązek przyszłej polskiej Policji.
Pracuje w nim kilkaset policjantów i pracowników stołecznej Policji. Odwiedzają go każdego dnia setki interesantów. Niejednokrotnie służył jako plan zdjęciowy polskich seriali kryminalnych. I choć wydawałoby się, że jest tak dobrze znany warszawiakom czy turystom, niewielu jednak potrafiłoby powiedzieć, co głęboko skrywają karty historii Pałacu Mostowskich?
Jest symbolem całej jednostki. Otaczany czcią, przypomina jej historię i wieloletnie tradycje. Jest również niemym świadkiem najważniejszej przysięgi składanej przez każdego policjanta. To przed nim przyklękają komendanci całując płat w akcie przywitania lub pożegnania z jednostką. Wielkim zaszczytem i wyróżnieniem dla policjantów jest wejście w skład pocztu sztandarowego.
O potrzebie doskonalenia zawodowego i posiadaniu własnego symbolu na progu niepodległości dowiadujemy się z jednego z pierwszych wydań gazety Policji Państwowej. Specjalną grafikę w postaci rysunku syrenki ze skrzydłami, stanowiącą połączenie godła Warszawy ze skrzydłami anielskimi, nawiązującymi do symboliki patrona policyjnej służby, można uznać za pierwszy znany logotyp stołecznej Policji.
Kto ją zaprojektował i wykonał, tego nikt nie wie. Może polski architekt włoskiego pochodzenia Henryk Marconi, który zaprojektował Wielką Fontannę, Wodozbiór w kształcie rotundy oraz dwie studnie żeliwne w Ogrodzie Saskim? Wiadomo jednak, że pochodzi z drugiej połowy XIX wieku. Przed wojną stała przez Pałacem Mostowskich, przy nieistniejącej dziś ul. Przejazd, mniej więcej równoległej do obecnej ul. Andersa, co zostało uwiecznione na zdjęciu z 1926 roku. Gdzie jest dziś?
Kto był współautorem słownika gwary złodziejskiej? Co wspólnego z jajkiem komisarskim na rękawie munduru mieli wyżsi rangą oficerowie PP? Skąd i kiedy w Warszawie pojawiły się na modłę Paryża czy Berlina wysepki na środku jezdni? I najważniejsze pytanie – co wspólnego z tym wszystkim mieli komendanci PP Okręgu I Warszawskiego i Okręgu VI m.st. Warszawy?
Są zwykłe życiorysy i są biografie bohaterów. Dzieje osób, które tworzą historię lokalnych społeczności, narodów, państw i świata. Biografie ludzi, których czyny przeszły do historii, a ich postawy i wybory zyskują uznanie kolejnych pokoleń. Niewątpliwie takim bohaterem jest podinspektor Policji Państwowej Marian Stefan Kozielewski, który 9 stycznia 2019 roku został patronem stołecznych policjantów.
O życiu tego niezłomnego cichociemnego mógłby powstać kinowy hit.
Czy majora Bolesława Kontryma można nazwać symbolem pokolenia II RP, które wychowane w duchu patriotyzmu oddało życie za ojczyznę? Kim był człowiek, o kilku pseudonimach, który sfingował własną śmierć?
W listopadzie 2014 r. w siedzibie Oddziału Prewencji Policji odbyła się podniosła uroczystość. Aula Wykładowa Wydziału Doskonalenia Zawodowego KSP otrzymała imię inspektora Policji Państwowej Karola Stanisława Fuchsa. Kim był ten człowiek? Gdyby dziś żył, moglibyśmy wybrać wewnętrzny numer 270-13 i sami go o to zapytać…
Tuż przed II wojną światową w szeregach Policji Państwowej służbę pełniło 170 kobiet. Każda z nich była postacią nietuzinkową w zdominowanym przez mężczyzn świecie. Ówczesna prasa z podziwem pisała więc o sukcesach odnoszonych przez polską Policję kobiecą, która w 1937 roku uznana została za najsprawniej działającą spośród Policji europejskich. Powstałe struktury były także wysoko oceniane przez rządy Stanów Zjednoczonych a nawet Japonii.
„Przepisów prawa strzec pilnie, obowiązki swoje spełniać gorliwie i sumiennie” – to fragment roty, którą policjanci Policji Państwowej wypowiadali rozpoczynając służbę w formacji. Niestety, części z nich przyszło ponieść najwyższą ofiarę za ochronę bezpieczeństwa ludzi i porządku publicznego – własne życie.
Historia warszawskiej „drogówki” sięga okresu międzywojennego. Przez ponad 90 lat zmieniała się siedziba, struktura i stan liczebny. Jednak główne zadania pozostały bez zmian. Zarówno przed wojną, jak i dziś zadaniem policjantów ruchu drogowego jest: dbanie o bezpieczeństwo na drogach Warszawy, nadzorowanie płynności ruchu drogowego oraz reagowanie na popełniane przestępstwa i wykroczenia.
Koń od pradawnych dziejów był nieodłącznym atrybutem wojowników i rycerzy. Pozwalał na szybkie przemieszczanie się w zróżnicowanym terenie, a przede wszystkim dawał znaczną przewagę siłową. Najwięksi wodzowie świata w malarstwie lub rzeźbie są najczęściej przedstawiani właśnie na koniu. Współczesne środki rażenia są oparte na najnowocześniejszych technologiach, ale koń nadal jest skutecznym narzędziem przymusu bezpośredniego dla Policji.
Swoją przygodę z wodą rozpoczęłam dosyć wcześnie, gdy jako 5-letni brzdąc ciągnęłam mamę nad brzeg jeziora wołając głośno:
„choć na wódkę, choć na wódkę!”.
Miłość do ŁÓDKI oczywiście pozostała we mnie na zawsze.
Komisariat Rzeczny Policji w Warszawie stał się naturalnym i jedynym wyborem. Spełniałam w 100% założenia z 1939 roku odnoszące się do kandydatów:
Muszą to być ludzie zdrowi, umiejący pływać i ratować tonących, umiejący wiosłować, jeździć na „pych” i pod żaglem, prowadzić motor, no i o ile możliwości kochający wodę, jednym słowem „wodniacy” .
Niewiele dokumentów o funkcjonowaniu stołecznej policji kolejowej w okresie międzywojennym przetrwało do czasów obecnych. A i ówczesna prasa nie poświęcała zbyt wiele miejsca pracy funkcjonariuszy tej służby. Mimo to nie poddałam się i z determinacją szperałam w archiwach policyjnych i wśród zasobów IPN, by odnaleźć jak najwięcej informacji o „kolejówce”.
Gdy 29 kwietnia 1934 roku na warszawskim Okęciu uroczyście otwierano port lotniczy, stołeczna Policja była jedną ze służb, której powierzono zadania związane z zapewnieniem porządku na dworcu lotniczym i zapewnieniem bezpieczeństwa pasażerom wybierającym się w podróż samolotem lub wracającym do stolicy. Dziś trudno uwierzyć, że lotnisko obsługiwało wtedy zaledwie 10 tys. osób rocznie (obecnie… ponad 17 mln). Wzrost ruchu lotniczego i pojawiające się nowe zagrożenia powodowały konieczność zmian struktury formacji pełniących tam służbę oraz dostosowanie liczby funkcjonariuszy, w tym policjantów, do nowych zadań.
Powołanie Policji Państwowej na mocy ustawy z dnia 24 lipca 1919 roku wiązało się z koniecznością przyjęcia jednolitych zasad umundurowania formacji. Pierwsze rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych w porozumieniu z Ministrem Spraw Wojskowych w przedmiocie umundurowania i uzbrojenia Policji Państwowej wydano 2 marca 1920 roku. Określono fason i kolor munduru oraz dystynkcje.
Pierwsze miesiące po odzyskaniu niepodległości nie była najłatwiejsze dla państwa, które po 123 latach wróciło na mapy Europy. Pierwsza wojna światowa przyniosła wysyp różnego rodzaju przestępstw kryminalnych. Jej zakończenie nie oznaczało wcale ich powstrzymania. Nowe państwo musiało się z tym problemem zmierzyć i niezwłocznie podjąć działania zapewniające bezpieczeństwo mieszkańców.
No results available