0

Avengers: Koniec gry

Avengers: Koniec gry
fot. Marvel Studio

Dla fanów serii o superbohaterach z pewnością – rarytas.
Dla pozostałych widzów – pozbawiony logiki produkt pod publiczkę.

Wszystkiego jest tutaj za dużo: bohaterów, wątków, znanych aktorów, zakończeń, a nawet zmian gatunkowych. Przetrwać trzy godziny w kinie nie jest łatwo. Bez znajomości poprzednich filmów, a najlepiej pełnej charakterystyki wszystkich komiksowych postaci – nawet nie specjalnie warto.

A zaczyna się jakby twórcy chcieli pozyskać szerszą widownię. Po eksterminacji dokładnie połowy istot żywych przez Thanosa (najlepszego Czarnego Bohatera od czasu Lorda Vadera), ci którzy przeżyli mają wyrzuty sumienia i poczucie że zawiedli. Ukazani sa jako zwykli śmiertelnicy: jeden ucieka w życie rodzinne, drugi w napawanie się popularnością, trzeci w alkoholizm i najprostsze przyjemności (jak na przykład wyżywanie się w internetowych połajankach). Stosunkowo długa sekwencja, przerwana jedynie krótkim przerywnikiem w wypełnieniu zemsty (Thanos musi zostać ukarany, chociaż niewiele go to chyba już martwi), przypomina bardziej dramat psychologiczny, wreszcie pozwalając na ukazanie ludzkich uczuć w znanych z ponadludzkich czynów bohaterach. Ten fragment może być nawet nużący dla zwolenników kina komiksowego (ten podział na fanów i wszystkich pozostałych nasuwa się przy każdym kolejnym filmie ze zdwojoną mocą), jednak dla nich twórcy mają magnes w postaci rozbudowania wątków komediowo-żartobliwych. Pomimo powagi sytuacji – w końcu zginęli najbliżsi przyjaciele, bohaterom nie brakuje ironii, sarkazmu, stonowanego podejścia do rzeczywistości. To pozwala zbudować podstawy pod dalszą część filmu, gdzie wiele żartów zrozumiałych jest wyłącznie przez uważnych widzów poprzednich filmów i osób zaznajomionych z komiksową genezą bohaterów. To film, w którym nie raz na sali do rozpuku śmieją się tylko pojedynczy widzowie i nikogo to nie dziwi, bo widać oni niedawno oglądali jeden z poprzednich filmów wytwórni Marvela, do którego akurat odnosi się żartobliwa aluzja.

Jednak nawet w tej pierwszej części, jakże odmiennej gatunkowo od standardu tego rodzaju kina, pojawia się poczucie niewykorzystanej szansy. To dobrze że ukazano dramat superbohaterów jak zwykłych ludzi. Zapomniano jednak aby ukazać dramat społeczeństwa jako całości. W końcu „pstryknięcie Thanosa” doprowadziło do niewyobrażalnych tragedii – zniknęli bowiem ze świata ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo innych. Aż by się prosiło o ukazanie karamboli drogowych, pożarów, buntu więźniów, czy też innych dramatycznych scen które towarzyszą zawsze gdy stróże prawa nie nadążają za interwencjami. Tak przy okazji pytanie do Thanosa, czy likwidując połowę ludzkości uwzględnił również tych, którzy zginęli w samolotach pilotowanych przez wyznaczonych do unicestwienia pilotów? Jak widać podstaw do analiz jest wiele więc szkoda, że ten wątek – nawet oczekiwany w niektórych dyskusjach przed filmem, pominięto. Film o superbohaterach pozostał filmem o superbohaterach i tylko wyłącznie na ich dobrym samopoczuciu i losie się skupia. Szczególnie w kolejnej, już właściwej dla wymagań gatunku, sekwencji.

Jest ona już czystym ukłonem dla fanów, a inni mogą ją jedynie traktować jako wypełnienie bogatego budżetu. Finałowa bitwa to realizacyjna filmowa perfekcja, która zapiera dech w piersiach, budzi emocje, ale tylko dla tych, których nie znudzi wyciągana jak królik z kapelusza kolejna nowa postać. Zadbano również o celebrycką obsadę, chociaż momentami można mieć poczucie przesady i nawet trudno nacieszyć się kolejnymi gwiazdami. A tak naprawdę żadna kreacja aktorska nie zachwyca, poza niezawodnym Josh Brolinem – jego Thanos z odpowiednią charakteryzacją i mimiką bije wszystkich pozostałych na głowę.

Gdy już wymagania efektownych scen bitewnych zostają wypełnione następuje sekwencja końcowa, zawierająca mniej więcej tyle zakończeń ilu wprowadzono wcześniej bohaterów. Znowu fani mogą być wniebowzięci, bo to otwiera furtki do kolejnych filmów serii. Oni by wytrzymali nawet dodatkową godzinę, jednak widz mniej zafascynowany losem poszczególnych bohaterów może już odczuwać trudy seansu. Nawet fizjologia wskazuje, że trzy godziny w kinie to za dużo, a zaprawieni w bojach w takich metrażach twórcy filmów Bollywood zawsze planują krótką przerwę mniej więcej w połowie ponad trzygodzinnego filmu. W każdym razie jak ktoś chce komfortowo wytrwać, to duży napój zakupiony w kinowym barze przed seansem może nie być dobrym pomysłem.

Twórcy tego filmu bardzo pieczołowicie skrywali tajemnicę rozwiązania, które planują zaprezentować, więc gdy ktoś jeszcze chciałby zostać zaskoczony powinien pominąć resztę recenzji. Aczkolwiek to zaskoczenie może być bardzo wątpliwe, bo nawet szczątkowe czytanie zapowiedzi i dyskusji internautów przed premierą wskazywało na rozwiązanie, które zostało zaprezentowane. Można nawet powiedzieć, że scenariusz jest w ogólnym zarysie do bólu przewidywalny, chociaż twórcy pewnie mają poczucie, że wymyślili coś oryginalnego.

Otóż sposobem na Złego Thanosa ma być, to co w kinie było już wielokrotnie wykorzystywane, mimo wszystkich problemów za tym idących: możliwość podróży w czasie. Twórcy nawet sarkastycznie poprzez jeden z dialogów wymieniają całą listę filmowych klasyków z wykorzystaniem tego motywu. Strzelają sobie tym samym w kolano. W każdym z tych filmów, poprzez poważnego „Terminatora”, czy też rozrywkowy „Powrót do przyszłości”, kwestię problematyki zagadnienia podróżowania w czasie rozwiązano logiczniej niż tutaj. I nie chodzi tutaj nawet o sam wehikuł czasu, który w konstrukcji Avengers także może budzić wątpliwości – w końcu umożliwia on tylko wejście do świata gdzie czas płynie wolniej, a nie do tyłu. Otóż sposobem na wszystkie niekonsekwencje ma być teoria, że każda podróż w czasie, a tym samym zmiana dalszych kolei losu powoduje powstanie nowej linii czasowej, czyli tak jakby nowego świata. Pomijając nawet niekonsekwencje jakie mimo tego założenia występują (chociażby ostatnia scena z Kapitanem Ameryka), praktycznie niweczy to całą logikę serii filmowej. Oczekiwanie bowiem było mniej więcej takie: OK  – Thanosowi się udało w poprzednim filmie, ale w tym bohaterowie zniweczą jego plan. A zamiast tego tworzą oni po prostu nowe historie. To tak jakby zrobić całkiem nowy film, w którym Thanosa nie ma – no bo w sumie dlaczegóż miałby być. To właśnie film (czy też jakiekolwiek inne dzieło: książka, komiks, gra komputerowa) wprowadza możliwość stworzenia nowej rzeczywistości, mniej lub bardziej odrealnionej. Jeżeli taki motyw wprowadza się do samej fabuły to przestaje mieć sens. No chyba żeby traktować ten film jako nowy wątek, ale wówczas nie jest to żaden koniec gry, a tylko jej nowa wersja. Wniosek jest bowiem nie inny niż taki, że to czego dokonał Thanos w poprzednim filmie nie dało się ani odwrócić, ani co więcej odwrócić się już nie da. A że stworzono całkiem nowe historie, to dla samego Thanosa i dla widzów zatroskanych unicestwieniem połowy świata znaczenia już nie ma. Otwiera tylko furtkę do nowych historii, niezależnych do tej która zakończyła się nie w tym filmie, a w filmie poprzednim. Idąc tą logiką (może i nie zaciąganą, ale nie bardziej od tej zaprezentowanej na ekranie), jak ktoś jest zwolennikiem, mającej zresztą ręce i nogi argumentacji Thanosa, to wciąż jest ON zwycięzcą, a nie sfrustrowana ekipa Avengersów.

Oczywiście te wszystkie rozważania nie wpływają na ogólną ocenę najnowszej produkcji Studia Marvel. Może nawet nie powinny one interesować widzów. Ponieważ ponownie ich dzieląc:

  • fani w rozmowach na forach internetowych wszystko sobie wytłumaczą i wyjaśnią, często kreując nieudolnych scenarzystów na wizjonerów,
  • a wszyscy pozostali nie odnajdą sensu rozpatrywania zasad logiki w filmie, który i tak zabrał im trzy godziny  życiorysu: i nawet jak się momentami dobrze bawili, albo efekty specjalne wtłoczyły ich w kinowy fotel, to już na rozmyślanie o prawidłowościach przyczynowo-skutkowych zwyczajnie im szkoda czasu i siły.

W kwestiach taktycznych, bo seansów jest bez liku;

  • film jest stosunkowo przyjazny i odpowiedni dla osób niepełnoletnich, aczkolwiek bez przesady
  • spokojnie można wybrać wersję dwuwymiarową, co prawda momentami jest głębia, ale samych efektów 3D brakuje, a siedzieć trzy godziny w okularach to dodatkowy dyskomfort
  • można wybrać wersję z dubbingiem, nawet czasem pomaga żeby śledzić efekty specjalne, a nie napisy. Ze względu na dźwięk warto wybrać dobre kino
  • no i oczywiście zalecane jest obejrzenie dwudziestu jeden wcześniejszych filmów plus przeczytanie kilkuset komiksów … pomaga w ogarnięciu całości [żart].

Zwiastun:

Film obejrzany w sieci kin Multikino.

29 kwietnia 2019 00:15

Komentarze