0

Solid Gold

Solid Gold – reżyseria Jacek Bromski
fot. Mat. prasowe

Miał być film o aferze Amber Gold, a wyszła bełkotliwie chaotyczna produkcja na styku kina sensacyjnego i politycznego.

O filmie Jacka Bromskiego zrobiło się głośno ze względów politycznych. Miał on bowiem ukazać historię jednego z największych skandali finansowych podczas rządów obecnej opozycji. To skądinąd żenujące, że kino tak często ostatnimi czasami wykorzystywane jest do walki politycznej, czego przykładem dyskusje wokół takich produkcji jak „KlerWojciecha Smarzowskiego, „PolitykaPatryka Vegi, czy też „Tylko nie mów nikomuTomasza Siekielskiego. Na nieszczęście wszystkich pieniaczy, Polacy mają ugruntowane poglądy i pierwsze lepsze, a tym razem zdecydowanie gorsze, dzieło filmowe ich nie naruszy. Ale jak widać niektórzy tego nie rozumieją, przez co Jacek Bromski był pod pręgierzem i naciskiem politycznym. Co wcale go nie usprawiedliwia, bo „Solid Gold” zawodzi głównie pod kątem reżyserii, pomysłu i postprodukcji.

Co najśmieszniejsze w kontekście skandalu wokół filmu, fabuła w sposób bardzo daleki dobiega od afery o której rzekomo miała opowiadać. Łączy ją co najwyżej miejsce akcji i eksponowane tytułowe logo. Co więcej ten wątek nie jest nawet dominującym w filmie. Może to po części wynikać z zabiegów wymuszonych przez polityków.

Kompozycja scenariusza wskazuje, że główną bohaterką jest policjantka, która podczas nieudanej akcji policji traci godność osobistą i pracę. Po latach powraca, akurat gdy miejscowy szemrany biznesmen rozkręca biznes parabankowy. Ten wątek mógł być całkiem ciekawy, gdyby nie został zepsuty już w sekwencji początkowej. Przedstawiona wersja jest odrealniona i podważa kolejne elementy fabuły. Dodatkowo główna bohaterka często znika z pola widzenia, gdy Bromski postanawia jednak przekładać „wajchę” fabuły na kontekst polityczny ukazujący istotę robienia interesów w 3 RP. Nawet jeżeli w tle reżyser dotyka prawdy, to przy tak licznych potknięciach scenariuszowych traci wiarygodność. Aby opowiadać o współczesnej Polsce i jej patologiach trzeba dobudować spójną historię, jak to wielu się udało, a czego wciąż niedościgłym wzorem jest Pasikowski z kultowymi już „Psami„.

Tym co ostatecznie odrzuca od filmu Bromskiego są fatalnie rozpisane dialogi, od których aż bolą uszy i to nie tylko ze względu na zbyteczne wulgaryzmy. Słuchając sztucznych tekstów wypowiadanych przez uznanych na polskim rynku aktorów momentami ręce opadają. A co gorsze gadają praktycznie non-stop. Szkoda więc nawet wymieniać zaangażowane nazwiska, broni się w zasadzie tylko mniej znana Marta Nieradkiewicz, może dlatego jej wątek ma największy potencjał. Bo całkiem możliwe, że lepiej zmontowany i przede wszystkim skrócony „Solid Gold” byłby chociaż po części strawny.

Jacek Bromski wielokrotnie pokazywał solidny potencjał reżyserski. Dotyczyło to filmów bardziej komediowych („U Pana Boga za piecem„), czy też kameralnych. W kinie sensacyjnym jednak sobie najwyraźniej nie radzi. Pozostaje mu życzyć powrotu do tego co mu wychodzi dobrze, a nie szukania poklasku w atmosferze politycznej awantury.

Zwiastun:

5 grudnia 2019 23:42