0

Ranking szkół średnich Perspektyw – powtórka po 2 latach

W szkole Max Fischer, Pexels
W szkole
fot. Max Fischer (Pexels)

10 dni temu zakończył się kolejny już ranking szkół średnich ”Perspektyw”. Komentarz Małgorzaty Żuber-Zielicz.

10 dni temu (27 stycznia) zakończył się kolejny już ranking szkół średnich Perspektyw, oparty na efektach pracy tych placówek w ubiegłym roku szkolnym.

Ogromny sukces odniosły szkoły stołeczne.
Mimo, że Warszawa to zaledwie 5% ludności Polski, stołeczne szkoły wygrały klasyfikację generalną (XIV LO im. Stanisława Staszica), maturalną (XXVII LO im Tadeusza Czackiego) oraz klasyfikację techników (Technikum Mechatroniczne nr 1), a w pierwszej piętnastce liceów w Polsce w  klasyfikacji generalnej prawie połowa (bo aż 7), to szkoły ze stolicy.

Wypadałoby bić brawo i cieszyć się, że mamy w stolicy szkoły tak świetnie rozwijające talenty jej najzdolniejszych mieszkańców. Tyle, że oświatowe młyny mielą powoli, a skutki różnych działań przychodzą po paru latach, jeśli nie później.

Ubiegłoroczni maturzyści połowę licealnej edukacji przeszli za poprzedniej kadencji samorządu, tylko leciutko dotknęły ich nauczycielskie strajki i pandemia czy problemy z kumulacją roczników. 2 lata temu stołeczne szkoły odniosły identyczny sukces – jedynie w roli lidera rankingu maturalnego występował wtedy Władysław IV zamiast Czackiego.

Napisałam wtedy poniższy komentarz do tego radosnego wydarzenia z pewnymi sugestiami co do jego spożytkowania dla rozwiązywania problemów i doskonalenia stołecznej edukacji: [LINK]

Dziś ten komentarz można by spokojnie powtórzyć.
A właściwie niekoniecznie spokojnie. W warszawskiej edukacji jest bowiem o wiele gorzej niż było 2 lata temu.

Tuż po podsumowaniu rankingu w styczniu roku 2019 zniknął nagle(!), w połowie roku szkolnego, program międzyszkolnych kół zainteresowań (SMOK). Oszczędność była na poziomie 150 tys. zł Pojawiła się też od razu odpłatność za zajęcia feryjne dla dzieci – Zima w mieście, a później Lato w mieście. Przypominam, że to było przed pandemią.  Za to wychowawcy klas  warszawskich szkół dostali dodatkowe (oczywiście bezpłatne) zajęcie – impresariów warszawskich teatrów i kin. Na sfinansowanie wyjść do tych placówek pojawiła w budżetach warszawskich szkół kwota rzędu ok. 20 mln zł (100 zł na ucznia) pod hasłem środków na zajęcia pozalekcyjne.

Przeżyłam tu osobistą gorycz zrealizowanych, ale na opak, własnych pomysłów. Osobiście bowiem wpisywałam przed wyborami 2018 do programu stołecznej PO propozycję bonu edukacyjnego dla każdego warszawskiego ucznia na indywidualny rozwój zainteresowań w ramach zajęć pozalekcyjnych. Idea była taka, że uczeń obecnej polskiej szkoły, na tle krajów rozwiniętych szczególnie, ma niewielki wybór. Wszystko musi robić tak samo na podstawie szalenie zuniformizowanych programów i cały czas w tej samej grupie klasowej. Chodziło o to, by mógł  sobie indywidualnie sam(!), w określonych granicach finansowych, wybrać, stosownie do swoich upodobań,   czy to zajęcia w jakichś międzyszkolnych kołach zainteresowań, czy to regularne zajęcia sportowe (np. basen) czy to zajęcia kulturalne.

Tymczasem tu wychowawca klasy musiał znaleźć jakieś spektakle czy projekcje, które by zaakceptowała cała(!) klasa no i oczywiście zarezerwować bilety oraz udać się tam w roli opiekuna. Nie było to łatwe, bo co wartościowsze teatry miały repertuar już rozpisany, a i rezerwacje zrobione – wciśnięcie ponad 30-osobowej grupy nie zawsze było możliwe, szczególnie, że grup pojawiły się nagle tysiące. Uczeń zaś trafiał na coś co nie było jego(!) wyborem, tylko średnią klasowych gustów, na dodatek z tą samą klasą, z którą od lat praktycznie wszystko robił razem. Zapewne dla interesów teatrów i kin, zwłaszcza tych z mniej wartościowym (więc i mniej obleganymi) repertuarami była to akcja świetna, ale dla uczniów już nie bardzo… Na dodatek nauczycieli poczęstowano dodatkowymi obowiązkami znienacka, co gorsza tuż przed nauczycielskimi strajkami.

Obecnie, pod pretekstem pandemii, Urząd m.st. Warszawy praktycznie całkowicie przestał finansować zajęcia pozalekcyjne. Oszczędność miasta na tym wielka nie jest – to zaledwie kilkadziesiąt milionów zł na tle ponad 20 miliardów w  budżecie czy około 5 mld w budżecie na stołeczną edukację – z pewnością dałoby się zaoszczędzić na czymś innym – to jest poziom jednej z licznych(!) podejmowanych przez miasto inwestycji (często pseudoprestiżowych) w mury. Urząd bowiem upodobał sobie w ostatnich 2 latach inwestycje w mury zamiast, o wiele tańszych, inwestycji w ludzi – jej mieszkańców, szczególnie dzieci i młodzież. Tymczasem budynek może sobie powstać parę lat później, a np. 16 lat ma się tylko raz w życiu – to se ne vrati

Tymczasem przed miastem i jego edukacją kolejne gigantyczne problemy, i to większe niż były na początku roku 2019. Brak nauczycieli drastycznie się pogłębia, a nie zrobiono z tym problemem dosłownie nic. W latach 2022 i 2023 do warszawskich szkół średnich trafi po półtora rocznika (efekt obligatoryjnego posłania 6-latków do szkół w latach 2014 i 2015) i to o wiele liczniejszego od tych dwóch kumulacyjnych z roku 2019. Przypomnę, że w szkołach tych już są (i pozostaną) 4 poziomy, bo liceum zrobiło się 4-letnie. Też na razie o problemie nikt nie wspomina, nie mówiąc o pomysłach na jego rozwiązywanie.

Nie wiem więc, czy za 2 lata (w roku 2023) będzie się jeszcze można, na kilka miesięcy przed wyborczą kumulacją(!), pochwalić takimi jak tegoroczny sukcesami stołecznej edukacji, albo nawet choćby tylko nieco mniejszymi. Dlatego niestety wypada, mimo świątecznej atmosfery rankingowego sukcesu, bić na trwogę …

Małgorzata Żuber-Zielicz
Przewodnicząca Komisji Edukacji
Rady m.st. Warszawy 2006-2018

8 lutego 2021 13:19