Minął tydzień od, zorganizowanego 23 czerwca 2014 roku w Sali Kongresowej, koncertu Charlesa Aznavoura, a ja nadal przeżywam to, co usłyszałem i zobaczyłem. Dlatego dopiero teraz zabrałem się do napisania kilku zdań.
Jeśli ktoś z widzów koncertu nie wiedziałby, ile lat ma Charles Aznavour, nie uwierzyłby, że 22 maja 2014 roku, czyli niewiele ponad miesiąc temu, Artysta przekroczył próg dziewięciu dekad życia. Zresztą, sam żartował ze swojego wieku: powiedział, że po angielsku mówi się „dziewięćdziesiąt lat STARY”, podczas gdy On czuje się „dziewięćdziesiąt lat MŁODY”. Żartował, że – nie chcąc zapomnieć, co ma powiedzieć – musi korzystać z prompterów. Poruszał się po scenie z wielką gracją, czarował swoim zachrypniętym głosem. Niewielki wzrostem (161 cm) wypełniał sobą całą scenę.
Naprawdę nazywa się Szahnur Waghinak Aznawurian. Z pochodzenia jest Ormianinem i od 2009 roku pełni funkcję ambasadora Armenii w Szwajcarii. Jednak najważniejsze w Jego życiu są piosenki: skomponował ich ponad tysiąc; w dodatku wystąpił w ponad 60 filmach.
W 1943 roku stworzył duet z pianistą Pierre’em Roche. Pewnego razu wystąpili, jako support (czy ktoś wie, od kiedy to pojęcie funkcjonuje?), przed koncertem Édith Piaf. W 1946 roku artystka zaproponowała, by muzycy – razem z zespołem les Compagnons de la Chanson – towarzyszyli jej podczas tournée po Francji i Stanach Zjednoczonych. Legenda głosi, że wściekła się, gdy Aznavour zapytał, za ile będą występować. Nazywała go „małym gnojkiem geniuszem”.
Tenże geniusz zabłysnął podczas koncertów w paryskich salach: Alhambrze i Olimpii. W pamięci Artysty utkwił zwłaszcza występ w Alhambrze, zorganizowany 12 grudnia 1960 roku. W trakcie koncertu na Sali zapadła kompletna cisza. Aznavour powiedział za kulisami: „Od jutra zmieniam zawód”, ale gdy wrócił na scenę, powitała go owacja na stojąco.
Podobne zaskoczenie spotkało Go podczas występu na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie. Organizatorzy namawiali Artystę, aby nie występował w finale wieczoru, ale nie odstąpił On od tego pomysłu. W trakcie koncertu część publiczności, ni stąd ni zowąd, zaczęła wychodzić z sopockiego amfiteatru. Artysta był przerażony. Dopiero później dowiedział się, że przyczyna opuszczania widowni była bardzo prozaiczna: o określonej godzinie odjeżdżał z Sopotu ostatni pociąg kolei podmiejskiej.
W czasie koncertu w Sali Kongresowej nikt nie liczył czasu. Prawie dwie godziny słuchania pięknej muzyki, a przede wszystkim czarującego głosu, przeminęły bardzo szybko. Towarzyszący Artyście zespół muzyczny grał znakomicie, chociaż… mam jedno zastrzeżenie. Otóż, w trakcie niektórych piosenek wyraźnie było słychać instrumenty dęte, podczas gdy na scenie nie było takich instrumentalistów. Cóż, na keyboardzie można odtworzyć wszystkie instrumenty, ale czy o to chodzi? Zabrakło mi (ale chyba także pozostałym słuchaczom) również jednej piosenki – „Isabelle”. Wspaniale za to zaśpiewał „La Bohème”, zaś refren „Les Deux Guitares” śpiewała chyba cała sala. Warto też nadmienić, że jedną z piosenek wykonał ze swojuą Córką, Katią. Artysta zmieniał trochę aranżację niektórych piosenek, a zwłaszcza „Hier encore”, na co zwrócił uwagę – siedzący w tym samym rzędzie, co ja – znawca tego rodzaju muzyki, Marcin Kydryński. W znakomitej audycji pod nazwą „Siesta”, na antenie radiowej „Trójki” (notabene patrona medialnego koncertu), Pan Marcin zapowiedział swoją obecność. Było mi niezmiernie miło usłyszeć opinię fachowca bezpośrednio po koncercie.
Przed występem Artysty, zza kulis, parę słów powiedziała widzom Organizatorka koncertu, pani Agnieszka Kloryga z Agencji Artystycznej Paradam. Wyraziła Ona radość, że – organizując koncerty takich gwiazd, jak Charles Aznavour (a wcześniej Diana Krall czy Leonard Cohen) – realizuje swoje życiowe marzenia. Cóż pozostaje mi dodać? Tylko tyle: Pani Agnieszko, ma Pani piękne marzenia, gratuluję ich realizacji i … proszę o spełnianie następnych, równie pięknych, marzeń!