0

Obyś cudze dzieci uczył, czy słówko o nauczycielach

Niewyraźna szkoła - tablica i kreda
Niewyraźna szkoła – tablica i kreda
fot. Markus Spiske (pexels.com)

Pisarka, dziennikarka, Matka o pieniądzach nauczycieli, wolnym czasie, nauczycielskiej głupocie i rodzicach.

Znana warszawska dziennikarka, pisarka książek również dla młodzieży o szkole, wypowiedziała się na tematy, które zajmują całe społeczeństwo.
Na chwilę przed ogólnopolskim strajkiem nauczycieli.

Każdy z nas kiedyś chodził do szkoły, miał lub ma dzieci w wieku szkolnym. Każdy chciałby być dobrze wykształconym i by takie były jego dzieci.
Mądrzy ludzie mawiają:

Dobry król dba o zdrowie swych poddanych i o ich wykształcenie.

Artykuł Małgorzaty Karoliny Piekarskiej pierwotnie ukazał się na jej blogu: W świecie absurdów:[LINK].

Tyle od redakcji.

Poniżej mądry tekst mądrego człowieka.

Od wielu tygodni przez Polskę przetacza się dyskusja na temat pracy nauczyciela. Wszystko za sprawą strajku zapowiedzianego przez Związek Nauczycielstwa Polskiego, do którego dołączają też i nauczyciele niezrzeszeni a gdzieniegdzie nawet ci z Solidarności. Nauczyciele żądają podwyżki płac o 1000 złotych i wyrównania od stycznia br. Podzielony politycznie kraj z jednej strony nauczycieli wspiera, bo słabo wynagradzani, pogardzani etc., a z drugiej strony opluwa – nie liczą się z dziećmi, strajk zapowiedzieli na czas egzaminów itd. Ja, jak zwykle patrzę na wszystko bardzo szeroko i z wielu punktów widzenia. Pomijając fakt, że jak każdy sama byłam kiedyś uczniem, to nie na tym kończy się moja wiedza o szkolnictwie. Nie kończy się też na tym, że byłam matką, która uczestniczyła we wszystkich zebraniach rodziców, gdy mój syn był jeszcze uczniem (ma 25 lat), jeździła na większość wycieczek szkolnych etc., gdzie widziała nauczyciela w zderzeniu z rodzicami. Przede wszystkim mam kilka koleżanek (a nawet kolegów) nauczycieli. Z tego kilka bardzo bliskich, a jedną przyjaciółkę, z którą, choć mieszka i pracuje w innym województwie, rozmawiamy przez telefon kilka razy w tygodniu. W każdym razie wiem sporo na temat sytuacji w kilku różnych polskich szkołach. Znam to z opowieści koleżanek, ich dyrektorów, innych nauczycieli, a także uczniów i ich rodziców. Bo moje koleżanki i koledzy uczą zarówno w przedszkolach, jak i szkołach podstawowych, wygasających gimnazjach oraz liceach. Wiem jednak, jak wygląda ich życie, jak wygląda praca także dlatego, że jestem pisarką, która jeździ po szkołach ze spotkaniami autorskimi. Widzę wtedy pracę zarówno nauczycielek i bibliotekarek, jak i dyrekcji. Widzę to w zderzeniu z uczniami. Mam wreszcie rzesze znajomych, których dzieci podlegają obowiązkowi szkolnemu i na tematy szkolne rozmawiam z nimi bardzo często. Są to rozmowy potrzebne mi do moich książek. Wreszcie tzw. „małe Conieco” wiem jako dziennikarka.

7 kwietnia 2019 14:24