Za nami półmetek 23. Festiwalu Kultury Żydowskiej Warszawa Singera. Co się wydarzyło w ciągu trzech pierwszych dni?
Zanim się obejrzeliśmy, nadszedł półmetek 23. Festiwalu Kultury Żydowskiej Warszawa Singera. Przedstawiam niektóre przedsięwzięcia organizowane bądź współorganizowane przez Fundację Shalom w ciągu trzech pierwszych dni Festiwalu. Niestety, tradycyjnie muszę zastrzec, że – w porównaniu z poprzednimi edycjami – moje możliwości dyslokacji nie poprawiły się: nadal nie mam miotły i nie posiadam umiejętności teleportacji.
Wydawało się, że pierwszy dzień Festiwalu – sobota, 22 sierpnia 2026 roku – przebiegnie bez większych fajerwerków. Program zakładał raczej spokojne wydarzenia, a wśród nich: wernisaż jednej i kontynuację kilku wystaw, wykład, czytanie performatywne sztuki Żyd, warsztaty ruchowe i muzyczne oraz spektakl Dziedzictwo, o którym już wcześniej pisaliśmy (zob. https://www.warszawa.pl/tozsamosc-i-jej-poszukiwanie/).

Tymczasem do Ogrodu Saskiego wjechał… rower. Ale jakże długi! Jechało na nim sześciu muzyków – w dodatku z instrumentami, wśród których znajdował się nawet kontrabas. Panowie grali w trakcie jazdy, po czym wykonali kilka utworów stojąc na ziemi i odjechali w kierunku Sceny Letniej Teatru Żydowskiego. A tam, już w warunkach stacjonarnych, zagrali peny koncert.

Nieco wcześniej w Austriackim Forum Kultury rozpoczęło się spotkanie autorskie z Małgorzatą Czyńską wokół książki Pisz do mnie na Łódź! Życie kulturalne i towarzyskie w tymczasowej stolicy. Przypomniano, że Łódź w latach 1945–1948 stała się tymczasową stolicą polskiej kultury i miejscem narodzin nowych artystycznych legend. Na tym tle zostały przedstawione zmiany w powojennym życiu miasta. W spotkaniu, prowadzonym przez Remigiusza Grzelę, wzięła również udział Marta Kowalewska – Główna Kuratorka Centralnego Muzeum Włókiennictwa w Łodzi, która w bardzo ciekawy sposób mówiła o znaczeniu włókiennictwa w ówczesnym świecie. Okazuje się, że sztuka włókiennicza była miejscem, do którego na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku nie dotarł (wydawałoby się, że wszechstronny) socrealizm.

Niedziela, 23 sierpnia, zaczęła się od kilku spacerów tematycznych, między innymi po cmentarzu żydowskim przy ul. Okopowej. Niemal w samo południe, w Austriackim Forum Kultury – w ramach cyklu Czytelnia pisarzy żydowskich – Mistrzowie czytają – Włodzimierz Press przedstawił interpretację manifestu My Żydzi Polscy Juliana Tuwima. Znakomity aktor przeczytał również wstęp, który napisał Chone Szmeruk. Przyznam, że napisany w 1944 roku utwór Juliana Tuwima wywarł na mnie ogromne wrażenie. Niestety, w wielu miejscach zachował on swoją aktualność:
Jestem Polakiem, bo mi się tak podoba. (…) Nie dzielę Polaków na „rodowitych” i „nierodowitych”, pozostawiając to rodowitym i nierodowitym rasistom. Dzielę Polaków jak Żydów i jak inne narody na mądrych i głupich, uczciwych i złodziei, inteligentnych i tępych, interesujących i nudnych, krzywdzonych i krzywdzących, gentlemanów i nie-gentlemanów itd. Dzielę też Polaków na faszystów i kontrfaszystów. Te dwa obozy nie są, oczywiście, jednolite, każdy z nich mieni się odcieniami barw o rozmaitym zgęszczeniu. Ale linia podziału na pewno istnieje, a wkrótce da się całkiem wyraźnie przeprowadzić. Odcienie zostaną odcieniami, lecz barwa samej linii zjaskrawieje i pogłębi się w zdecydowany sposób. (…) Antysemityzm jest międzynarodowym językiem faszystów.

Austriackie Forum Kultury było również miejscem – organizowanego w ramach Żydowskiego Salonu Literackiego – spotkania autorskiego z Jakubem Szczęsnym wokół książki Luksus kontra proste życie. Warto wiedzieć, że autor jest architektem, który zaprojektował słynny Dom Kiereta. Spotkanie prowadził, jak zwykle świetnie przygotowany, Remigiusz Grzela, a wzięła w nim udział także prof. Barbara Czerska zajmująca się m.in. zagadnieniami związanymi z moralnością w życiu codziennym. Dyskusja toczyła się wokół definicji, czym jest dzisiaj luksus. Poczuciem stabilizacji, zbytkiem? Przejawem inteligencji? Marzeniem, które snujemy, stojąc na światłach obok ekskluzywnego samochodu? A może możliwością pozwolenia sobie na proste życie? Ku refleksji!

Poniedziałek, 24 sierpnia, w dużej mierze należał do Wydawnictwa Czarne, które w tym roku obchodzi swoje 30-lecie. Nie wszyscy wiedzą, że jego nazwa nawiązuje do dawnej łemkowskiej wsi Czarne, w której mieszkali wcześniej jego założyciele: Andrzej Stasiuk i Monika Sznajderman. W Księgarni Czarnego zorganizowano Warsztat literacki w plenerze z Karoliną Szymaniak, zaś w Centrum Kultury Jidysz czytelnicy mogli spotkać się z Moniką Sznajderman. Ze współzałożycielką wydawnictwa rozmawiał Remigiusz Grzela. Kolejne spotkanie w ramach Żydowskiego Salonu Literackiego obfitowało we wspomnienia dotyczące początków Wydawnictwa Czarne. Pierwszą publikacją była, wydana już w 1996 roku, książka Przez rzekę Andrzeja Stasiuka. W następnym roku pojawiły się: Pierścień z papieru Zygmunta Haupta i Dukla Andrzeja Stasiuka. Już na pierwszej książce Wydawnictwa Czarne pojawił się charakterystyczny logotyp, którego autorem był Kamil Targosz. Przypomniano również innych autorów, których książki były publikowane (m.in. Paweł Smoleński, Krzysztof Varga i Ignacy Karpowicz). Warto wiedzieć, że Monika Sznajderman jest również autorką niezmiernie ciekawych publikacji (m.in. Fałszerze pieprzu i Pusty las), a w jej planach znajdują się książki o Gorlicach i o… Sznajdermanach. Mam nadzieję, że uda mi się je zaprezentować na naszej stronie.
