Gdzie ta Policja?

Tomasz Adamek z wizytą w Oddziale Prewencji KSP - opisywanego poniżej patrolu chyba tam nie było.
Tomasz Adamek z wizytą w Oddziale Prewencji KSP – opisywanego poniżej patrolu chyba tam nie było.
fot. KSP

Gdzie ta Policja, prawdziwa taka? Mmm, orły, sokoły, herosy!? Gdzie ta Policja na miarę czasów, gdzie te gliny!?

Wydaje się, że co raz częściej mamy do czynienia z sytuacjami jak opisana poniżej. Być może już niedługo czeka nas możliwość oskarżenia o zakłócanie przebiegu imprezy zamkniętej?
Poniżej opis powiślańskiego przypadku pana Grzegorza, który chciał tylko, by po 22:00, jego dziecko mogło spokojnie spać.
Otoczenie wydarzeń: Rogu ulic Lipowej i Wybrzeża Kościuszkowskiego, Powiśle, Warszawa, Restauracja Boscaiola.

Centrum Warszawy. Impreza urodzinowa. Dziesiąta wieczór. Kilkanaście osób wychodzi przed knajpę i zaczyna się darcie. Wyzwiska, prymitywne wrzaski, piski, nieznośny alkoholowy bełkot.

Wychodzę, zwracam uwagę. Mowie, ze trudno uśpić córkę słysząc co chwila gromkie: – Kurwaaaaaa!!!! Kilka osób coś do mnie bełkoce, ktoś próbuje kogoś uspokoić, obiecują ze będzie ciszej.
Oczywiście jest jeszcze głośniej. Rozbawione państwo zajmuje ulice, skacze po słupkach, alkohol leje się strumieniami, panny drą się jeszcze głośniej. Odczekuje pól godziny i schodzę ponownie. Ciemny brodacz w szarej jesionce próbuje mnie przekonać, ze zaraz skończą. Proszę obsługę o uciszenie gości i wtedy brodacz łapie mnie za mankiet, bierze zamach i widzę, ze zaraz mnie uderzy. Szarpiąc chce mnie wyprowadzić na zewnątrz.
Wzywam wiec policję i staje z boku z nadzieja, że oni dadzą rade. Radiowóz przyjeżdża po 5 minutach. Towarzystwo ewidentnie rozjuszone jest jeszcze bardziej.

– Ten czub wezwał policje – słychać darcie sprzed knajpy. Policjanci to słyszą, ale reakcji żadnej. Mówię im, że głośno, ze córka, że zwracałem uwagę, że nie wolno pic na ulicy, że mnie szarpali, proszę o interwencje.

– Spróbujemy – odpowiada policjant oddając mój dowód swojej partnerce z radiowozu. Prosi o wskazanie tego, który mnie szarpał. Ale z brodacza odwaga ociekła i schował się w środku. A do środka knajpy policja nie możne wejść bo impreza zamknięta. Potwierdza to obsługa, która skontaktowała się z kierownikiem:
– Nie wpuszczać policji i już.

Policjanci stoją wiec kilka minut przed wejściem i widzę, że są bezradni. Pijani goście wokół drą się na nich wyczuwając ich słabość.

Próbuję wiec jakiegoś sposobu i mówię, żeby sporządzili notatkę i spisali brodacza bo na tej podstawie będę mógł go oskarżyć o napaść. Może to zadziała.

– Jaka notatka? Niech pan idzie do sadu w drodze cywilno-prawnej…

Rozkładam ręce, a pijani goście do mnie:
– Wypierdalaj czubie i chamie!!!!

Policjanci udają, że nie słyszą. W końcu sierżant staje w przedsionku, a – jak się okazało – narzeczona brodacza stawia go przed obliczem mundurowego. Mnie wypraszają, nie chcą mnie słuchać. Stoję wiec na zewnątrz w towarzystwie pani policjant, a jeden z gości trąca mnie barkiem z głośnym:
– Wypierdalaj chuju.

Wraca policjant i mówi, ze nic nie zrobi bo nie ma świadków. Mowie, ze kelnerka widziała. Woła wiec kelnerkę. Ta zdążyła powiedzieć, że tylko wyszła posprzątać popielniczki i… I wtedy grupa pijanych zabrała ją do środka.

– Róbcie coś – wołam do policjantów.
– Nikt nic nie widział – odpowiada policjant z uśmiechem.

Grupa jest coraz bardziej agresywna. Wyzywają mnie i zaczepiają już otwarcie w obecności mundurowych.

– To już uwłacza godności munduru – przekonuję gliniarzy. – Oni jawnie z was kpią, a wy jesteście bezradni. Przy Was mnie wyzywają od chujów i chamów, że cala ulica słyszy, a wy nic. Zaczepiają mnie, wy tez nic.
– Ja nic nie widziałem, a oni są pijani i przecież nie będę się z nimi użerał – odpowiada policjant ze znacząca mina. – Niech pan idzie do domu i ich więcej nie prowokuje.
– Pani tez nic nie widziała? – pytam policjantki. Widać, ze nie chce kłamać, odwraca wiec tylko głowę bez słowa.

Towarzystwo triumfuje:
– Wypierdalaj czubie, a jak mu dziecko nie śpi to sprawdźcie z kim je zostawił w domu, możne samo zostało – ryczy jeden z podpitych.
– Na alkomat chuja – wola drugi rozbawiony.
– Niech pan ich nie prowokuje, niech pan wraca do domu, tu nikt nie nic widział i nie słyszał, a oni są po prostu pijani – tylko tyle ma mi jeszcze do powiedzenia policjant.
– Ale to, ze są pijani ich nie usprawiedliwia – próbuję jeszcze na koniec.
– Idź pan domu – słyszę.

Wreszcie odchodzę ku głośnej uciesze gawiedzi.

To byłby koniec, ale jeszcze coś. Zszedłem znów po 15 minutach, zabawa trwała w najlepsze a radiowóz wciąż stal. Poprosiłem o numery służbowe.

Pan policjant to 911210
Pani policjant – 966146
Radiowoz – Z040
Knajpa – Boscaiola
31 X 2015
Grzegorz Jankowski

Bez komentarza.

2 listopada 2015 08:29