Górnik Zabrze po 54 latach

Finał Pucharu Polski Górnik Zabrze - Raków Częstochowa – 2 maja 2026 Stadion Narodowy
fot. Paweł Jerzmanowski

Na Stadionie Narodowym w Warszawie w finale rozgrywek Pucharu Polski, Górnik Zabrze zmierzył się z Rakowem Częstochowa.

Ten finał przejdzie do historii przede wszystkim jako wielki powrót Górnika. Klub z Zabrza czekał na Puchar Polski 54 lata, a na jakiekolwiek trofeum od 1988 roku. Na Narodowym wygrał organizacją gry i skutecznością.

Organizatorzy zadbali, by finał miał oprawę dużego piłkarskiego święta, a nie tylko kolejnego meczu o trofeum. Już przed pierwszym gwizdkiem stadion pracował jak scena: były muzyczne akcenty skierowane do obu sektorów, w tym „Freed from Desire” zagrane na skrzypcach przy kibicach Rakowa oraz „Górnik Zabrze kocham cię” po stronie zabrzan. Uroczyste odśpiewanie czterech zwrotek hymnu przez ponad 50-tysięczną widownię nadało spotkaniu państwowy ton, a minuta braw dla Jacka Magiery przypomniała, że finał ma także wymiar wspólnotowy. Całość była prowadzona z rozmachem właściwym dla Stadionu Narodowego: światła, muzyka, pełne trybuny i wyraźny rytuał pucharowy zbudowały atmosferę meczu, który od początku wyglądał jak najważniejsze jednodniowe wydarzenie polskiej piłki.

Lepiej mecz rozpoczął Raków, częściej próbował prowadzić grę, jednak z tej przewagi długo wynikało niewiele. Częstochowianie operowali piłką, szukali miejsca między liniami, ale brakowało im tempa, precyzji i odważniejszego wejścia w pole karne. Górnik grał prościej. Czekał na błąd, przesuwał się konsekwentnie i cierpliwie budował własną szansę.

Pierwszy cios padł w 31. minucie. Roberto Massimo wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego i dał Górnikowi prowadzenie, które zmieniło charakter finału. Raków musiał przyspieszyć. Zabrzanie bronili nisko, lecz bez paniki. Każdy odbiór dawał im oddech, a każda kontra przypominała, że ten mecz może wymknąć się drużynie z Częstochowy jeszcze bardziej.

Po przerwie Raków nadal szukał wyrównania, lecz Górnik zachował porządek. Decydujący moment przyszedł w 65. minucie, gdy Maksym Chłań po indywidualnej akcji podwyższył na 2:0. Od tej zabrzanie kontrolowali emocje, a rywal tracił cierpliwość, rytm i wiarę w odwrócenie spotkania.

Końcówka tylko podkreśliła różnicę mentalną między zespołami. Górnik grał jak drużyna świadoma stawki, Raków wyglądał coraz bardziej nerwowo. Czerwona kartka dla Jonatana Brauta Brunesa w doliczonym czasie gry była symbolem frustracji przegranych.

Trybuny od początku nadały finałowi mocny rytm. Stadion Narodowy podzielił się na dwa wyraźne kolory: zabrzańską biel i czerwono-niebieskie sektory Rakowa. Kibice Górnika stworzyli za bramką zwartą ścianę dopingu, z dużym napisem „Torcida” i konfetti, a fani z Częstochowy odpowiedzieli kartoniadą z hasłem „1921–2026. 105 lat dumy świętego miasta”. Po bramkach Górnika stadion reagował jak przedłużenie zabrzańskiej ławki. Raków miał swoją głośną część widowni, ale wraz z upływem czasu inicjatywa emocjonalna coraz mocniej przechodziła na stronę Górnika. Ten doping pomógł drużynie przetrwać trudniejsze fragmenty i spokojnie dowieźć prowadzenie do końca.

Obecność prezydenta Karola Nawrockiego nadała ceremonii rangę państwową, ale najważniejszy obrazek wieczoru należał do klubowej historii Górnika. Po ostatnim gwizdku trofeum trafiło w ręce Stanisława Oślizły, legendarnego kapitana zabrzan, który jako piłkarz zdobywał z klubem Puchar Polski i był symbolem jego największych czasów. Puchar odebrał wspólnie z Erikiem Janżą i Lukasem Podolskim, a ten gest połączył współczesną drużynę z pokoleniem, które budowało wielkość Górnika. Oślizło, 88-letnia legenda Górnika, stał się twarzą powrotu po 54 latach czekania na Puchar Polski. Następnie Lukas Podolski ruszył z pucharem do kibiców, a wspólne celebrowanie trofeum stało się jednym z najbardziej symbolicznych obrazków finału.

Górnik Zabrze – Raków Częstochowa

2:0 (1:0)

Fotoreportaż Pawła Jerzmanowskiego:

 

6 maja 2026 11:43