0

Jak było „W Starym Kinie”?

W starym kinie Stanisława Janickiego fragment okładki książki
W starym kinie Stanisława Janickiego – fragment okładki książki
fot. Roman Soroczyński

Po rozmowie o Warszawie padły pytania o znany program telewizyjny. Odpowiada Stanisław Janicki, pyta Roman Soroczyński.

Na naszej stronie opublikowaliśmy dwie części wywiadu ze znakomitym filmoznawcą i popularyzatorem kina, Stanisławem Janickim. Obie części dotyczyły Warszawy – przed wojną i po jej zakończeniu.
LINK do pierwszej z nich:

Przedwojenna Warszawa okiem Człowieka Kina

Teraz nadeszła pora na część dotyczącą bardzo ważnego programu telewizyjnego „W Starym Kinie”.

Roman Soroczyński:

Kiedy powiedziałem mojej Rodzinie, że będę miał zaszczyt spotkać się z Panem, wszyscy mi zazdrościli. Z wielką przyjemnością wspominam Pański program „W Starym Kinie”. W niedzielę szybko wracaliśmy z kościoła, żeby zdążyć go obejrzeć.

Stanisław Janicki:

To trzydzieści dwa lata, co tydzień, na ekranie, bez urlopów. Nawet jak się nie chce, to wbije się w głowę.

Te pierwsze programy były na żywo? Czy to cały czas było na żywo?

 Tak, pierwsze były na żywo. Dopiero na początku lat siedemdziesiątych pojawiły się nagrania [pierwszy program „W Starym Kinie” został wyemitowany w 1967 rokuprzyp. RS]. Zresztą, były one tak nagrywane, że nie można było wprowadzać w nich żadnych zmian.

Czyli żadnych dubli?

 W trakcie nagrania tak, ale potem już nie. Technika nie pozwalała na to. Warunki pracy były dosyć trudne: małe studio, siedziało się blisko kamery, świeciły filmowe jupitery. Człowiek wychodził cały mokry.

Stąd te słynne ciemne okulary? W jednym z komentarzy przeczytałem: „Całe życie zastanawiałem się, jak osoba niewidoma może opowiadać o filmie”.

(śmiech). Przez pierwsze cztery programy nie stosowałem ciemnych okularów, miałem zwykłe. Jednak, jak wychodziłem ze studia, to wiedziałem, że to nie jest zabawa. Wtedy sprawiłem sobie ciemne okulary. Przez całe życie słyszę „Pinochet”, „Jaruzelski”.

Można było porównywać też do Zbigniewa Cybulskiego.

A tak! Ale Cybulski nosił inne okulary, przyciemniane. A ja miałem klasyczne – takie, jak teraz mam. Przecież ja miałem pięć – siedem dioptrii!

Jak długo przygotowywał się Pan do poszczególnych odcinków niezwykłego programu „W Starym Kinie”?

To zależy. Były odcinki, których tematyka była stosunkowo prosta. Później wchodziłem w coraz więcej szczegółów mogących zainteresować widzów. Wymagało to szukania źródeł, z drugiej strony moje wiedza poszerzała się.

Niedawno w Internecie pojawił się artykuł pod tytułem Stanisław Janicki: Wyrzucili go z TVP po 30 latach! Co robi twórca „W starym kinie”? Przyznam, że na ogół nie czytam komentarzy pod tego typu artykułami, ale teraz zrobiłem wyjątek. Okazało się, że nie było żadnego hejtowania. Wszyscy odnosili się z szacunkiem i uznaniem wobec Pana oraz Pańskiej wiedzy i kultury, o głosie nie wspominając.

Stanisław Janicki wstał i podał dyplom.

Mistrz Mowy Polskiej dyplom
Mistrz Mowy Polskiej – dyplom
fot. Roman Soroczyński

A, Mistrz Mowy Polskiej! Serdecznie gratuluję!

Dwie osoby otrzymały w tym roku. A już kiedyś byłem nominowany.

Z okazji osiemdziesiątych urodzin otrzymał Pan piękną dedykację z Radia RMF Classic: „Panie Stanisławie, dziękujemy za to, że nauczył nas Pan jak oglądać filmy… przez radio”.

Powiem szczerze, że lubię radio. Swobodnie się w nim czuję. Zresztą, skończyło się na radiu. Nie mam już nic poza Odeonem [nazwa cyklu audycji emitowanych w radiu RMF Classicprzyp. RS]. Siedemnaście lat!

Odeon okładka książki
Odeon – okładka książki
fot. Roman Soroczyński

Wydał Pan te felietony w książce Odeon. Felietony filmowe. Pańskie książki szybko znikają z rynku.

To już siedemnaście lat, a książka ukazała się ileś lat temu [w 2013 rokuprzyp. RS]. A ja dalej robię felietony. Na razie są problemy z wydaniem drugiej części. Byłem po słowie z pewnym prywatnym wydawcą z Opola, ale po pewnym czasie okazało się, że ma on kłopoty zdrowotne w rodzinie. Ale trudno! To jest rzecz, którą można spokojnie wydać beze mnie.

Niekoniecznie, bo to są Pańskie felietony. Istotne są prawa autorskie.

Jak „kojfnę”, to jest tylko kwestia praw autorskich.

Ewentualnie Pański Syn musiałby wyrazić zgodę na publikację. Ale nie mówmy o takich przykrych sprawach. Warto wspomnieć, że w 1983 roku w felietonie, opublikowanym na łamach „Anteny”, ubolewał Pan: „Wydaje mi się, że katastrofa językowa, jaką obecnie przeżywamy, wynika przede wszystkim z zatrważającego upadku czytelnictwa”. Minęło niemal czterdzieści lat i pod tym względem, niestety, nic się nie zmieniło na lepsze.

To prawda. Wracając do felietonów, na początek każdego sezonu nagrywam dwa, które są związane z wojną. Później zastanawiam się nad dalszymi… Tematów jest mnóstwo, trzeba tylko wybrać, przygotować i wysłać z pewnym wyprzedzeniem. Wprawdzie w redakcji wiedzą, że jestem punktualny, ale dzięki temu mają jeszcze większy komfort. Ostatnio, w trakcie robienia porządków, natrafiłem na egzemplarz tygodnika „Film”, w którym – jak wiadomo – kilka ładnych lat przepracowałem. To był ten stary „Film” – z czasów, kiedy jeszcze „Ekranu” nie było [„Film” istniał od 1946 roku, a pierwszy numer „Ekranu” ukazał się w 1957 rokuprzyp. RS].

Stanisław Janicki sięga po egzemplarz czasopisma.

Okładka miesięcznika "Film" Delia Boccardo
Okładka miesięcznika "Film" – Delia Boccardo
fot. Roman Soroczyński

Przyszedł mi do głowy pomysł, żeby zaprezentować ten numer: o czym pisano, jak pisano, po co pisano i tak dalej. Bez wdawania się w sprawy polityczne. Ten numer „Filmu” opisuje między innymi film „Sami swoi”. Chciałbym przekazać opowieść o filmie, ale nie swoimi słowami. Mnie tam nie ma! Niech mówią twórcy filmu. Tym bardziej, że ja ich wszystkich znałem. Mularczyk – mój kolega ze studiów, Chęcińskiego znałem, a z Wackiem Kowalskim mam wspaniałą anegdotę, ale na razie nie zdradzę jej. I to mnie wzięło. A jak wzięło, to wiele archiwalnych artykułów wywołuje kolejne wspomnienia i refleksje. Można nawet robić porównania dawnych aktorek i aktorów do tych współczesnych – zarówno pod względem wyglądu, jak i sposobu gry. Kolejna kopalnia – to posiadane przeze mnie roczniki starego „Filmu”. Są one oprawione i pochodzą z kilkunastu lat!

Stanisław Janicki i film o Andrzeju Wajdzie
Stanisław Janicki – i film o Andrzeju Wajdzie
fot. Roman Soroczyński

Niestety, obecnie „wujek Google” zastępuje rzetelne poszukiwania w archiwach. A często zdarzają się tam kardynalne błędy. Nie wszyscy mają świadomość, że powinno się sięgać do źródeł.

Wydaje mi się, że należy mieć trochę wyczucia. Nie powinno się kombinować, że ten sam materiał opublikuje się w różnych wydawnictwach. Oczywiście, zdarzają się przypadki. Tak było na przykład z moim (uważam, że bardzo dobrym!) felietonem o braciach Warner.

Czy Pan odnajduje się we współczesnych filmach?

 Bardzo rzadko. Jestem wychowany na innych filmach. Nie jestem negatywnie nastawiony, ale to musi być film szczytowy, żebym poszedł.

Rozmowa z Panem zainspirowała mnie, aby poszukać, czy powstały podobne publikacje dotyczące ludzi teatru.

To byłoby ciekawe! Przez jakiś czas pracowałem w czasopiśmie „Film i teatr”. Specjalistą od filmu był mój ówczesny szef, Bolesław Michałek – fantastyczny człowiek i znawca. Potem nastąpił podział. To niby się łączy, ale występują zupełnie inne problemy.

Stanisław Janicki i Roman Soroczyński
Stanisław Janicki – i Roman Soroczyński
fot. Eli Janicka

Dziękuję bardzo za poświęcony czas, życząc dużo zdrowia oraz wytrwałości w tak pięknym popularyzowaniu kina. Jednocześnie korzystam z okazji, by podziękować Pańskiemu rozmówcy z książki W starym kinie Stanisława Janickiego, Andrzejowi Pacule, za inspirację do rozmowy.

Również dziękuję.

Zobacz też:

Filmowe spojrzenie na powojenną Warszawę

24 listopada 2022 17:52
[fbcomments]