Jak pogodzić teraźniejszość z przyszłością?

rejon pałacowej cz. wschodnia 2011
fot. google maps

Konsekwencją złej polityki gruntami (zarówno prywatnymi jak i miejskimi) w Warszawie jest zabudowywanie działek rolnych – czyli zazwyczaj wąskich i długich pasków ziemi.

Oprócz druzgoczących efektów estetycznych i urbanistycznych ma to jeszcze jeden fatalny skutek – całe osiedla mają ten sam numer (od ulicy przy której zaczyna się inwestycja), zaś  kolejne budynki oznaczone są literami alfabetu. W ten sposób dochodzi do degradacji miejskiej przestrzeni – a raczej degradacji wizji miejskiej przestrzeni, bo raz zbudowane w ten sposób osiedle to inwestycja na dziesięciolecia, której wkomponowanie w plan zagospodarowania przestrzennego to rzecz w zasadzie niemożliwa.

Zarówno w Warszawie jak i w gminach podwarszawskich na każdym kroku straszą takie getta wśród pól i lasów. Mają one ułomny układ komunikacyjny – zazwyczaj droga dojazdowa jest długa i wąska wzdłuż osiedla. Brakuje miejsc do parkowania a minięcie się dwóch samochodów graniczy z cudem.

Zdarza się, że inwestorzy występują o nadanie nazwy ulicy, która powstaje. Zazwyczaj jednak tak się nie dzieje. Stąd, coraz częściej, miasto zapobiegliwie samo stara się uregulować sytuację zanim powstaną bloki a nowi mieszkańcy otrzymają adresy.

Świetną ilustracją podobnego problemu jest Wilanów. Od kilku lat rośnie tam olbrzymie osiedle mieszkaniowe o dość monumentalnych nazwach ulic: al. Rzeczpospolitej, Sarmacka, Sejmu Czteroletniego, Prymasa Hlonda, Rycerstwa Polskiego itd. Zatem nazwy, które dopiero zostaną nadane powinny być dopasowane do istniejących. Problem w tym, że planu jeszcze nie ma a tam, gdzie w projekcie jest piękna przestrzeń miejska z szerokimi arteriami – obecnie nie ma nic poza chwastami i polnymi ścieżkami. Ilustruje to zamieszczone zdjęcie projektowanego planu zagospodarowania przestrzennego rejon „Pałacowa cz. wschodnia”. Po lewej stronie planu są dwie duże arterie komunikacyjne (góra dół), których jeszcze nie ma – a które można dziś nazwać jedynie prosto i bezpretensjonalnie np. ul. Traw na wietrze” lub „Szczypiorku szerokolistnego”.

I co wobec tego należałoby zrobić? Poczekać? Czy nadać zapobiegliwie nazwę już dziś i dokonać zmiany za kilka lat? Ani jedno, ani drugie rozwiązanie nie jest dobre. Pozostaje więc trzecia opcja – nadanie nazwy, która będzie współgrała z okolicą zarówno dziś jak i w przyszłości. Tylko jaką?

Nazwanie polnej drogi jakąś wzniosłą nazwą np. patriotyczną grozi katastrofą – śmiechem i szyderstwami. Można sobie wyobrazić na jakie kpiny zostali by narażeni miejscy urzędnicy. Dlatego każdy taki wniosek to długa i burzliwa dyskusja. Ostatni taki przypadek zakończył się rozwiązaniem kompromisowym. W moim przekonaniu słusznym – widocznej na planie (druga od lewej) ulicy zaproponowano nazwę ul. „Historyczna”. Nie będzie razić teraz. I wpisze się płynnie w przyszłość Wilanowa.

To na razie tylko pomysł, któremu nadano proceduralny bieg. Ale to dobre rozwiązanie. Tyle, że podobnych problemów jest więcej. I konia z rzędem temu, kto poradzi sobie z podobnymi wyzwaniami.

Na szczęście w Zespole Nazewnictwa Miejskiego (ciało doradcze przy Prezydent m. st. Warszawy) pracują fantastyczni ludzie. Naukowcy, specjaliści w wielu dziedzinach, którzy patrzą na to i podobne zagadnienia z olbrzymią odpowiedzialnością i ogromną wiedzą merytoryczną. Nie po raz pierwszy przyglądam się ich wysiłkom z szacunkiem i podziwem – kształtując własne poglądy na podstawie tego, co usłyszałam na posiedzeniu zespołu.

Decyzje „Zespołu” mają charakter opiniujący, ale nie obligujący. Komisja ds. Nazewnictwa Miejskiego Rady Warszawy może, ale nie musi brać ich pod uwagę. Gdyby w posiedzeniach zespołu nie uczestniczył nikt z komisji – dochodziłoby więc do spięć i niedomówień. Ale tak nie jest. Od wielu już miesięcy gośćmi na tych spotkaniach są członkowie komisji: Przewodnicząca Anna Nehrebecka-Byczewska. I ja.

Nie tylko słuchamy ale też mamy możliwość uczestniczenia w dyskusjach. Dostarczamy zespołowi informacji dotyczących np. prac nad planami zagospodarowania przestrzennego. Ale też wiele się uczymy. I za każdym razem zdobywamy wiedzę, dzięki której możemy w pełni odpowiedzialnie i mądrze tworzyć miejską przestrzeń nazewniczą.

13 czerwca 2014 00:05