0

Pracoholik sierściuchem

Jak zostać kotem
fot. Materiały dystrybutora

„Jak zostać kotem” to najnowsza familijna propozycja dla widzów Multikina.

Już pierwsza scena urzeknie wszystkich „kociarzy” – internetowe filmiki z kotami śmieszą i bawią, jest nawet słynny test zielonego ogórka. Po zaspokojeniu miłośników zwierząt, które mają podobno 9 żyć (oryginalny tytuł tego filmu to właśnie „Nine Lives”), twórcy filmu wypełniają misję kina familijnego. Motywem przewodnim jest zagoniony prezes wielkiego koncernu, dla którego najważniejsza jest firma i biznes, a rodzina może poczekać. Zresztą dla współpracowników (z których główny to jego syn) też nie jest specjalnie wyrozumiały. Zgodnie z zasadami kina familijnego wiemy już, że spotka go kara, która ma być okazją do nawrócenia się na właściwą drogę dla ojca i męża.

Śmieszyć w tym filmie ma jednak przede wszystkim kot. I trzeba przyznać, że wykorzystano tutaj wiele charakterystycznych cech, dzięki którym film wydaje się autentyczny i sprawia dużo radości. Jeżeli tylko dzieciom i kociarzom, to już nie wina pomysłodawców. Tytułowy kot może kilka razy przeszarżuje (któż jednak nie gustuje w trzydziestoletniej whisky), ale ogólnie to zwierzątko pocieszne i musi zdobyć sympatię widza.

Ale oprócz kota swoją pracę domową odrobili również aktorzy, którzy jak na produkcję tego typu zagrali całkiem przyzwoicie. Główni: Prezes zapędzony w swoim szale biznesowym Kevin Spacey, uroczo prezentująca się na ekranie żona Jennifer Garner i całkiem rezolutna córka Malina Wiessman. A jeszcze lepiej jest na drugim planie, gdzie aktorsko błyszczą, co prawda może epizodycznie, Christopher Walken jako sprzedawca kotów i przede wszystkim Cheryl Hines w roli byłej żony oraz zastępca Prezesa – w roli czarnego charakteru (spokojnie, jak przystało na kino familijne, także spotka go kara) Mark Consuelos.

Można oczywiście utyskiwać na wiele rzeczy, od przewidywalnego i mało oryginalnego scenariusza, po chybioną decyzję wykorzystania w dubbingu, chyba tylko w celach promocyjnych, Tomasza Kota (jak ten skądinąd mający do tej pory intuicję w doborze ról aktor zdecydował się na taką chałturę pozostanie zapewne tajemnicą).

Ale to wszystko nie przeszkadza, aby przez półtorej godziny (odrobinę za długo) dobrze się bawić na tym filmie. Odradzać wizytę w kinie można jedynie rodzicom, którzy nie dopuszczają myśli o zakupie sierściucha swoim podopiecznym, bo po takiej dawce kocich wyczynów mogą mieć długie suszenie głowy.

Ocena z zastrzeżeniem, że to kino stricte familijne i ma się podobać przede wszystkim dzieciom (i kociarzom): 6/10.

JAK ZOSTAĆ KOTEM – polski zwiastun

25 sierpnia 2016 08:33

Komentarze