0

Victoria – historia hotelowego kasetonu

Hotel Victoria w Warszawie - marzec 2010
Hotel Victoria w Warszawie – marzec 2010
fot. Tomasz Górny (Wikimedia)

Rozmowa ze Stefanem Kornackim autorem lizbońskiej instalacji z warszawskim neonem hotelu Victoria (dziś Sofitel).

2 lutego 2019 r. pan Piotr Pielak opublikował na Facebooku swój wywiad ze Stefanem Kornackim.  Przypominamy go.

Piotr Pielak pisze:

Co się odwlecze to nie uciecze…Wracam do historii sławnego kasetonu z hotelu Victoria. Udało mi się zadać kilka pytań i oto mój wywiad z autorem instalacji w Lizbonie artystą Stefanem Kornackim.

Przypomnę historię medialną:
parę lat temu wiodące media w Polsce opisywały historię polskiego turysty, który podczas pobytu w Portugalii, przypadkiem odkrył w jednej z dzielnic Lizbony znajomy kaseton reklamowy warszawskiego hotelu Victoria. Kaseton który towarzyszył nam w Polsce przez cały okres PRL-u i był charakterystyczny i w pewnym sensie symboliczny, związany nie tylko z hotelem ale i z epoką. Widoczny w wielu filmach fabularnych i dokumentalnych realizowanych w PRL-u… Kaseton zniknął na wiele lat i wszyscy o nim zapomnieli… Odkrycie tego kasetonu w tak odległym miejscu było sensacyjne i wielu sobie o nim przypomniało i zadawało sobie pytanie, jak on tam trafił?

Ta historia, to taka ciekawostka warszawska.
Oto kilka odpowiedzi związanych z historią kasetonu.

Piotr Pielak:

Jak stałeś się właścicielem kasetonu Victoria, napisz proszę jak do tego doszło i jakie miałeś z tym perypetie?

Stefan Kornacki:

Historia jest dość zawiła. O demontażu kasetonu dowiedziałem się od mojej kuzynki, która znała moje wcześniejsze projekty z neonem Kosmos oraz Uniwersam, które realizowałem w Toruniu. Dała mi cynk, że coś takiego mam miejsce w Warszawie. To był 2011 rok, ale wtedy na nic się zdały moje maile i pytania, czy mógłbym wykorzystać napis w ramach Inscription Project. Tak nazywa się cykl działań, instalacji oraz spektakli realizowanych przeze mnie z użyciem napisów od 2009 roku w Polsce i w Europie.

Wracając do Victorii – wysyłałem sporo maili, ale nowy właściciel stwierdził, że ma inne plany i niestety nie nawiążemy współpracy. Wszystko zmieniło się przypadkiem, kiedy mieszkałem już w Warszawie. Biegłem wtedy do domu przez park przy Placu Piłsudskiego, gdyż dopadły mnie problemy żołądkowe. Nie widząc jakichkolwiek szans na dotarcie do domu wbiegłem do hotelu Victoria. Możliwe, że ta chwila medytacji była kluczowa, gdyż postanowiłem dowiedzieć się, co stało się z napisem, gdyż minęły cztery lata. I tak od słowa do słowa udało mi się spotkać z wspaniałym Panem Tomaszem, dzięki któremu napis przetrwał. Leżał pod dywanami w piwnicy budynku. Nie był w super stanie, ale przeżył. Kilka miesięcy po tym wydarzeniu dostałem zaproszenie na festiwal w Cascais. Idealne miejsce, by zaprezentować Victorię.

Skąd pomysł na ta instalację, może to przypadek? Dlaczego Lizbona?

Z Lizboną jestem artystycznie związany już od wielu lat. Współpracuję z tamtymi galeriami, artystami i kuratorami. Dzięki zaproszeniu na festiwal mogłem przewieźć napisy, to zawsze logistyczne wyzwanie. Tak więc na początku Victoria została pokazana w Cascais na festiwalu Lumina. Dopiero później, w grudniu realizowałem wystawę „Things to Come” W Palacio Belmonte w Lizbonie To tam turysta odnalazł Victorię i zrobił zdjęcie. Kuratorem wystawy byli Mario Caeiro oraz Frederic Custols, a wydarzenie było jednym z cyklu „Ligtcraft”

Tytuł pochodzi z filmu science-fiction z 1936 roku, który bardzo skojarzył nam się z ruinami, w których powiesiłem napisy. Sam film opowiada o wojnie totalnej, mnóstwo tam ruin i właśnie spadających napisów.

Ile czasu zajęło Ci wykonanie tej instalacji, Czy było jakieś oficjalne otwarcie tego wydarzenia artystycznego? Jak zareagowała lokalna społeczność?

Napisy instalowaliśmy przez tydzień. Najtrudniej było zainstalować Victorię, gdyż z budynku została praktycznie tylko fasada, a użycie dźwigu było niemożliwe. Razem z Felipe Cena używaliśmy lin, żeby zamontować napis. Było trochę wspinania, trochę strachu. Oficjalne otwarcie wystawy odbyło się 12.12.2015. W marcu wystawa została zdemolowana przez lokalnych wandali i zdemontowana w marcu 2016. Jakie były reakacje? Victoria na pewno kojarzyła się z Rewolucją Goździków. Ingerencja w tą przestrzeń była dla mieszkańców dość kosmicznym wydarzeniem. To bardzo uczęszczane miejsce w którym nagle pojawiły się napisy z polskich budynków. Finalnie jednak lokalne grupy wandali, które rościły sobie prawo do tego rewiru i nocowania w ruinach zdemolowało napisy, Nie oberwało się na szczęście Victorii oraz Kosmosowi. Więc podsumowując – reakcje były skrajnie różne. Co innego wcześniej na festiwalu Lumina. Tam napis ustawiony na ziemi wzbudzał zachwyt.

Co chciałeś powiedzieć, lub wyrazić poprzez tą instalację? Czy jej przekaz miał być jakiś konkretny, kierowany konkretnie, czy bardziej chodziło o uniwersalny aspekt wizualny? Wiesz chodzi mi o to, że dla mnie kaseton ma inne znaczenie, a inne jest zapewne dla Portugalczyka. Ja to interpretuje w oparciu o wiedzę historyczną i symboliczną.

Tytuł wystawy pochodzi z filmu science- fiction „Things to Come” z 1936 roku, który bardzo skojarzył nam się z ruinami, w których powiesiłem napisy. Opowiada o wojnie totalnej, kosmicznych imperializmach, mnóstwo tam ruin i właśnie spadających napisów. W tej instalacji liczył się jednak przede wszystkim aspekt wizualny. Wspaniale, że dzięki turyście, który zrobił słynne zdjęcie cała ta akcja zyskała aż tak duży zasięg. To właśnie uwielbiam w sztuce. Super sprawa. Pojawiały się oskarżenia, czemu Victoria jest w takim stanie, ale cóż – taką ją odzyskałem. Nikt zapewne nie zareagowałby, gdyby nigdy już nie zobaczył napisu, a aluminium z którego jest zrobiony znajdowałoby się w jego dłoni wypełnione piwem. To, że napis przetrwał to przede wszystkim zasługa pana Tomasza, ja mogę dać jej drugie artystyczne życie.

Czy jest jakiś dalszy ciąg tej historii? Co dzieje się teraz z tym kasetonem? Jakie są (jak są) plany z nim związane?

Wystawa „Things to Come” została zdemolowana, to był niesamowity wysiłek, żeby sprowadzić ją do Polski. Bardzo chciałbym podziękować Ambasadzie Polskiej w Lizbonie, która zawsze wspiera moje działania a w tym wypadku spisała się na medal. To też praca moich znajomych i pomoc prywatnych osób. Całe to nieprzyjemne wydarzenie zainspirowało mnie do stworzenia kolejnej wystawy – „GO HOME” w Toruńskim Centrum Sztuki Współczesnej, gdzie podsumowałem lata działań „Inscription Project”. To była pierwsza tak duża wystawa tego projektu w galerii. Zazwyczaj działam w otwartej przestrzeni.

Plany dotyczące Victorii oczywiście są. Na razie jest bezpiecznie zmagazynowana. Z moją koleżanką poświęciliśmy masę czasu by móc ustawić Victorię na placu Zbawiciela, zajęło nam to prawie cały 2017 rok, ale niestety nie udało się. Chociaż historia napisu pokazuje, że nie należy składać broni. Na pewno chciałbym pokazać go mieszkańcom Warszawy. Po roku nieobecności w Polsce wróciłem do stolicy więc na pewno coś się wydarzy. Ale jak w przypadku każdych działań wolałbym pisać o konkretach a nie o planach. Jeśli coś wypali na pewno trudno będzie nie zauważyć Victorii, to bardzo duży napis. I bardzo szczególny.

Stefan Kornacki

to artysta multimedialny. Performer, reżyser, poeta, twórca grupy muzycznej SER CHARLES [Organek, Staszewski], współtworzy naukowo-artystyczną grupę INSTYTUT B-61,gdzie występował wspólnie z m.in. z takimi artystami jak: Tomasz Stańko, Mariusz Lubomski, L.U.C., Domowe Melodie oraz Maja Kleszcz. Obecnie pracuje m.in nad projektami Inscription, Local News oraz Szerokości. Laureat Talentów Trójki 2012 przyznawanych przez Program 3 Polskiego Radia kategorii sztuki wizualne, Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Wyróżniony tytułem Kulturysta, przyznawanym przez Radiowy Dom Kultury.

Zdjęcia z kolekcji autora wywiadu

7 września 2020 23:00