O grafomance i kolaborantce z czasów okupacji niemieckiej w Warszawie opowiada Piotr Banasiak z Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie.
135. felieton pod wspólną nazwą: Stolica historii. Przedstawiają członkowie Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie, które są już od trzech lat emitowane w każdą sobotę, w nieco skróconej wersji, w Radiu Kolor.
Podcast Radia Kolor jest pod tekstem.
Z cyklu:
Stolica historii. Przedstawiają członkowie
Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie.
Odcinek CXXXV:
Helena Wielgomasowa.
Królowa poezji
Generalnego Gubernatorstwa
Opowiada Piotr Banasiak
Grafomania to natrętne pisanie utworów literackich przez osoby pozbawione talentu. Choć Światowa Organizacja Zdrowia, nie wykazuje takiej jednostki chorobowej to niektórzy psychiatrzy są innego zdania. Pacjentom dotkniętym tego typu skłonnościami diagnozują poważne zaburzenia kompulsywno-obsesyjne.
Tak czy inaczej sytuacja grafomana do łatwych nie należy.
Jest on bowiem święcie przekonany, że pisze utwory wartościowe i w związku z tym uporczywie dąży do ich publikacji. Bo druk jest dla niego największym afrodyzjakiem. W skrajnych wypadkach grafoman może nawet stanąć przed sądem i skończyć w więzieniu.
I o takim przypadku chciałem dzisiaj Państwu opowiedzieć.
Helena Domańska od dziecka marzyła o karierze poetki.
Gdy tylko dorosła postanowiła z przytupem wkroczyć na arenę dziejów.
Niestety żadna redakcja nie chciała jej wierszy.
Szczytem sukcesu, który osiągnęła była współpracowała z tygodnikiem „Wolne Myśli. Wolne Żarty” pomawianym przez stróżów moralności o szerzenie pornografii.
Między pisaniem kolejnych poezji poznała urzędnika z Siedlec Adama Wielgomasa, który wkrótce został jej mężem. W połowie lat dwudziestych bohaterka mojej opowieści w pogoni za szczęściem przeniosła się do Warszawy. Niestety i tutaj nikt nie poznał się na jej talencie. W tym okresie była już samotną matką i cały wysiłek wychowania synów spada na jej wątłe ręce. Pracowała jako telefonistka a między czasie uczyła się w prywatnej szkole filmowo-scenicznej a także w szkole baletowej. Znajdowała też czas na prowadzenie teatrzyku dziecięcego i uczestnictwo w Zawodach Przysposobienia Wojskowego na warszawskich Bielanach, gdzie stawała na podium w konkurencji pchnięcia kulą. No i oczywiście uporczywie pisała wiersze, których nikt nie chciał drukować.
Po klęsce kampanii wrześniowej i utworzeniu Generalnego Gubernatorstwa sytuacja milionów Polaków stała się dramatyczna. I właśnie w tych trudnych czasach szczęście uśmiechnęło się do Wielgomasowej.
Talent wzgardzonej poetki odkryli okupanci, który postanowił wydawać prasę polskojęzyczną. Każdy rozsądny człowiek zdawał sobie sprawę z propagandowego wymiaru tego przedsięwzięcia. Dlatego też za publikowanie w prasie „gadzinowej”, bo taką nazwę nadali jej mieszkańcy Warszawy, groziły surowe kary ze strony Państwa Podziemnego.
Garstka dziennikarzy, która zdecydowała się na współpracujące z koncesjonowanymi tytułami takimi jak „Nowy Kurier Warszawski”, „Fala” czy „Siedem dni” ukrywała swoją tożsamość pod pseudonimami. Wyjątkiem była Wielgomasowa, która podpisywała wiersze i opowiadania własnym imieniem i nazwiskiem. W jej mniemaniu bowiem wielka poezja nie powinna być anonimowa.
Ze względu na ilość publikacji prasowych (a było ich blisko trzysta) zyskała wkrótce ironiczny przydomek „Królowej poezji Generalnego Gubernatorstwa”. Rozwiejmy w tym miejscu wszelkie wątpliwości oburzonych – żaden z utworów Wielgomasowej nie był apoteozą hitleryzmu. Bohaterka mojej opowieści powielała bowiem tylko poetyckie sztampy o następujących po sobie porach roku, czy w najlepszym razie rozpieszczała czytelników erotykami. Jednym słowem na pewno nie szkodziła jak to w owych latach patetycznie mówiono – sprawie narodowej.
W duchu patriotycznym wychowywała też swoich synów.
Wiesław utalentowany baletmistrz jako żołnierz Armii Krajowej zginał w Powstaniu Warszawski. Roland był żołnierzem Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii.
Po wojnie Wielgomasowa pojawiła się w Krakowie chcąc wstąpić do reaktywowanego tam Związku Zawodowego Literatów Polski – chwaląc się przed komisją rekrutacyjną swym dorobkiem z okresu okupacji. Została jednak wkrótce aresztowana i oskarżona o współprace z hitlerowcami. Prokuratura uznała jednak, że publikowane przez nią utwory nie były szkodliwe.
Długo jednak nie cieszyła się wolnością.
W 1948 r. została ponownie zatrzymana i tym razem skazana za to same przewinienie na 6 lat więzienia. Wyszła na wolność w 1952 r. Pracowała później jako plastyk projektujący witryny sklepowe. Reżyserowała też przedstawienia dla dzieci w domach kultury. Zmarła w wieku 75 lat jako artystka niedoceniona.
O dziwo łaskawiej historia się obeszła z wybitnymi polskimi poetami, którzy gloryfikowali zbrodniarzy komunistycznych mających na rękach krew dziesiątków tysięcy naszych rodaków. Szczęśliwie uniknęli oni więzień i infamii. Najwyraźniej wielki talent może usprawiedliwić wszystko. Niestety mojej bohaterce właśnie talentu, nawet tego bardzo małego, zabrakło i dlatego twórczość „królowej poezji Generalnego Gubernatorstwa” musiała trafić na śmietnik historii.
Piotr Banasiak
Studiował na Uniwersytecie Warszawskim i Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu.
Kustosz w Muzeum Sportu i Turystyki.
Przewodniczący Stowarzyszenia Miłośników Twórczości Brunona Jasieńskiego.
Zapalony turysta, cyklista i biegacz długodystansowy.
Od dwóch lat członek Sekcji Historii Sportu i Turystyki Towarzystwa Miłośników Historii.
Podcast Radia Kolor
4:41 min.
Zobacz też inne odcinki cyklu:
- Lista odcinków: [LINK]









