O miłośniku damskich wcieleń opowiada Piotr Banasiak z Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie.
139. felieton pod wspólną nazwą: Stolica historii. Przedstawiają członkowie Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie, które są już od trzech lat emitowane w każdą sobotę, w nieco skróconej wersji, w Radiu Kolor.
Podcast Radia Kolor jest pod tekstem.
Z cyklu:
Stolica historii. Przedstawiają członkowie
Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie.
Odcinek CXXXIX:
Przypadek Zygmunta Walendy.
Opowiada Piotr Banasiak
Bohater mojej opowieści na pierwszy rzut oka niczym się nie różnił od dziesiątków tysięcy Warszawiaków, którzy ma przełomie lat dwudziestych i trzydziestych z mozołem zarabiali na utrzymanie.
Jak donosiła prasa:
Od rana do zmroku pan Zygmunt Walenda handluje w halach Mirowskich, gdzie ma własny sklep z nabiałem.
Ale po powrocie do domu zaczynał on drugie życie.
Ubiera się w damskie szaty i zasiada przed lustrem.
Różuje sobie usta, przyczernia brwi i pachnący i upudrowany, z torebką w dłoni wychodzi na przechadzkę.
Świadkowie twierdzili, że:
Ubiera się bardzo modnie, posiada kosztowne futra i całe składy jedwabnej bielizny, a że mówi kobiecym dyszkantem i zapuścił długie włosy, starannie ondulowane, przeto nikt nie domyśliłby się mężczyzny pod tym przebraniem.

I Walenda z tego korzysta.
W trakcie nocnych spacerów zaczepia napotkanych mężczyzn, którzy odurzeni alkoholem, chwiejnym marynarskim krokiem, zmierzają do domu. Chcąc podtrzymać szampański nastój ulegali oni często pokusie poddania się – jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli – innej czynności seksualnej.
Niestety, dla Walendy, zdarzali się też i tacy, którzy okazywali się ponad miarę spostrzegawczy. W trakcie owych „czynności” odkrywali oni brutalną prawdę…
Szok, który temu towarzyszył powodował wybuch agresji.
Walenda pobity musiał salwować się ucieczką.
Kiedy przygody Walendy nagłośniła prasa w stolicy wybuchła panika.
Mężczyźni obawiali się czy aby pod strojem szykownej damy, którą akurat adorują nie kryje się czasem legendarny Walenda.
Bohater mojej opowieści przybierał bowiem różne postaci:
- przybyłej z prowincji wiejskiej dziewuchy…,
- albo studentki w białej czapce z teczką wypchaną książkami…
- ale też modnej damy, która przy stoliku wytwornej restauracji „czerwonemi jak krew usteczkami ciągnie przez słomkę mazagran.”
Jednym słowem Walenda mógł się wcielić w każdą kobietę.
A pójście na karnawałowy bal maskowy wiązało się już z bardzo dużym ryzykiem. Bo jak niosła plotka, celował właśnie w tego typu weneckich uciechach.
Walenda łatwego życia nie miał bo stanowił poważną konkurencje dla prostytutek, którym podbierał klientów.
Gazety donosiły:
Nocy wczorajszej kilka kobiet wciągnęło Walendę podstępem do dorożki i wywiozło na ul. Filtrową. Tam Walendę poddano egzekucji. Przede wszystkiem rozebrano go z sukien a później solidnie obito.”
Napady na jego dom były codziennością.
Ale oszczędzę Państwu tych drastycznych opisów.
I w tym miejscu moja opowieść z farsy zamienia się w tragedię zaszczutego człowieka, który jest prześladowany, bity i w prasie codziennej wyszydzany jako „Malowane dziwo” czy „Zwyrodnialec w przebraniu kobiecym”.
Walenda kluczy w labiryncie miasta, zmienia adresy, myli tropy, a jak trzeba to walczy z prześladowcami co niejednokrotnie kończy się dla niego więzieniem. Nikt nie daje wiary, że się tylko broni. Prowokuje więc spotyka go zasłużona kara – wyrokuje warszawska ulica.
Na rozprawach sądowych mówił, że przebieranie się za kobietę sprawia mu przyjemność, że nie robi nikomu krzywdy, że od dziecka bawił się lalkami…

Jak donosili dziennikarze:
Władze więzienne miały z Walendą poważne kłopoty, gdyż umieszczenie go w oddziale kobiecym byłoby sprzeczne z regulaminem, a w oddziale męskim – niemoralne.
Po kolejnej odsiadce coraz częściej sięgał po alkohol, oczywiście po słodkie likiery, które przenosiły go na „wyspy szczęśliwe” gdzie nie doświadczał bicia i pogardy. W tym trudnym dla siebie czasie postanowił zaopiekować się niemowlęciem jednej z prostytutek, która w czasie pracy pozostawiała dziecko bez żadnego nadzoru na strychu kamienicy.
Prasa informowała:
Zatrzymany Walenda zeznał, że dziecko porwał, aby zająć się jego losem, ponieważ pragnął choć raz w życiu zaznać uczucia macierzyństwa.

W 1937 r. tropy po Walendzie się urywają.
Bohater mojej opowieści miał wtedy najprawdopodobniej około czterdziestu lat. Pozostaje nadzieja, że jego życie nie skończyło się tragicznie.
Może w milionowej Warszawie znalazł się wtedy choć jeden sprawiedliwy, który wyciągnął do niego pomocną dłoń i zrozumiał…





Piotr Banasiak
Studiował na Uniwersytecie Warszawskim i Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu.
Kustosz w Muzeum Sportu i Turystyki.
Przewodniczący Stowarzyszenia Miłośników Twórczości Brunona Jasieńskiego.
Zapalony turysta, cyklista i biegacz długodystansowy.
Od dwóch lat członek Sekcji Historii Sportu i Turystyki Towarzystwa Miłośników Historii.
Podcast Radia Kolor
4:39 min.
Zobacz też inne odcinki cyklu:
- Lista odcinków: [LINK]








