Chappie, albo współczesny Frankenstein

Chappie - myślący robot
Chappie – myślący robot
fot. mat. prasowy

Kolejna odsłona greckiego mitu o Prometeuszu, który wbrew Zeusowi ulepił człowieka z gliny na podobieństwo bogów. Dał mu duszę z boskiego ognia. Za karę został przykuty do skały, a sęp codziennie wydziobuje mu wątrobę.

W roku 1918 w Londynie ukazała się powieść pod tytułem „Frankenstein; or, The Modern Prometheus” – „Frankenstein, albo współczesny Prometeusz”. Autorka Mary Shelley opisała przygody młodego naukowca Victora Frankensteina, który odkrył jak można ożywić martwą materię, ppozszywał, więc różne kawałki martwych ludzi i… resztę tej historii na pewno już znacie. Frankenstein na stałe trafił do kanonów kultury masowej, jest uznawany za pierwszą powieść popularno naukową (ang. science fiction).

W roku 2015 reżyser i scenarzysta Neill Blomkamp przedstawił film Chappie.

Dr Deon Wilson, grany przez Deva Patela („Milioner z ulicy”), programuje zezłomowanemu robotowi policyjnemu „22” możliwość rozwoju ludzkiej świadomości. Innymi słowy chce mu dać duszę. Zresetowana pamięć robota ma być zapisana czułością, literaturą piękną i wrażliwością na sztukę. Dr Deon traci kontrolę nad sytuacją, robot trafia do psychodelicznej namiastki rodziny.

W roli „rodziców” wystąpili zaskakująco dobrze grający siebie samych naturszczycy, Yo- landi Vi$$er i Ninja z zespołu „Die Antwoord”. Para gangsterów, mając zamiar wykorzystać robota do swoich niecnych celów, przejmuje proces wychowawczy „dziecka”, wypełniając jego pamięć przestępczym slangiem, agresją i odpowiednio wyluzowaną postawą.

Film obfituje w dobrze skonstruowane sceny akcji, podkreślone odpowiednią muzyką. Nie brakuje dobrego humoru równoważącego brutalność. Całość jest wykonana w chropawej estetyce, znanej już z filmów „District 9” i „Elisium”. Podobnie jak w poprzednich filmach reżysera, akcja dzieje się w jego rodzinnym Johannesburgu, miejskie slumsy wykorzystano jako naturalną scenografię. Gangsterska rzeczywistość, choć podobna do tej oklepanej z Los Angeles lub Nowego Jorku, daje wrażenie surowej i nieobliczalnej. W ten sposób obraz zyskuje aromat kina niezależnego, na którym wypłynął „District 9”. Reżyser konsekwentnie ujednolica wizualnie swoje filmy, tworząc charakterystyczną stylistykę. Miło przypomnieć sobie, że między cukierkowym USA a intelektualną Europą istnieje RPA ze swoją własnym poczuciem smaku. W ten widowiskowy sposób Blomkamp ukazuje mechanizm nakręcającej się spirali nienawiści, przemocy i podziałów społecznych. W rolach drugoplanowych na ekranie odnajdziemy Sigourney Weaver (zwiastującej mający dopiero powstać obraz Blomkampa, kontynuację „Obcy – decydujące starcie”), oraz Hugh Jackmana grającego dr Vinceta Moora, nemezis Dr Deona (sępa, który wyrwie mu wątrobę).

Neill Blomkamp (reż. „District 9” i „Elysium”) urodził się w 1979r. w Johannesburgu w RPA. Na okres jego dojrzewania przypadł upadek rasistowskiego apartheidu i wprowadzenie w 1994r. demokracji, której twarzą był Nelson Mandela. Przemiana ta była poprzedzona krwawymi zamieszkami w latach osiemdziesiątych (około 600 ofiar) i tzw. masakrą Sharpeville w 1960r., kiedy rządowa policja zabiła ok. 70 osób protestujących przeciw ówczesnej administracji. RPA do chwili obecnej targana jest konfliktami rasowymi, wzajemną nieufnością i przemocą. Nie dziwi zatem, że Neill wraz z Terrim Tatchellem (współtwórcą scenariuszy do „District 9”, „Elysium” i „Chappiego”) częstują nas dystopicznymi wizjami brutalnej przyszłości, w której jedna grupa ze strachu i ignorancji odmawia prawa do godnego życia innej grupie lub cynicznie ją wyzyskuje.

Chappie może powodować wrażenie że wszystko to już gdzieś widzieliśmy. Mimo to muszę uczciwie przyznać, że bawi dużą ilością efektów specjalnych, szybką akcją, poczuciem humoru i dobrą muzyką. Jak przystało na film sci-fi, ma też stronę filozoficzną. Jest lustrem, w którym mamy się przejrzeć i jeszcze raz odpowiedzieć na pytanie zadane w 1918 r. przez Mary Shelley.
W czym tkwi istota człowieczeństwa?

1 kwietnia 2015 00:17