Romuald Traugutt to fascynująca to postać, o której opowiada prof. Wojciech Iwańczak z Towarzystwa Miłośników Historii.
137. felieton pod wspólną nazwą: Stolica historii. Przedstawiają członkowie Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie, które są już od trzech lat emitowane w każdą sobotę, w nieco skróconej wersji, w Radiu Kolor.
Podcast Radia Kolor jest pod tekstem.
Z cyklu:
Stolica historii. Przedstawiają członkowie
Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie.
Odcinek CXXXVII:
Dyktator powstania styczniowego
Romuald Traugutt
Opowiada profesor Wojciech Iwańczak
Fascynująca to postać o żelaznym charakterze, znana i ceniona, ale chyba nie do końca rozumiana, do czego przyczynia się jego nietypowy życiorys.
Urodził się w roku 1826 w Szostakowie w guberni grodzieńskiej – dzisiejsza Białoruś – a jego rodzina od strony ojca pochodziła z Niemiec. Jeden z jego przodków służył w gwardii Augusta Mocnego, zaś dziadek był oficerem w powstaniu kościuszkowskim. Gdy Romuald miał dwa lata zmarła mu matka, a jego wychowaniem zajęła się babka, Justyna z Szujskich Błocka. Jej zawdzięcza wychowanie w duchu patriotycznym i poczucie odpowiedzialności.
W latach 1836 – 1842 uczył się w gimnazjum w Świsłoczy. Wykazywał duże zdolności i szerokie zainteresowania, w efekcie ukończył szkołę ze srebrnym medalem. Marzył o studiach i próbował dostać się do Instytutu Inżynierów Komunikacji w Petersburgu i do Głównej Szkoły Inżynierów. Nie dopuszczono go jednak do egzaminów, gdyż placówki przechodziły reorganizację. Poza tym Traugutt przekroczył granicę wieku, zabrakło mu też zapewne poparcia. W tej sytuacji młodzieniec wstąpił do batalionu saperów, gdzie został junkrem. Przygotowując się do egzaminu na junkra mieszkał w bursie, a koledzy zanotowali, że:
był spokojny, nieśmiały, zamknięty w sobie i na pozór na wszystko obojętny. Jedynie nie znosił najmniejszego lekceważenia lub ubliżania religii katolickiej, papieżowi, jakiegokolwiek żartu lub naigrawania się z duchownych tego wyznania, wówczas opuszczała go zimna krew i wpadał prawie we wściekłość.
Jako junkier przez 3 lata uczestniczył w wykładach i ćwiczeniach wojskowych, po czym zdał egzamin oficerski i uzyskał stopień chorążego (praporszczyka). W wojsku rosyjskim był saperem, ale na etacie inżyniera. Prawdziwym sprawdzianem jego talentów militarnych stał się udział w Wiośnie Ludów w roku 1848, gdy wziął udział w interwencji wojsk carskich w tłumieniu rewolucji na Węgrzech. Walczył w szeregach rosyjskich dowodzonych przez Iwana Paskiewicza,, który zasłużył się przy tłumieniu powstania listopadowego. Natomiast po stronie walczących o niepodległość Węgrów dzielnością wykazali się polscy generałowie Bem i Wysocki.
Co czuł wtedy walczący w rosyjskim mundurze Traugutt – Polak i katolik?
Tego się nie dowiemy, ale odznaczał się wielkimi zdolnościami wojskowymi, ciągle awansował, dostawał medale za odwagę.
Po powrocie z Węgier postanowił założyć rodzinę, za żonę pojął córkę jubilera z Warszawy Annę Emilię Pikiel. Zamieszkali w Żelechowie, ale szczęściem rodzinnym cieszył się niedługo, wysłano go na wojnę krymską, gdzie Rosja zmagała się z Turcją i jej sprzymierzeńcami, m. in. Anglią i Francją. Traugutt po kilkuletnich walkach otrzymał kolejne wyrazy uznania. Jednak lata ciężkiej służby i tragedie życiowe (śmierć żony i dwójki dzieci) sprawiły, że podjął starania o zwolnienie z armii, miał zamiar z dobrą emeryturą pracować jako wykładowca w uczelniach cywilnych. Ożenił się też po raz drugi.

Tych planów nie zrealizował.
Ostatnią piękną i bohaterską kartą w jego krótkim życiu był udział w powstaniu styczniowym. Znakomicie wykształcony podpułkownik armii carskiej nie wierzył w powodzenie zrywu powstańczego, wiedział świetnie jaką przewagę mają wojska rosyjskie, ale po wielu namowach sąsiadów włączył się do walki.
Co nim kierowało?
Czy chęć ekspiacji za służbę rosyjskiemu zaborcy?
W powstaniu Traugutt odegrał wybitną rolę.
Walczył, dowodził, uczestniczył w misji dyplomatycznej do Paryża z prośbą o pomoc, kierował powstaniem jako dyktator, którym został widząc nieudolność Rządu Narodowego, pracował niestrudzenie, w zapamiętaniu.
Koniec pięknego snu nastąpił w nocy z 10 na 11 kwietnia 1864 roku.
Został aresztowany i przewieziony na Pawiak, potem do X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej, w śledztwie mówił prawdę, ale nikogo nie obciążył.
5 sierpnia 1864 roku na stoku Cytadeli zawisł na szubienicy wraz z czterema towarzyszami walki. Rosyjska orkiestra wojskowa grała głośno walca, a wielotysięczny tłum śpiewał:
Święty Boże, Święty Mocny…
Ten niezwykły człowiek jest ciągle obecny w świadomości narodu.
Wiele szkół i drużyn harcerskich nosi jego imię, wspominają go liczne pomniki, podjęto nawet próby by jako męczennika wynieść go na ołtarze i beatyfikować.
Wojciech Iwańczak
Profesor zwyczajny, mediewista.
Zajmuje się Europą Środkową schyłku średniowiecza, dziejami Czech, historią geografii i kartografii.
Autor ponad 400 publikacji w kilkunastu krajach, członek czynny Polskiej Akademii Umiejętności, Sekretarz Generalny Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, Członek Honorowy Polskiego Towarzystwa Historycznego, Członek Honorowy Czeskiego Towarzystwa Historycznego.
Od ponad 30 lat członek Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie.
W latach 1999 – 2005 Prezes TMH.
Podcast Radia Kolor
5:20 min.
Zobacz też inne odcinki cyklu:
- Lista odcinków: [LINK]




