”Drzewo Maurycego”
rozmowa z autorką powieści

Małgorzata Karolina Piekarska - na spotkaniu literackim. Fot. Fryderyk Nowak
Małgorzata Karolina Piekarska – na spotkaniu literackim.
fot. Fryderyk Nowak

Rozmawiamy z Małgorzatą Karoliną Piekarską, autorką kolejnej ciekawej książki osadzonej w warszawskich realiach.

Z MKP (To akronim imion i nazwiska Małgosi) znamy się pewnie od około 30 lat, a zbliżył nas do siebie… Internet. Poznaliśmy się w ubiegłym wieku dzięki grupie dyskusyjnej pl.regionalne.warszawa (Usenet warszawski), ale spotykaliśmy się też na innych jak choćby na pl.listserv.chomor-l (grupa humorystyczna) zasypywanej dowcipami, i na której powstawały pierwsze żarty obrazkowe zwane dziś „memami’’.
Małgosia znana jest z olbrzymiego poczucia humoru.

Jest niezwykle pracowita. Jako dziennikarka i pisarka, scenarzystka i zachłannie  pochłaniająca wiedzę w stopniu naukowym. Jej domeną są historia sztuki i genealogia. Z pasją oddaje się również pracy społecznej w Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich.

Drzewo Maurycego to jej książka, która ukazała z początkiem tego roku nakładem Wydawnictwa LTW.
O niej rozmawiam z MKP.

Drzewo Maurycego - okładka książki. Fot. Mat. prasowy
Drzewo Maurycego – okładka książki.
fot. Mat. prasowy

Warszawa jest wdzięcznym miejscem
dla powieści

Michał Pawlik:

„Drzewo Maurycego”, twoja najnowsza powieść, ukazało się po 7 latach od poprzedniej książki „Licencja na dorosłość”.
To trochę długo, nie uważasz?

Małgorzata Karolina Piekarska:

Oczywiście, że tak uważam, ale…
Drzewo Maurycego było gotowe już 5 lat temu.
Napisałam tę książkę dla wydawnictwa Nasza Księgarnia. Wydawnictwo podpisało ze mną umowę, która po jakimś czasie została rozwiązana. Wpływ na to miał wybuch pandemii koronawirusa. Przez 4 lata szukałam nowego wydawcy śląc listy, które pozostawały praktycznie bez odpowiedzi. Wprawdzie kilku odpisało, że to jest za duże przedsięwzięcie, ale byli tacy, których reakcja polegała na złożeniu mi propozycji, bym napisała im coś innego, choć z rozmowy wynikało, że tego nawet nie przeczytali, po prostu nie interesował ich temat. Wtedy wpadłam na pomysł, by porozmawiać z LTW. Właściciele wydawnictwa – Maria i Marek Jastrzębscy kochają historię i wydają ciekawe książki, więc spytałam, czy by to ich nie zainteresowało. Bo z jednej strony jest to powieść dla młodego czytelnika, ale może pomoc także dorosłym w rodzinnych relacjach. Odpowiedzieli pozytywnie, gdyż uznali, że to ciekawy temat.

No właśnie. Temat! O czym jest „Drzewo Maurycego”?

Najkrócej mówiąc jest to powieść o odkrywaniu własnych korzeni.
Główny bohater zaczyna to robić właściwie przypadkiem, za sprawą nowej koleżanki, która nazywa się Marysia Sobieska i twierdzi, że jest potomkinią króla Polski. Maurycy dość szybko przeprowadza pierwsze śledztwo i stwierdza, że nie jest to możliwe, ale z jakichś powodów, dla siebie samego niezrozumiałych, nie mówi jej o tym. Przy okazji zaczyna badać własne drzewo…

Sam z siebie? Ile lat ma Maurycy?

Jedenaście i oczywiście nie robi tego zupełnie sam. Pomocnym jest tu dziadek, którym Maurycy musi się zająć, bo dziadek mieszka sam i w ostatnią niedzielę wakacji ulega wypadkowi – łamie rękę i nogę. Dziadek jest leksykografem i pracuje nad słownikiem genealogicznym, czyli takim, który zbiera pojęcia związane z genealogią. Cała książka, która jest klasyczną powieścią, została przeze mnie pomyślana tak, by wzmacniała więzi rodzinne i prowokowała do rozmów międzypokoleniowych. By młodsi czytelnicy zadawali pytanie o dzieciństwo dziadków, a dziadkowie zastanowili się nad tym, co mogą przekazać wnukom o swoich przodkach. To chyba pierwsza polska, a może i światowa, powieść genealogiczna. Skonstruowana zresztą tak, że na końcu każdego rozdziału znajdują się albo notatki Maurycego, albo wyrażenia ze słownika dziadka.

Skąd pomysł na taką powieść, o której mówisz, że jest genealogiczna?

Z życia.
Od lat prowadzę warsztaty genealogiczne i moi „uczniowie” to przeważnie emeryci, studenci Uniwersytetów Trzeciego Wieku. Kiedy ktoś zaczyna badać swoje korzenie na emeryturze to już nie ma nikogo, kogo mógłby o coś spytać. Dlatego ważne jest, by zająć się tym wtedy, gdy żyją jeszcze dziadkowie. Choć jak mówi jeden z moich kolegów z Warszawskiego Towarzystwa Genealogicznego, jego najmłodszy uczeń, który powiedział, że za późno się tym zajął miał zaledwie szesnaście lat.

Dlaczego warto się tym zajmować?

Jeśli chcemy poznać siebie to warto poznać nasze korzenie.
Dziedziczymy przecież nie tylko nazwisko, kolor włosów, ale i cechy charakteru, talenty, zamiłowania. Ja dzięki genealogii wiem, że miłość do literatury mam po pradziadku, do malarstwa po prababci, czyli rodzicach mojej babci ze strony taty, ale miłość do kina po babci ze strony mamy, a do przyrody po dziadku ze strony mamy. Poza tym genealogia uczy tolerancji, bo odkrywamy przodków, z których poglądami się nie zgadzamy albo przodków, którzy nie byli Polakami. W każdym kraju dochodzi do mieszania się ludności pogranicznej i migracji pomiędzy krajami ościennymi. Dlatego wielu ma np. niemieckie, rosyjskie, ukraińskie czy czeskie lub słowackie korzenie. Genealogia uczy też pokory, gdy odkrywamy, że wśród nich sią np. przestępcy. Ponieważ już dziś wiadomo, że dziedziczymy traumy, więc zaczynamy rozumieć zachowania przodków, którzy coś dramatycznego przeżyli.

Myślisz, że 11 lat to dobry wiek, by zacząć badać przeszłość swojej rodziny?

Sama miałam mniej więcej tyle, kiedy z Tatą* odkrywałam różne rzeczy dotyczące naszych przodków. Na przykład, gdzie mieszkał prapradziadek – na Mokotowie, który wtedy nie był nawet częścią Warszawy tylko osobną wsią. Jego syn, mój pradziadek, pływał łódką z Solca do prababci na Saską Kępę, która też nie była w obrębie Warszawy. Z kolei inny pradziadek i prapradziadek mieszkali w Warszawie i badałam z Tatą* ich adresy w dziwiętnastowiecznych książkach adresowych. Wtedy bez Taty bym sobie nie poradziła, bo nawet nie wiedziałam, że są takie rzeczy. To Tata kupował reprinty tych książek. Dlatego wiem, że dobrze jest badać takie rzeczy z mentorem. I to właśnie stąd moje starania, by książka trafiła do rodziców i dziadków, a za ich pośrednictwem do młodszego czytelnika.

I trafia do niego? Bada już tę przeszłość i drzewo?

Młodego czytelnika ta książka ma przede wszystkim bawić i chyba tak jest, bo docierają do mnie głosy od tych pierwszych czytelników. Znajomi rodzice i dziadkowie mówią, że ich dzieci czy wnuki bawią się dialogami, historyjkami, przekomarzaniami głównych bohaterów. Genealogia im wchodzi do głowy niejako przy okazji i obok. Ona zresztą nie trafi do każdego i to od razu. Ważne, by wiedział, że coś ciekawego w niej jest. W szkole jest taka lekcja, na której tworzy się drzewo genealogiczne. Nie zawsze nauczyciele ciekawie to prowadzą. Tutaj jest to podane mimochodem. Przy okazji opowieści o przyjaźni, a nawet być może pierwszej miłości, bo relacje między głównymi bohaterami nie zostają przeze mnie do końca doprecyzowane.

Akcja dzieje się w Warszawie…

Zawsze umieszczam tu akcję moich książek, choć bohaterowie często wyściubiają nos poza stolicę. Ale Warszawa jest ogromnym miastem, z ciekawą historią, i tu może dziać się wszystko. Jest wdzięcznym miejscem dla powieści. Dziadek Maurycego trafia do szpitala na Szaserów. Sam główny bohater – Maurycy chodzi do szkoły na Saskiej Kępie…

Jak zawsze w twoich powieściach…

Tak, ale Saska Kępa jest taką dzielnicą, która stanowi pomieszanie miasta ze wsią i z małym miasteczkiem. Przede wszystkim ludzie się tu znają. Architektura jest raczej małomiasteczkowa choć są też blokowiska. Ma też ciekawą historię. Dziadek bohatera mieszka np. w domu, w którym kiedyś mieszkał Władysław Gomułka…

Piszesz o tym…

Tak.
Bo warto wiedzieć, gdzie mieszkali komunistyczni przywódcy.
Jeżeli dom nie jest nowoczesny to warto znać jego historię. Poza tym tę tworzy każdy. Właśnie to warto wyciągnąć z genealogii. Wojen nie wygrywają wbrew pozorom generałowie, choć od ich decyzji wiele zależy, ale robią to żołnierze, którzy wykonują ich rozkazy. Warto badać, czy w rodzinie byli żołnierze. Historię tworzą nauczyciele, budowniczy, inżynierowie…

I o tym jest w twojej książce, w której zamieszczasz prawdziwe fotografie i dokumenty… Skąd je wzięłaś?

Z domowych archiwów.
Rozmnożyłam stryjeczno-cioteczną babkę, Stefanię z Ruszczykowskich Krosnowską, która była powstańcem warszawskim, po wojnie więźniem Fordonu. Nie miała dzieci, więc dodałam jej potomków i skrzyżowałam z rodzinami moich obu mężów. Nie chciałam, by w powieści pojawiało się moje nazwisko, a jednocześnie chciałam by były prawdziwe zdjęcia, dokumenty itd. Poza tym np. korzenie mojego męża – Zachariasza są niezwykle ciekawe, więc wykorzystanie np. jego przodka Maksyma Króla pomagało opowiadać o wrześniu 1939 na kresach wschodnich. Maksym Król został aresztowany w 1939 roku przez NKWD za to, że ostrzegł polską policję, iż na granicy wsi znajdującej się dziś na terenie Ukrainy, wylądowali sowieccy lotnicy. Nagle Sowieci zajęli wieś i uznali go za szpiega. A przecież on był Polakiem, tam była Polska i on zawiadomił polską policję o tym, że wylądował wróg. Niestety został skazany, trafił do republiki Komi gdzie zmarł. Informacje o nim mam ze stron Stowarzyszenia Memoriał. W książce są różne takie prawdziwe, drobne historie, które pomiędzy główną osią powieści podpowiadają czytelnikom, gdzie można szukać informacji o przodkach.

Myślisz, że czytelnicy z tego skorzystają?

Myślę, że jedni tak, a inni nie.
Bo tak to już jest, że różne rzeczy bierzemy z książek i podam przykład. Z wykształcenia jestem historyczką sztuki. Moje pokolenie szło na historię sztuki często pod wpływem powieści Zbigniewa Nienackiego o Panu Samochodziku. Wielu pod wpływem tych powieści szło na archeologię, a wielu na antropologię. Ale nie wszyscy. Tu chodzi o tych kilku, którzy po lekturze zdecydują się na poświęcenie genealogii. Najpierw własnej rodziny, a potem kto wie? Może poświęcą się takim badaniom jakimi zajmują się różni moi znajomi, którzy szperają w archiwach państwowych i indeksują metryki, skanują je? To ważna część naszej zbiorowej tożsamości. Ale najpierw niech przeczytają „Drzewo Maurycego” i przeżyją przygodę z Maurycym i jego nową koleżanką, która twierdzi, że jest księżniczką.

Na koniec dzisiejszej rozmowy powiedz, gdzie tę książkę można kupić?

Najlepiej w wydawnictwie: [LINK]

Dziękuję za rozmowę kolejne spotkanie, ale szykujmy jakieś następne.

* Tata:

Maciej Paweł Piekarski
(ur. 21 października 1932 w Warszawie, zm. 14 czerwca 1999 w Warszawie)
historyk sztuki, dziennikarz, publicysta, varsavianista.
Nauki pobierał w Liceum im. Tadeusza Reytana w Warszawie a maturę zdał eksternistycznie w Lublinie. Ukończył historię sztuki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. 17 lat pracował w Muzeum Narodowym w Warszawie. Był przysięgłym biegłym sądowym w zakresie zabytkoznawstwa i sztuk plastycznych. Pracował też jako wykładowca wiedzy o plastyce w Studium Oświaty i Kultury Dorosłych oraz nauczyciel historii sztuki w Warszawskim Liceum Sztuk Plastycznych.

Od 1973 roku był dziennikarzem Telewizji Polskiej w Redakcji Publicystyki Kulturalnej. Współpracował m.in. z programem publicystycznym Pegaz. Od 1982 roku związany z Warszawskim Ośrodkiem Telewizyjnym i Telewizyjnym Kurierem Warszawskim. Przez 10 lat przygotowywał i prowadził program Wiarus – Magazyn Kombatantów Warszawskich, który po jego śmierci przez 2 lata tworzyła córka Małgorzata Karolina Piekarska. W prasie polskiej opublikował kilka tysięcy artykułów związanych z powstaniem warszawskim i II wojną światową.

Stale współpracował z tygodnikiem „Stolica”. Całe życie mieszkał w Warszawie. Najpierw przez długie lata na Sadybie, potem na Żoliborzu, wreszcie na Saskiej Kępie.

Imię Macieja Piekarskiego nosi sala wystawowa w Muzeum Katyńskim zorganizowanym na terenie Fortu IX („Czerniaków”) i studio telewizyjne w TVP, z którego emitowane są programy TVP Warszawa.

Małgorzata Karolina Piekarska

Małgorzata Karolina Piekarska - na spotkaniu literackim. Fot. Fryderyk Nowak
Małgorzata Karolina Piekarska – na spotkaniu literackim.
fot. Fryderyk Nowak

Z zawodu pisarka, dziennikarka i muzealniczka, z zamiłowania blogerka, varsavianista i rodzinny genealog, z wykształcenia historyczka sztuki, bibliotekarka i manager kultury. Jest autorką wielu artykułów do gazet i czasopism oraz praktycznego, choć felietonowo napisanego podręcznika Kurs dziennikarstwa dla samouków. Napisała także kilka młodzieżowych powieści (Klasa pani Czajki, LO-teria, Licencja na dorosłość, Tropiciele i Dzika, których akcja rozgrywa się na Saskiej Kępie, gdzie sama mieszka i skąd pochodzą jej przodkowie. Wydała też dokumentalną książkę pt. Dziewiętnastoletni marynarz – zbiór listów ze Szkoły Morskiej w Tczewie, pisanych przez jej stryjecznego dziadka Zbigniewa Piekarskiego. A wspólnie z nieżyjącym Ojcem Maciejem Piekarskim wstrząsający reportaż Syn dwóch matek o zagładzie Zamojszczyzny.
Więcej o autorce na stronie: http://piekarska.com.pl/

5 stycznia 2026 19:30