0

Lotnicze szczęście

Pierwsze zwycięstwa fragment okładki
Pierwsze zwycięstwa – fragment okładki
fot. Roman Soroczyński

Nawet, a może zwłaszcza, lotnicy muszą mieć szczęście. Książkę o jednym z pilotów opisuje Roman Soroczyński.

Często mawia się, że w życiu – obok wiedzy, umiejętności i innych pożytecznych zjawisk – trzeba mieć szczęście. Dopisywało ono Władysławowi Gnysiowi, który – jako pilot myśliwski – 1 września 1939 roku zestrzelił dwa pierwsze niemieckie samoloty. Było to pierwsze powietrzne zwycięstwo Polaków w walce z Niemcami podczas II wojny światowej. Jak inni polscy lotnicy, Gnyś wystartował 1 września spod Krakowa, aby powstrzymać niemiecki atak. Walka z liczniejszymi i nowocześniejszymi maszynami najeźdźców była nierówna. Uniknąwszy zestrzelenia przez sztukasy, młody pilot wracał na lotnisko, gdy trafił mu się niespodziewany łup: dwa bombowce typu Dornier.

Autorem książki Pierwsze zwycięstwo jest Stefan Gnyś – syn Władysława. Jest on wielokrotnie nagradzanym pedagogiem, który otrzymał nagrodę MENSA Canada’s Distinguished Teacher Award. Mieszka w Kanadzie, ale często przyjeżdża do Polski, Francji i Wielkiej Brytanii, by poznać miejsca, w których jego ojciec walczył.

Pierwsze zwycięstwa okładka
Pierwsze zwycięstwa – okładka
fot. Roman Soroczyński

W biografii Władysława Stefan Gnyś korzysta z jego dzienników, wspomnień i dokumentów. Opowieść jest bardzo bogato zilustrowana zdjęciami z rodzinnego archiwum. Opowiada historię swojego ojca od dzieciństwa spędzonego na polskiej wsi, przez lata służby w alianckich siłach powietrznych podczas II wojny światowej, aż po symboliczny gest pojednania z niemieckim pilotem, z którym przyszło mu się zmierzyć owego pamiętnego 1 września. Książka jest pięknie ilustrowana przez Johna D. Bindona.

Wróćmy do wątku szczęścia. Otóż, podczas startu do pierwszej wrześniowej walki Władysław Gnyś był ostrzeliwany przez niemieckie Junkersy Ju-87 (Stuka). Jednak umknął spod kul, podczas gdy jego dowódca, kapitan Mieczysław Medwecki, zginął w niemieckim ataku. W innym miejscu znajdujemy opis walk nad Francją:

… eskadra [francuska – przyp. RS] spotkała formację He 111 ukrytą wcześniej w chmurach. (…) Władek… puścił się w pogoń za ostatnim bombowcem w szyku. Zbliżył się doń (…). W końcu Heinkel pokazał brzuch i runął nosem w dół. Władek nie mógł podążyć za nim, bo w oddali postrzegł eskadrę Messerschmittów wyłaniającą się z chmur i kierującą się w jego stronę. Nie miałby z nimi szansy. Natychmiast położył więc maszynę w zakręt o sto osiemdziesiąt stopni, z dala od Heinkla. Poszczęściło mu się: zobaczył przed nosem gęste chmury, w których mógł schować się przed nadciągającymi Niemcami. Prowadzący Messerschmitt już otworzył ogień. Władek z powodzeniem zniknął w białych „poduszkach” i wrócił do bazy.

Książka pokazuje, jak ściśle starano się dokumentować zestrzelenia przeciwników. W raporcie z 8 czerwca 1940 roku kolega Gnysia, podporucznik Wladysław Chciuk, napisał:

Dnia 8 VI z Gnysiem i sierż. Gagnaire (…) zestrzeliliśmy Ju 87 na północny wschód od Paryża, ale ponieważ pewien porucznik francuski ze swoim kluczem strzelał do niego przed nami, więc jemu je przyznano.

Niestety, wkrótce Władysław Gnyś musiał ewakuować się z Francji. W Wielkiej Brytanii służył w 302. Dywizjonie, a przez jakiś czas nawet w słynnym 303. Dywizjonie – bardziej znanym, choćby z książki Arkadego Fiedlera, jako Dywizjon 303. Tak się jednak złożyło, że 27 sierpnia 1944 roku – wbrew własnej woli – znalazł się na francuskiej ziemi. Bowiem w 1944 roku został nad nią zestrzelony i rozbił się. Był ranny i został wzięty do niewoli. I tu znowu o szczęściu:

„Upadłem i zobaczyłem, że biegną do mnie Niemcy, cały czas strzelając”. (…) Jak na ironię ulitowali się nad nim, przyłożyli mu chustkę do rany i kazali trzymać. (…) Chłopcy zarzucili sobie jego ręce na szyje… (…). … piechur w stopniu kaprala … stał tam, krzyczał, przeklinał i wymachiwał rewolwerem. (…) Dwaj młodzi żołnierze powstrzymali go jednak, a jeden z nich nawet wyciągnął własny rewolwer, aby uchronić rannego pilota. Ironia wojny.

Władysław Gnyś uciekł z niemieckiej niewoli przy wsparciu francuskiego ruchu oporu. Niestety, miał w sobie trwałą pamiątkę z zestrzelenia: kulę w wątrobie. I ta pamiątka została mu do końca życia. Uniemożliwiła ona dalszą służbę w charakterze pilota myśliwskiego. Na szczęście uzyskał pomoc i mógł utrzymać rodzinę. W 1948 roku wyemigrował do Kanady.

Zanim przejdziemy do zakończenia, zwrócę uwagę na jeden fragment książki. Otóż, w części zatytułowanej Słowniczek podano między innymi strukturę polskich stopni wojskowych i porównano ją ze stopniami w RAF [Royal Air Force]. Po polskiej stronie napisano „podchorąży”, a po angielskiej „bez odpowiednika”. I bardzo dobrze: podchorąży nie był to stopień, lecz tytuł słuchacza szkoły oficerskiej!

Ale to drobiazg. Warto bowiem zwrócić uwagę na paradoks historii: w 1989 roku Władysław Gnyś spotkał się z niemieckim pilotem, który 1 września 1939 roku atakował jego eskadrę i zestrzelił wspomnianego kapitana Mieczysława Medweckiego. Uścisnęli sobie ręce. Czyż życie nie jest piękne?

  • Stefan Gnyś, Pierwsze zwycięstwa
  • Przekład: Łukasz Golowanow
  • Ilustracje: John D. Bindon
  • Redakcja: Sebastian Surendra
  • Korekta: Anna Surendra, Danuta Urbańska
  • Projekt okładki: Mikołaj Piotrowicz
  • Prawa do zdjęć: większość zdjęć pochodzi z kolekcji Władysława Gnysia
  • Skład i łamanie: Dariusz Nowacki
  • Wydawca: Wydawnictwo Replika, Poznań 2021
  • ISBN: 978-83-66790-97-1
1 września 2021 20:13

Komentarze