Światła na skrzyżowaniach – czasem warto coś przemyśleć

Skrzyżowanie ze światłami
Skrzyżowanie – ze światłami
fot. Mirek Rutkowski

Zadałem sobie trochę trudu i sprawdziłem jak to jest z przejeżdżaniem skrzyżowań na żółtym świetle, pisze Andrzej Dąbrowski znany kierowca rajdowy i muzyk.

Pojeździłem po Warszawie ze stoperem i stwierdzam, że przy dojeździe do świateł sygnalizacyjnych, światło żółte zapala się na 2,08 sekundy, po czym jest już czerwone. Na 15 sprawdzonych skrzyżowań, tylko cztery sygnalizatory dały wynik 3,04 sekundy czasu do zapalenia się światła czerwonego.

Moim zdaniem to za krótki czas.
Trzy sekundy dla kierowcy jadącego z prędkością 50 km/h i znajdującego się na 20 m przed sygnalizatorem, nie wystarcza by nie złamać przepisu i nie przejechać na czerwonym. Sama reakcja kierującego na zmianę światła zabiera przeciętnie sekundę. Jeśli wcześniej nie obserwowaliśmy lusterka wstecznego i nie odnotowaliśmy jadącego za nami za blisko (nagminne zjawisko) innego samochodu, to możemy być pewni, że w razie ostrego użycia hamulca na żółtym świetle, mamy rozbity tył auta. Poza tym, tak krótko świecące żółte światło, daje pole do nakładanie mandatów policji drogowej za wjazd na skrzyżowanie „na czerwonym”.

Moja propozycja, to zmiana regulacji czasu sygnalizatorów i wydłużenie czasu świecenia żółtych świateł do 5 sekund. Myślę, że poprawiłoby to komfort kierujących i zmniejszyło liczbę wypadków na skrzyżowania polskich miast. 
Może warto to przemyśleć?

Szkoda, że nasi posłowie nie poświęcają więcej czasu na przemyślenia, zanim zaproponują zmiany w przepisach ruchu drogowego. Pieszy, który zbliżał się do oznakowanego przejścia miał mieć pierwszeństwo przed jadącymi pojazdami. Właśnie wyobrażałem sobie te komiczne sytuacje, kiedy samochody zatrzymuję się przed przejściem, bo zbliżają się do niego dwie, rozmawiające ze sobą panie. Na chwilkę przystanęły, pojazdy czekają. Panie wchodzą na przejście i idą wolno. Samochody powinny już ruszyć, ale z przeciwnej strony ulicy do przejścia zbliża się samotny pan, więc wszyscy kierujący nadal stoją. I tak sytuację można powtarzać. 
Tworzy się korek. Kierowcy zdenerwowani. Ktoś nie wytrzymuje, rusza.

Znam dobrze zwyczaj uprzejmego zatrzymywania się przed przejściem, gdy widać zbliżającą się osobę do „zebry”. Tak jest w Niemczech, Belgii, Austrii. Szanowanie przepisów, zachowanie kultury wśród kierujących pojazdami jest znane i utrwalone tam od wielu lat. Tam to się sprawdza. Tam nie jeżdżą po ulicach miast 120 km/h. W Polsce, przez wiele lat od zakończenia wojny, w świadomości ludzi była zakorzeniona ogólna niechęć do przestrzegania jakichkolwiek przepisów, nakazów i zakazów, które należało jak najczęściej omijać. Niestety, niechęć ta widoczna jest do dziś.

Wystarczy pojechać do centrum miasta. Od razu widać jak wielu użytkowników ruchu drogowego ma kodeks drogowy i przepisy gdzieś. Dziesiątki rowerzystów przejeżdża po przejściach dla pieszych. Do tego ze słuchawkami na uszach. Kierowcy nadal rozmawiają podczas jazdy przez komórki. Nie używają kierunkowskazów. Zmieniają niespodziewanie pas ruchu. Jadą 3 metry za tyłem mojego samochodu… Lekceważące poczucie bezkarności.
Obserwując to, cieszy mnie, że kontrowersyjny przepis o pierwszeństwie dla pieszych nie wszedł w życie.

Od redakcji:

Artykuł pochodzi z magazynu iAuto.  


Do pobrania na smartfony i tablety:

  • App Store:  
    https://itunes.apple.com/pl/app/iauto-magazyn/id909257215?mt=8
  • Google Play:
    https://play.google.com/store/apps/details?id=pl.iauto

 Strona: http://iauto.website

26 października 2015 23:13