0

Gniady z Blondynką: Z nianią na wybory

Nakładki wyborcze dla niewidomych w Kaliszu w 2014 r. Fotografia pochodzi z serwisu faktykaliskie.pl
Nakładki wyborcze dla niewidomych – w Kaliszu w 2014 r. Fotografia pochodzi z serwisu faktykaliskie.pl
fot. faktykaliskie.pl

Brzmi intrygująco? No właśnie, czy ja, dorosły facet, z rysującym się brzuszkiem, – co trzeba obiektywnie przyznać, nieco srebrzący się na głowie, powinienem na wybory powszechne chodzić z nianią?

O autorze: LINK

Już tłumaczę, o co chodzi.

Gniady - Jarosław Gniatkowski
Gniady – Jarosław Gniatkowski
fot. Niiewidzialna Wystawa

Kiedy trzymając w ręku jeszcze niewyświechtany dowód osobisty biegłem 4 czerwca 1989 roku na wybory do osiedlowego przedszkola, miałem poczucie misji. Pierwszy raz można było skreślać według własnego uznania. Wręczono mi karty, długopis miałem swój, no i skreślałem jak leci te rumiane mordki. Potem była jeszcze dogrywka, którą też rozstrzygałem piórem.

Jak pewna piękna pani Joanna z telewizji ogłosiła, że tego dnia w Polsce skończył się komunizm uznałem wybory za Święto demokracji. Ot tak, po ludzku, poczułem, że ja, obywatel, mam wraz z innymi moc zmienić demokrację ludową w demokrację demokratyczną. I nastało nowe, w którym głosowania uważałem jako dzień świętowania.

Uczta wyborcza

Na tort składały się głosy wyborców.  Do uczty mógł przystąpić każdy, bo jak wiemy wybory są:

  • wolne – każda partia może zgłosić kandydatów,
  • powszechne – z prawem uczestnictwa wszystkich przynajmniej dorosłych obywateli,
  • bezpośrednie– bez pośrednictwa elektorów,
  • proporcjonalne – o ilości mandatów stosownych do odsetka głosów
  • i tajne.

Tajne, to tajne.

Ja nie wiem na kogo głosuje ktoś, ktoś nie wie na kogo głosuję ja. Niby proste ale komplikuje się jeśli ja jestem osobą niewidomą. Sam krzyżyka na karcie wyborczej nie postawię a automat tego nie zrobi bo go nie ma. Muszę więc… kogoś poprosić o wykonanie tej czynności. I tu zaczyna się wyjaśniać kwestia tytułowa.

Niania.

Jeśli chcę zjeść tort świąteczny to muszę do lokalu wyborczego przyjść z karmiącą niańką. Każdy dorosły obywatel może przybyć sam a ja za rączkę z mamką. I tajność prysła jak bańka mydlana. A co będzie jeśli niania postanowi skorygować błędną decyzję niewidomego? Zaufanie zaufaniem ale racja po stronie tego, który rysuje „X”. No i co, nie obciach tak z nianią na wybory? A obciach jak złoto, choć fachowo zwą to dyskryminacją.

Na problem zwrócił mi uwagę kumpel ze studenckiej ławy – Jacek. A tak się złożyło, że na Uniwersytecie Warszawskim razem żeśmy Politykę Społeczną studiowali. Wiadomo, co dwie laski to nie jedna a z drugiej strony świadomość kształtuje byt. Świadomością zajął się wykładowca z prawa konstytucyjnego gdzie o wyborach prawił długo i namiętnie. Myśmy z Jackiem dokładnie wykładu słuchali bo jest oczywistym, że bez wzroku nie ściągniesz. Spojrzeliśmy po sobie. Jeden nie widział drugiego ale obaj widzieliśmy, że niania nijak do tego procederu nie pasuje. On zaczął poszukiwania jak problem za granicą rozwiązali.

Jak to robią inni?

Okazało się, że Brytyjczycy, czy Niemcy, żeby daleko nie sięgać, sprawę załatwili w postaci nakładek. Rzecz banalna i skuteczna w swej prostocie. Karta wyborcza ma narysowane kwadraty, w których trzeba wstawić krzyżyk. W odnalezieniu odpowiedniego prostokąta pomaga nakładka. Ma ona ten sam kształt i topografię, co oryginalny dokument, ale w miejscach kwadratów wycięte otwory. Nasuwa się ją na kartę, wyrównuje brzegi, wtedy wycięcia synchronizują się z narysowanymi kwadratami i można dotykowo zlokalizować właściwe miejsce. Wystarczy w nie włożyć końcówkę długopisu, narysować krzyżyk i sprawa załatwiona. Bez świadków i samodzielnie czyli tajnie. Ot, cała filozofia.

Filozofia.

Niestety, jak się okazało, filozofia nie była najmocniejszą stroną decydentów. Pisanie pism, stukanie do drzwi, tłumaczenie itd. Przez organizacje reprezentujące niewidomych, Na nic się to nie zdało. PKW stała na stanowisku, że osoby niewidome mogą tajnie i samodzielnie zagłosować i bez tych nakładek. Myśmy z Jackiem, zanurkowali w ordynacjach wyborczych, no i nie widząc a czytając, żadnej innej metody oprócz wykorzystania niańki, żeśmy nie dostrzegli. Można było wszystko zrzucić na karb, żeśmy obaj ślepi.

Eksperyment nr 1

Zatem w 2009 roku przy wyborach do Parlamentu europejskiego przeprowadziliśmy akcję pod nazwą „Eksperyment 1”.  Zadanie było proste: udać się do lokalu wyborczego bez niani, zarejestrować, otrzymać kartę i zapytać, jak mamy nie widząc zaznaczyć głos. Jeśli komisja wskaże tajne rozwiązanie, to głosujemy, jeśli zaś nie, to składamy protest do Sądu Najwyższego.

Ja głosowałem w przedszkolu, choć już innym, niż 1989 roku. Na Anioł pański byłem umówiony z dziennikarzem, a jakże, dokumentacja być musiała. Szanowny Przewodniczący komisji już wcześniej ostrzeżony przez prasę przywitał mnie w drzwiach, co uznałem za bardzo miłe. Potem załatwiliśmy kwestie rejestracyjne, w których uparłem się, że z chęcią złożę autograf poświadczający odbiór karty. To przeszło gładko, bo dalej już było ciężej. Mimo chęci pomocy u Przewodniczącego.

Problemy

Jego wsparcie(Przewodniczącego) musiałem odrzucić z powodów prawnych. Członkowie komisji nie mogą pomagać w głosowaniu. Z powodu tajności nie skorzystałem z wyręczenia mnie przez dziennikarzy, bo oni mieli obserwować. Podziękowałem sędziwej pani, pełnej babcinej dobroci oraz dzieciakowi przyprowadzonemu przez rodziców. Przewodniczący wykonał z tysiąc telefonów do instancji wyższych, aby na górze poszukać rozwiązania. Nie przyszło.

Rozwiązanie

Ja zaproponowałem alternatywę: albo dostanę oświadczenie od komisji, że nie mogłem tajnie zagłosować, albo uda się sporządzić prowizoryczną nakładkę. I wygrała opcja druga. Uzgodniliśmy szczegóły, jak miałaby ta pomoc wyglądać. W akcję wycinankowych prac plastycznych z chęcią włączyli się dziennikarze.

Już po paru minutach trenowałem trafianie w kwadraciki z nowym przyrządem. Kiedy nabrałem pewności, że umiem precyzyjnie zlokalizować mojego kandydata, poprosiłem o chwilę intymności, po czym postawiłem „X”. Złożyłem kartę i wrzuciłem ją do urny. Oczywiście przy blasku fleszy. Podziękowałem, przeprosiłem za zamieszanie i wróciłem do domu.

Protesty

Innym, biorącym udział w eksperymencie, taka sztuka się nie udała, więc Sąd najwyższy zasypaliśmy 12 protestami wyborczymi.

Efekty

Efektem akcji było to, że Państwowa Komisja Wyborcza już nie twierdziła, że da się zagłosować tajnie. Sprawą zainteresował się Prezydent a później sami posłowie. Powstał projekt nowelizacji Kodeksu Wyborczego, już z uwzględnieniem nakładek, który procesowano przez ponad rok. W międzyczasie powstała wątpliwość czy nakładki działają, więc musieliśmy zorganizować Eksperyment nr 2, który udowodnił, że osoby niewidome mogą skutecznie i tajnie zagłosować za pomocą nakładek. Było to w czasie wyborów Prezydenta w 2010 roku, a przyrządy wyprodukowały władze stolicy i Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego.

Końcem końców, po licznych debatach, rozmowach, prezentacjach, posiedzeniach, konsultacjach, ekspertyzach, opiniach, wykonaniach prototypów, uchwale Podkomisji, Komisji, Sejmu i podpisie Prezydenta, w lipcu 2011 roku, nakładki sporządzone w alfabecie brajla zostały wpisane do Kodeksu Wyborczego. W tym zakresie, niania przestała być koniecznością.

Zmiany

Zatem, w czym jest dzisiaj problem?
Problem pojawił się z powodu niezadowolenia sił politycznych po ostatnich wyborach samorządowych w listopadzie 2014 roku. W grudniu, Prezydent zaprosił do siebie gremium znawców i praktyków. Razem dyskutowali nad koniecznymi zmianami. Aby było jak najmniej głosów nieważnych, wzrosła frekwencja, zliczanie stało się bardziej transparentne, a wybory wyglądały godniej. Same zacne cele, które odzwierciedlenie znalazły w projekcie Prezydenta do nowelizacji Kodeksu wyborczego z dnia 6 lutego 2015 roku. W uzasadnieniu czytamy:

„Dotychczas art. 40a ustawy – Kodeks wyborczy gwarantuje wyborcy niepełnosprawnemu możliwość głosowania w każdych wyborach przy użyciu nakładek na karty do głosowania sporządzonych w alfabecie Braille’a. W projekcie zaproponowano uchylenie tego przepisu.”.

Własnym oczom, tj. uszom, nie mogłem uwierzyć. Skreślenie? Nakładki precz, niania wróć!

Dlaczego?

Naturalnym jest, że człowiek pyta, dlaczego? Wyjaśnienia jakoś mnie nie przekonują. Nie podobają się karty do głosowania w wersji broszurowej (książeczki), więc mają to być jednostronicowe płachty, o których unifikację w skali kraju, przy wyborach do Samorządów, będzie trudno. Stąd nakładek nie da się zrobić. Ponoć są one nielicznie wykorzystywane, na co podano solidny argument, iż 2010 roku wykorzystano ich tylko 800.

Pomijając już fakt, że wtedy były nakładki, ale nieprodukowane przez PKW i nie w całej Polsce, warto zauważyć, że nie ma danych o wykorzystaniu tego przyrządu w dwóch, następnych głosowaniach z 2014 roku, co pozwoliłoby na zaobserwowanie tendencji.

Także wypowiedziano się o kosztach. Na drukowaniu, to ja się nie znam, ale, tak, czy inaczej, karty do głosowania trzeba wydrukować. Natomiast przy cenie nakładek, to miałbym coś do powiedzenia. Czy przetłoczony, z wycięciami, plastikowy kartonik formatu A 4 wart jest prawie 6 zł. za sztukę? Czy można za tak masowo wyprodukowany produkt dać równowartość dwóch bochenków chleba? Nie wiem skąd wynikły takie ceny, ale pachnie to jakimś ekonomicznym nonsensem.

Ech…

I znowu z Jackiem spojrzeliśmy po sobie. Jeden nie widział drugiego, ale obaj zauważyliśmy, że ktoś robi zamach na naszą tajność głosowania. Czy osoby niewidome, przy wyborach, mają być obywatelami drugiej kategorii? Czy gdzieś nie zgubiła się zasada ochrony zaufania obywatela do państwa i stanowionego przez nie prawa, wynikająca z art. 2 Konstytucji RP? Czy ja, facet z rysującym się brzuszkiem, co trzeba obiektywnie przyznać oraz pojawiającymi się siwymi włoskami na głowie, muszę świętować demokrację z karmiącą nianią?

Odpowiedź brzmi: NIE! Dlatego od nowa musimy tłumaczyć, że tajne, to tajne dla każdego. Początkiem zaś jest petycja na stronie petycje.pl (LINK)
Można tam wejść i się podpisać.

Od redakcji:
O przygotowaniu głosowania dla osób niedowidzących i niewidomych pisał w przed wyborami w 2014 r. serwis FaktyKaliskie.pl (LINK).
Śródtytuły pochodzą od redakcji Warszawa.pl.

5 marca 2015 19:14

Komentarze