O filmach 31. Warszawskiego Festiwalu Filmowego opowiada Małgorzata Moryc.
Organizatorzy 31 edycji Warszawskiego Festiwalu Filmowego zdecydowali, odmiennie od lat ubiegłych, że jedyny poranny pokaz w Kinotece będzie reprezentował film z Konkursu Filmów Dokumentalnych. To o tyle specyficzny zabieg, że nie ma alternatywy: jeśli ktoś wstanie rano i chce obejrzeć jak najwięcej festiwalowych produkcji, to leci raniutko do Sali nr 1 Kinoteki.
Pomimo wczesnej pory niedzielnym pokaz w sekcji Konkurs Dokumentalny zgromadził prawie pełną salę. Zapewne zwyciężyła tu ciekawość, ponieważ prezentowano najnowszy film kontrowersyjnego indyjskiego reżysera Parvez’a Sharm’a „Grzesznik w Mekce”. Już opis wskazuje na mocne dzieło: homoseksualista wyrusza na, oczyszczającą i gruntującą jego wiarę, pielgrzymkę do Mekki. Film zaczyna się przysłowiowym „trzęsieniem ziemi” – relacją z egzekucji geja złapanego na gorącym uczynku (homoseksualizm w islamie zagrożony jest karą śmierci). Jednak z każdym kadrem obraz staje się bardziej rozważaniem o religii, moralności, śmierci i pobożności. Dokument jest sprawnie zrealizowany, chociaż momentami traci tempo i zwolennicy kontrowersyjności mogą się czuć rozczarowani. Dla mnie prawdziwą zagadką jest to, jak reżyserowi udało się nakręcić tak skrywane przed światem Zachodu kadry w Mekce, w której obowiązuje bezwzględny zakaz nagrywania i fotografowania (również zagrożony karą śmierci) i czy przypadkiem nie czekają go poważne reperkusje na zdradzanie najświętszych tajemnic tej zamkniętej religii.
Demon

„Demon”, najnowszy i zarazem ostatni (niestety) film Marcina Wrony, to zapewne hit tej edycji festiwalu i poważny kandydat na zwycięzcę – przynajmniej tak się wydaje po kilku festiwalowych dniach. Abstrahując od tragicznych okoliczności pokazu w Gdyni, obiektywnie trzeba przyznać, że jest to najlepsze dzieło zmarłego tragicznie reżysera, autora głośnego „Chrztu”. Film jest mieszanką mrocznego filmu o duchach z przeszłości i tragi-komedii, do złudzenia przypominającej „Wesele” Wojciecha Smarzowskiego. To połączenie wychodzi wprost genialnie – widownia w wielu miejscach świetnie się bawi, ale mimo tego cały czas dominuje mroczny klimat. Sukces filmu to wypadkowa genialnej reżyserii, montażu, zdjęć i muzyki oraz, a może przede wszystkim, fantastycznych kreacji aktorskich w tym aktorów drugoplanowych: Andrzeja Grabowskiego, Adama Woronowicza i Cezarego Kosińskiego rozsadzających film specyficznym humorem w rolach odpowiednio: ojca Pani Młodej, lekarza i księdza. Wyświetlany na 31 WFF w sekcji Konkurs Międzynarodowy „Demon”, wchodzi do kin w przyszłym tygodniu i miejmy nadzieję, że będzie cieszył się popularnością także niefestiwalowej publiczności. Dodam jeszcze, że scenariusz został napisany na podstawie znanej, szczególnie teatromanom (osobiście znam sztukę z Teatru Dramatycznego), sztuce Piotra Rowickiego „Przylgnięcie”, której fabuła oparta jest na metaforycznym motywie dybuka, ducha zmarłego, który opanowuje ciało żyjącego człowieka.
Czyściciel

„Czyściciel” prezentowany w sekcji Konkurs Międzynarodowy, to przedstawiciel rzadko goszczącej w Polsce kinematografii słowackiej. Obraz Petera Bebjaka jest subtelną opowieścią o młodym mężczyźnie z trudną przeszłością (rodzinna tragedia, dom dziecka, więzienie), który zajmuje się czyszczeniem mieszkań po ludziach zmarłych w samotności. Tomas w zaskakujących okolicznościach znajduje prawdziwą – na miarę epoki romantyzmu – miłość. Film zaskakuje znakomitą realizacją i utrzymywaniem napięcia, główny bohater przez większość filmu obserwuje swoją ukochaną ukryty w jej mieszkaniu: głównie w szafie i pod łóżkiem. Niestety do pełnego sukcesu brakuje zdecydowanej myśli przewodniej, spójnego scenariusza, a końcówka już mocno irytuje swoim niedopowiedzeniem, choć z drugiej strony daje widzowi możliwość własnego zakończenia tej opowieści (zależy co kto woli). Pewnie był to jedyny polski pokaz tego obrazu, sukcesu w normalnej dystrybucji raczej trudno mu wróżyć – a szkoda, bo temat wydawał się ciekawy i na początku prowadzony był dobrze.
Bracia

Najnowszy film Wojciecha Staronia „Bracia” prezentowany w sekcji Konkurs Dokumentalny, opowiada??? o Sybirakach braciach Kułakowskich: malarzu i kartografie. Można lubić styl Staronia lub nie, ale w tym przypadku jednoznacznie można stwierdzić, że nie pasuje on do filmu o tytułowych braciach. Długie ujęcia, nie wnoszące nic ciekawego, brak narracji i dłużyzny wręcz irytują, szczególnie w dokumencie o tak barwnych postaciach. Prawda jest taka, że z ciekawego materiału przeciętny absolwent szkoły filmowej zrobiłby dzieło, a tu wyszła koszmarna nuda.
Deep Web

„Deep Web” prezentowany w sekcji Odkrycia, to dokument o świecie Internetu jakiego zwykły użytkownik Facebook’a, Twitter’a i Instagramu nie zna. Przedstawia kulisy aresztowania i skazania twórcy Silk Road oraz fakty dotyczące cyberprzestępczości. Film Alexa Winter’a jest jak karabin maszynowy: szybki montaż, nieprawdopodobna ilość informacji, różne formy narracji (teksty komputerowe, fragmenty filmów, wywiady telewizyjne i typu „gadające głowy”). „Deep Wab” wprost wbija w fotel. Ciekawa jest reakcja widzów, którzy siedzą nieruchomo zapatrzeni w ekran. Być może niektórym część szybkiego tekstu umyka, dla niektórych jest niezrozumiała, innych sposób realizacji filmu przyprawia o zawrót głowy.
To prawdziwy majstersztyk sztuki dokumentalnej.
Powrót (The Daughter)

Australijski „The Daughter” (z udanie przetłumaczonym polskim tytułem „Powrót”) prezentowany w sekcji Pokazy Specjalne, to film Simon’a Stone’a na podstawie sztuki Ibsena „Dzika kaczka”. Film w gwiazdorskiej obsadzie (Geoffrey Rush, Miranda Otto, Sam Neill) jest mrocznym dramatem o ukrywanych tajemnicach z przeszłości. Tytułowy powrót (z polskiego tytułu) kolegi z lat młodości ma dramatyczny wpływ na losy rodziny głównego bohatera, a szczególnie jego córki (stąd angielski tytuł). Film ma dość nieśpieszną narrację i bardzo wolno odsłania mroczną przeszłość, ale dzięki temu odpowiednio buduje napięcie do szalonej końcówki. Co ciekawe film miał już planowaną datę premiery w polskich kinach pod koniec września, niestety zniknął z zapowiedzi dystrybutora. Szkoda bo to naprawdę przyzwoite, znakomicie zagrane i sprawnie zrealizowane kino.
Yakuza Apocalypse

„Yakuza Apocalypse” to najnowsza, prezentowana w sekcji Pokazy Specjalne, produkcja japońskiego reżysera Takashi Miike, słynącego z mocno kontrowersyjnej (sceny przemocy i seksu) i łamiącej tabu formy. W festiwalowych kuluarach mówiono dużo o tej produkcji, a oczekiwania i nadzieje na interesujące dzieło zaowocowało zapełnieniem sali kinowej w warszawskim Multikinie. Twórczość Miike ma wielu wiernych fanów, których grona ja z pewnością nie powiększę. „Yakuza Apocalypse” to obraz z pogranicza filmu gangsterskiego i horroru. Fabuła oparta jest na walce dwóch gangów o strefy wpływów. Szefem jednego z nich jest nieśmiertelny boss który okazuje się być wampirem. Film jest opowiedziany w ostry, wręcz brutalny, ociekający krwią i okraszony scenami walki, sposób. Forma filmu jest tak przerysowana, że aż groteskowa i co za tym idzie śmieszna. Przynajmniej dla polskiego widza, bo w Japonii takie kino jest powszedniejsze. To zdecydowanie kino dla koneserów i wielbicieli tego typu dzieł. Można z powodzeniem zastosować określenie „oglądacie na własną odpowiedzialność”.
Klezmer

„Klezmer” (żydowska muzyka weselna) wpisuje się w, modny w ostatnich latach, temat stosunków polsko-żydowskich w czasie II Wojny Światowej. Film Piotra Chrzana, prezentowany w sekcji Konkurs 1-2, ma trochę teatralny klimat: całość rozgrywa się w jednostajnej leśnej scenerii a akcja kreowana jest przez znakomicie napisane dialogi. Słuchając głównych bohaterów (tu świetni: Lesław Żurek, Dorota Kuduk, Kamil Przystał, Weronika Lewoń, Filip Kosior, Szymon Nowak) mamy nieodparte wrażenie, że podobne słowa mogli wypowiadać żyjący w owych czasach ludzie (tym bardziej, że nawet współcześnie podobne opinie można usłyszeć w polskim społeczeństwie). Kameralność filmu dodaje mu uroku i na zabija tempa rozwoju wydarzeń. Dzięki licznym zwrotom akcji oraz pojawianiu się nowych postaci i postaw, widz z zapartym tchem śledzi rozgrywające się na ekranie wydarzenia. Szkoda byłoby, żeby artystyczne zalety tego filmu, przysłoniły ponowne dyskusje o prawdziwość i wierność ukazanych tu postaw Polaków wobec eksterminowanej ludności żydowskiej. Możliwe, że lepiej dla filmu (patrz: kontrowersyjne „Pokłosie”, oscarowa „Ida”), jeśli pozostanie w pamięci widzów jako obraz ze znakomitymi dialogami i zdjęciami o nieco bajkowej poświacie łagodzącymi trudną tematykę.
Ojczyzna

Serbska produkcja „Ojczyzna” Olega Novkovića, prezentowana w sekcji Konkurs Międzynarodowy, rozpoczyna się czarno-białymi sekwencjami w Kosowie. Dramatyczne wydarzenia rozgrywające się na tym spornym terenie pokazane są jakby poza ekranem – widz tylko domyśla się dramatu, który się rozgrywka. Akcja przenosi się, nabierając na ekranie barw do stolicy Serbii, gdzie obserwujemy dalsze losy i konsekwencje poprzednich tragicznych zdarzeń. Kanwą filmu jest Wielki Tydzień, w trakcie którego obserwujemy perypetie bohaterów. Na ekranie pojawia się wiele postaci i różnorakie postawy, jednak zdecydowanie dominuje postać młodej matki załamanej tragicznie absurdalnym wypadkiem dziecka. W trakcie filmu coraz bardziej na ekran „wychodzi” przemoc, a rzucanie workiem z małymi kotkami bardziej irytuje niż wzburza widza. Niestety film mocno rozczarowuje, jest chaotyczny, nierówny a aluzje do wielkiego Tygodnia są mało zrozumiałe. Możliwe, że jest to film dla typowego serbskiego widza, którzy znając specyfikę konfliktu kosowskiego może odnaleźć dodatkowe aspekty. W Polsce trudno wróżyć mu powodzenie.
Słońce w zenicie

Chorwacko-serbskie „Słońce w zenicie” Dalibora Matanicia, prezentowane w sekcji Pokazy Specjalne, to podzielona na trzy osobne historie, osadzona w trzech przestrzeniach czasowych kwintesencja bałkańskiego kina ostatnich lat. Filmy z tego regionu maja charakter rozliczeniowy z tragicznymi wydarzeniami po rozpadzie Jugosławii. Dzieło Matanicia opowiada trzy oddzielne historie, dziejące się w 10 letnich interwałach: z początku wojny (1991), z odbudowy powojennej (2001) oraz współcześnie (2011). Są to historie zakazanych miłości, reprezentantów dwóch zwaśnionych narodów (serbskiego i chorwackiego), na co wskazują podtytuły kolejnych części (z dwojgiem imion). Film jest sprawnie zrealizowany, scenariusze poszczególnych opowieści przykuwają uwagę widza, aktorzy dość przemieszani w poszczególnych opowieściach tworzą prawdziwe postacie budzące sympatię i współczucie. Ciekawym zabiegiem jest obsadzenie tych samych aktorów w trzech kolejnych częściach. Przesłaniem filmu jest oczyszczenie z traumy wojennej i ukazanie potęgi miłości, która nie patrzy na nic.
Hel

Takiego filmu w polskim kinie nie było od lat. Najnowszy film „Hel” (nie mylić z obrazem z 2009 roku) w reżyserii Kati Priwieziencew i Pawła Tarasiewicza, prezentowany w sekcji Wolny Duch, to komediowo-mroczna opowieść o zmęczonym życiem amerykańskim scenarzyście, który przyjeżdża na Hel w celu odnalezienia weny twórczej. Wydarzenia szybko przybierają makabryczny przebieg i widz ma mocną „zagwozdkę” co dzieje się naprawdę, a co jest jedynie obrazem wyobraźni bohaterów. „Hel” nieodparcie przypomina klimatem i środkami artystycznymi filmy David’a Lynch’a i zapewne będzie wzbudzać odmienne reakcje. Dla jednych będzie to profanacja, dla innych powiew świeżości w polskiej kinematografii. O tym filmie mówiono głośno i dużo w festiwalowych kuluarach, największa sala Kinoteki wypełniła się widzami do ostatniego miejsca.