Jestem artystą i chcę pozostawić po sobie ślad.

Bartek Stec i Maja Piątkowska
Bartek Stec – i Maja Piątkowska
fot. Radek Świątkowski

Spektakl JEGO to ewenement w dzisiejszym mocno skomercjalizowanym świecie, gdzie artyści windują honoraria, a producenci mnożą wysiłki, by zdobyć niemałe publiczne pieniądze na swoje projekty.

Okazuje się, że opinia o dzisiejszej młodzieży, która nie wiele umie a ma wyśrubowane aspiracje finansowe, w przypadku Stowarzyszenia B’Art zupełnie się nie sprawdza.

Przed drugim spektaklem JEGO, który ma się odbyć na zawodowej scenie warszawskiego Teatru Rampa 7 czerwca, rozmawiamy z jego twórcą i prezesem Stowarzyszenia Artystycznego B’Art – Bartłomiejem Stecem.
Rozmawiał Michał Pawlik.

 

Bartek Stec - zdjęcie do legitymacji tanecznej :)
Bartek Stec – zdjęcie do legitymacji tanecznej :)
fot. Radek Świątkowski

Panie Bartku kiedy się Pan urodził i gdzie?

Urodziłem się w Warszawie nieco ponad 25 lat temu.

A od kiedy zajmuje się Pan tańcem?

Można powiedzieć, że od dziecka.

Czy mógłby Pan opowiedzieć jak toczył się pański rozwój taneczny, gdzie Pan rozpoczął naukę, może coś o nauczycielach, zespołach w których pan zdobywał doświadczenie?

Swoje przygodę z tańcem rozpocząłem w Studiu Artystycznym Metro pod kierunkiem tancerzy i aktorów warszawskiego Teatru Buffo. Już po pierwszych zajęciach wiedziałem, że to jest miejsce dla mnie. Do Studia uczęszczałem parę dobrych lat i do tej pory bardzo miło wspominam ten okres mojego życia. Pod opieką Pani Beaty Mysińskiej, Beaty Urbańskiej i Dominiki Pietrzak stawiałem swoje pierwsze taneczne kroki. Każda z moich nauczycielek ma inny styl tańca, pracy i właśnie to zróżnicowanie bardzo mnie kształtowało. Po kilkuletniej nauce udało mi się dostać do zespołu Teatru Buffo, co było dużym sukcesem. Miałem możliwość uczestniczenia i bycia częścią najrozmaitszych produkcji, w reżyserii Janusza Józefowicza. Praca w teatrze, a także na planie w telewizji była zastrzykiem wiedzy i doświadczenia, które przydało się później, kiedy tańczyłem w zespole Akcent pod kierunkiem Beaty Mysińskiej czy w Teatrze Tańca Flex Beaty Urbańskiej. Miałem też okazję być tancerzem grupy Tańca Nowoczesnego Sway Anny Wielogórskiej. Możliwość pracy z tak wieloma choreografami pozwoliła mi rozwinąć nie tylko umiejętności taneczne w różnych technikach i stylach tańca, ale też nauczyła mnie jak pracować w zespole i wspólnie tworzyć. To dzięki tym umiejętnościm zdobytym w ciągu tych lat, miałem okazję i zaszczyt dostać się na kilkumiesięczne szkolenie w prestiżowej szkole przy Alvin Ailey Dance Theatre w Nowym Jorku. Pobyt w Stanach Zjednoczonych był zwieńczeniem mojej całej dotychczasowej nauki, a kończący kurs występ na deskach Teatru na Broadwayu olbrzymią nagrodą za wielki wysiłek i trud jakiego wymaga zawód tancerza.

Bartek Stec i Urszula Katarzyna Dral
Bartek Stec – i Urszula Katarzyna Dral
fot. Radek Świątkowski

Czy z tańca da się wyżyć?

Ze wszystkiego da się wyżyć. Uważam, że jeżeli ktoś ma na siebie pomysł i jest zdeterminowany w zdobywaniu postawionych sobie celów to zawsze znajdzie sposób aby robić to co kocha i jeszcze uda mu się na tym trochę zarobić. Praca tancerza jest wymagająca i ciężka. Dodatkowo jest ona zwykle tymczasowa, bo pracuje się projektowo, przy produkcjach teatralnych, telewizyjnych czy okazjonalnych. Pracując przy jednym projekcie, już należy rozglądać się za nowymi możliwościami. Zdobycie pracy w tym zawodzie to wielka loteria. Tancerze, podobnie jak aktorzy stale „biegają” na castingi. Trzeba również pamiętać, że to ciężka praca fizyczna i że ciało tancerza, jak każdego innego, ma swoje „lepsze i gorsze dni”.

Kiedy powstało Stowarzyszenie B’Art?

Stowarzyszenie stworzyłem rok temu.

Skąd pomysł na taką formę współpracy z innymi tancerzami, którzy są raczej w podobnym wieku do pańskiego? Czy trudno było namówić innych członków stowarzyszenia do tej inicjatywy?

Zakładając B’Art i chcąc realizować projekty taneczne, zastanawiałem się kto w ogóle będzie chciał się zaangażować w coś, co będzie niepewne, co może okazać się totalną klapą. Nie poddając się i idąc w zaparte zrobiłem listę znajomych poznanych między innymi w Buffo, którzy po przedstawieniu propozycji udziału w projekcie bez wahania powiedzieli: Tak. Cieszę się, że mi zaufali i nie zwątpili w moje szalone pomysły. Jak to bywa w każdym środowisku, zaraz wśród „znajomych królika” rozniosła się wieść i wkrótce dołączyli do nas tancerze nie tylko z Warszawy, ale też z innych miast.

Pierwszym waszym „pełnometrażowym” przedstawieniem jest realizacja „JEGO” wystawiona w zawodowym Teatrze Rampa. Czy nie mieliście pietra, albo trochę kompleksów, że Wy, młoda grupa, pierwsze takie przedsięwzięcie i już w prawdziwym teatrze?

Bartek Stec na próbie
Bartek Stec – na próbie
fot. Radek Świątkowski

Przygotowanie i realizacja „JEGO” była dla mnie i mojego zespołu dużym wyzwaniem. Chciałem aby cała produkcja była jak najbardziej profesjonalna dlatego też postanowiłem wystawić „JEGO” w profesjonalnym teatrze. Produkcję, w którą tyle ludzi wkłada tyle serca, poświęca tak wiele i która jest wielkim marzeniem, można wystawić tylko na profesjonalnej scenie, w prawdziwy teatrze. Tylko to miejsce może stworzyć odpowiedni klimat i dać tancerzom i twórcom poczucie zadowolenia z pracy. Jednocześnie znacznie podnosi prestiż całego przedsięwzięcia. Nic nie dopinguje tak artysty jak oślepiający blask reflektorów, zapach scenicznego kurzu, atmosfera za kulisami i najważniejszy moment, w którym podnosi się kurtyna! To mement na który czeka chyba każdy tancerz i aktor. Nie ma już odwrotu – show must go on! Po spektaklu okazało się, że jego premiera była sukcesem. JEGO został bardzo dobrze przyjęty przez publiczność, a co najważniejsze, że złapał widzów za serca. Co do kompleksów, to przy takich przedsięwzięciach nie ma na nie miejsca. Trzeba skoncentrować się tylko na pracy i na tym aby dać z siebie wszystko. Zdarzają się słabsze momenty, ale trzeba zacisnąć zęby i robić wszystko, aby efekt końcowy – spektakl – był jak najlepszy. Spektakl jest najważniejszy. Poza tym jest jeszcze zespół, więc zawsze znajdzie się ktoś, kto wesprze, powie miłe słowo, pocieszy lub zwyczajnie wysłucha. Każdy kryzys da się zwalczyć. Trzeba tylko szukać rozwiązań, a nie problemów.

Ile osób jest zaangażowanych w produkcje JEGO? Czy wszyscy są członkami Stowarzyszenia?

W projekcie JEGO uczestniczą 22 osoby, w tym piętnastu tancerzy. Udało nam się zarazić naszą wizją osoby mniej związane z tańcem na co dzień i tak powstał trzyosobowy zespół ds. promocji. Namówiłem, też dwoje przyjaciół, na co dzień związanych bardziej z modą, aby zaprojektowali i stworzyli kostiumy. Są też oczywiście panie od makijażu i fryzur. Część z tych osób należy do Stowarzyszenia. Nie da się ukryć, że produkcja spektaklu przypomina wielką machinę, w której każdy jest potrzebny, a jego praca jest niezastąpiona. Dodatkowo, przy pierwszej produkcji niezwykle ważne są dotychczasowe doświadczenia każdego z jej uczestników, twórców. Każdego dnia uczyliśmy się, że pomimo starannego planowania tak wielu rzeczy można nie przewidzieć…

A tancerze? Właściwie to tancerzy w przedstawieniu jest trzech (włączając małego Bernarda) a reszta, będąca w większości, to tancerki. Niech Pan opowie o aktorach tego przedstawienia.

Bez nich nie byłoby JEGO. Jak wspomniałem wcześniej, tylko dzięki im zaufaniu udało się zrealizować ten projekt. B’art powstał głównie po to aby dać szansę młodym, zdolnym ludziom – zwłaszcza tancerzom, po to, aby mogli zaistnieć na scenie w roli główniej. Część z nich to moi wieloletni przyjaciele, poznani w ciągu lat nauki tańca, inni to ich znajomi. Jest jeszcze garstka, która przyszła do nas na otwarte warsztaty przed próbami do spektaklu. Każda z osób biorących udział w spektaklu ma na swoim koncie przeróżne doświadczenia taneczne, sceniczne. Jedni są mniej, inni bardziej doświadczeni. Są też tacy, dla których JEGO to mały projekt, a dla innych jest on pierwszym tak dużym doświadczeniem scenicznym. Na co dzień każdy z zespołu robi co innego, Jedni grają w innych, profesjonalnych produkcjach, inni realizują się w przeróżnych projektach, a jeszcze inni spełniają się jako instruktorzy tańca i choreografowie. Praktycznie wszyscy oni pracują, a niektórzy dodatkowo studiują. Najmłodszym aktorem w JEGO jest 11-letni Bernard, ale on też ma już za sobą pierwsze doświadczenia artystyczne w teatrach i dubbingu. Jak pomyślę o wszystkich codziennych zajęciach i obowiązkach, jakie mają nasi aktorzy, to wciąż nie mogę uwierzyć, że udało nam się prawie przez rok znajdować czas, trzy razy w tygodniu, aby się spotykać na próbach

Czy prócz „JEGO”, wystawiacie jakieś inne projekty?

Jeszcze nie. „JEGO” jest pierwszym projektem. Na jesieni planujemy ruszyć z produkcją kolejnego przedsięwzięcia, ale to jest dopiero w fazie koncepcji, tak więc jest za wcześnie by o tym mówić. Bardzo chciałbym, aby JEGO było wystawione w kilku innych miastach w Polsce, a może nawet za granicą. Wciąż myślimy jak dotrzeć do jak największej liczby widzów.

Tancerze z lekkością lewitują
Tancerze – z lekkością lewitują
fot. Radek Świątkowski

Jakie są pańskie plany na przyszłość?

Chciałbym móc dalej rozwijać się artystycznie. Nie tylko w stowarzyszeniu, ale również poza nim. Mam tu na myśli swój rozwój jako tancerza. Wciąż pociąga mnie Nowy Jork, ale jest też tylu choreografów w Polsce i Europie, od których można się tak wiele nauczyć. Przede wszystkim chcę pracować dalej nad sobą, a to zaprocentuje we współpracy z innymi. Praca nad JEGO nauczyła mnie, że w projektach twórczych, nie chodzi o pieniądze, nie chodzi o sławę. Liczą się tylko dobre kontakty i relacje z ludźmi. Dzięki ich pomocy i współpracy z nimi można osiągnąć niemal wszystko. Poza tym jestem artystą i pewnie jak każdy chcę tworzyć tak, aby pozostawić po sobie ślad i poruszyć widzów.

Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę spełnienia planów.

Zdjęcia Radek Świątkowski

JEGO
7 czerwca 2014r., sobota,
godz. 19:00,
Teatr RAMPA,
ul. Kołowa 20
Bilety: 35-50 zł
dostępne www.teatr-rampa.pl

Zobacz zapowiedź: LINK

27 maja 2014 00:12