Wtorek, 13 października 2015, godz. 6:55. Mokotów. Na przejściu dla pieszych u zbiegu Al. Niepodległości i Malczewskiego zasłabł starszy mężczyzna.
Nieprzytomnego zauważył jadący autobusem kierowca MZA linii 222, który natychmiast zainteresował się leżącym na pasach człowiekiem.

Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to jak najszybsza pomoc. Po zabezpieczeniu miejsca zdarzenia podbiegłem, aby sprawdzić, co się stało. Charakter wykonywanej przez nas pracy sprawia, iż często jesteśmy pierwsi na miejscu zdarzenia, a w obliczu takiej kolei losu nie możemy przejść obojętnie – zaznaczył w rozmowie z naszym serwisem Grzegorz Górski.
Kierowca z Woronicza szybko zorientował się, że poszkodowany nie przejawia żadnych czynności życiowych i wymaga natychmiastowej pomocy. Przystąpił, więc do reanimacji, a osoba towarzysząca, pomagająca kierowcy powiadomiła pogotowie ratunkowe.
Wiedziałem, że muszę zachować zimną krew. Podjąć się całej akcji wraz z powiadomieniem służb ratunkowych i udzieleniu pierwszej pomocy. W takiej sytuacji najważniejszy jest czas. W trakcie uciskania klatki piersiowej pan powoli zaczął okazywać funkcje życiowe, a ja w głębi duszy poczułem ulgę – przyznał kierowca z czteroletnim stażem pracy.
Akcja resuscytacyjna prowadzona była do czasu przyjazdu zespołu specjalistycznego pogotowia ratunkowego. Taka reakcja kierowcy nie jest przypadkiem, od wielu lat w MZA prowadzone są szkolenia polegające na przekazaniu wiedzy dotyczącej pierwszej pomocy.
W trakcie prowadzonej akcji kierowca wykazał się inicjatywą i profesjonalizmem godnym pochwały oraz naśladowania. Udowodnił, że życie ludzkie jest wartością bezcenną, a nawet niewielka pomoc może je uratować.
Kierowca w rozmowie z nami wykazał się skromnością stwierdził, że nic nadzwyczajnego nie uczynił i każdy by na jego miejscu zrobiłby to samo.

