Zmienia się skład Komisji ds. Nazewnictwa Miejskiego, ale pozostają stare problemy i wątpliwości. Chociaż, rzecz jasna, pojawiają się również nowe wyzwania.

Od miesięcy trwają dyskusje dotyczące dwóch rond u zbiegu ulic Świętokrzyskiej i Kopernika oraz Kopernika i Tamki. Potyczki o ich patronów powoli zaczynają obrastać legendą. Zaczęło się od neutralnych i oczywistych (w sąsiedztwie szpitala dziecięcego) Bolka i Lolka. Pomysł ten spotkał się z pozytywnym odzewem wśród mieszkańców Warszawy i miał być antidotum na falę nazewniczych projektów. Nie udało się. Natomiast szybko ziścił się fatalny scenariusz i zaczęły wpływać kolejne wnioski. Między innymi środowisko działaczy NZS wnioskowało o upamiętnienie ich organizacji.
Obecnie już jest niemal pewne, że jedno z rond otrzyma za patrona Tadeusza Mazowieckiego, a drugie Bronisława Geremka. Nie ma jednak zgody na to, które rondo któremu z nich ma być przypisane.
Od lat wielki problem stanowi również godne upamiętnienie jednego z największych Polaków – Ignacego Paderewskiego. W tej chwili w Warszawie są dwie ulice jego imienia. Jedna w Rembertowie, druga w Wesołej. Wiele środowisk patriotycznych nie może się jednak pogodzić z tym, że nie ma w ścisłym centrum Warszawy ulicy jego imienia. Jednak zmieniać nazw ulic nie należy (szczególnie że w Rembertowie jest to bardzo długa, adresowa ulica). Powielać nazw nie wolno (zgodnie z zapisami statutu Komisji ds. Nazewnictwa Miejskiego). Sytuacja jest patowa.
Równie poważnym problemem jest brak w Warszawie odpowiedniej do rangi postaci ul. Cypriana Kamila Norwida. Na szczęście (w odróżnieniu do ul. Paderewskiego) jest szansa na rozwiązanie godne wieszcza. Trzeba jednak poczekać na opinie Biura Geodezji i Katastru.
Od wielu miesięcy środowisko związane z Instytutem Głuchoniemych stara się o upamiętnienie Głuchoniemych Żołnierzy AK. Pierwotny wniosek dotyczył wąwozu w parku Rydza-Śmigłego na tyłach instytutu. Dotychczas nie było pozytywnej opinii. Jednak determinacja wnioskodawców jest olbrzymia.
Niezmiennie problemem jest otoczenie Muzeum Historii Żydów Polskich. Chociaż przestrzeń naokoło jest niewielka i ma już patronów, wciąż wpływają kolejne wnioski. Między innymi ponownie wpłynął projekt dotyczący Stefanii Wilczyńskiej. Nie ulega wątpliwości, że jest to postać ze wszech miar godna upamiętnienia, ale nie przy muzeum, bo tam już nie ma gdzie.
Wnioskowano również o to, aby skwer na wewnętrznym podwórku Ministerstwa Finansów otrzymał nazwę Straży Obywatelskiej. Ministerstwo nie wyraziło na to zgody, argumentując, że jest to teren zamknięty. Czy jest to wystarczający argument, aby w tej części miasta nie upamiętnić tak zasłużonej dla Polski formacji? Wewnętrzny dziedziniec Ministerstwa Finansów, jakby nie patrzeć, jest przestrzenią publiczną. I miasto powinno mieć możliwość jej nazwania.
Na nazewnicze decyzje nadal oczekuje również Południowa Obwodnica Warszawy – jedna jej część miała otrzymać nazwę Polskiej Organizacji Wojskowej, a druga Legionów Piłsudskiego. Nie było jednak dotychczas zgody na to, który fragment obwodnicy którą ma otrzymać nazwę. Nadszedł chyba już czas, aby rozstrzygnąć ten dylemat. I należy oczekiwać w najbliższych miesiącach projektu uchwały w tej sprawie.
Takich i podobnych spraw oraz dylematów jest bardzo wiele. Trudno je wszystkie wymienić. Ważne jest jednak, że to nie komisja kreuje różne sprawy, a pomysły zgłaszają mieszkańcy Warszawy. I choć często niektóre z nich wydają się dziwne (jak choćby projekt nazwy rondo Miłosierdzia Bożego), to nad każdym wnioskiem komisja musi się pochylić z jednakową uwagą.
A odmawiając, musi mieć solidne argumenty.