O tym jak Czecha chciano wybrać na króla Polski opowiada dr hab. Robert Gawkowski, prezes Towarzystwa Miłośników Historii.
166. felieton pod wspólną nazwą: Stolica historii. Przedstawiają członkowie Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie, które są już od ponad trzech lat emitowane w każdą sobotę, w nieco skróconej wersji, w Radiu Kolor.
Podcast Radia Kolor jest pod tekstem.
Z cyklu:
Stolica historii. Przedstawiają członkowie
Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie.
Odcinek CLXVI:
Gdy cesarski poseł jest lepszy niż cesarz
Opowiada dr hab. Robert Gawkowski
Czasami los lubi płatać figle i sprawiać, że praca rzetelnie wykonana przynosi sukces daleko większy od spodziewanego. Zwycięstwo jest tak duże, że w rzeczywistości staje się kłopotem. Co najmniej dwukrotnie zdarzyło się tak w życiu, szesnastowiecznego magnata z Czech, Wilhelma z Rożemberku (1535-1592). W obu przypadkach przytrafiło się to naszemu bohaterowi w Polsce, podczas pierwszych elekcji pod Warszawą na króla polskiego w latach siedemdziesiątych XVI w.
Wspomniany Wilhelm był dyplomatą rządzących Czechami Habsburgów. Miał ich zaufanie i tytuły Burgrabiego i Szambelana Królestwa Czeskiego. Najchętniej mieszkał w swoim imponującym zamku w Czeskim Krumlowie, choć z równą swobodą obracał się wśród niemieckojęzycznej habsburskiej elity w Wiedniu i Pradze. Zawsze godnie i skutecznie reprezentował swego cesarza.

Tymczasem w sąsiedniej potężnej Polsce zaczęło się sporo dziać. Zmarł ostatni z Jagiellonów Zygmunt August i na wiosnę 1573 r. ogłoszono, pierwszy w historii, elekcyjny wybór nowego władcy. W szranki o polską koronę stanęły same asy: król Szwecji Jana III Wazy (ojciec Zygmunta III), car Wszechrusi Iwan IV Groźny, brat króla Francji Henryk Walezy oraz Ernest Habsburg (syn cesarza).

„Kampanią wyborczą” tego ostatniego miał kierować Wilhelm z Rożemberku, który przybył do Polski na czele orszaku złożonego z 80 karet i 400 dworzan. Całe to poselstwo wywarło duże wrażenie na polskiej szlachcie. Zamożny, dobrze wykształcony, elokwentny, Wilhelm znał kilka języków obcych. Ze względów dyplomatycznych w wychwalaniu swego protektora Ernesta Habsburga używał języka niemieckiego, ale… Gdy czeskiemu magnatowi przyszło witać się z przedstawicielami polskiej szlachty, Wilhelm z łatwością i najpewniej z radością, przechodził na język czeski.

Razu pewnego czeski poseł cesarski zapomniał się, kogo reprezentował. Zapewne gdzieś w jakimś warszawskim senatorskim pałacu, został serdecznie ugoszczony suto zakrapianą ucztą. Polska serdeczność, spowodowały, że Wilhelm fraternizował się z gospodarzami i w przypływie serdeczności zaczął ich ostrzegać przed …Habsburgami.
Dzień później Wilhelm, gdy ochłonął i odzyskał retrospekcję wydarzeń, z przerażeniem zaczął naprawiać swój błąd. Wszak miał Habsburgów reprezentować, a nie krytykować. Było już jednak za późno, bo Wilhelm zdobył popularność wśród szlachty, która na domiar złego, to właśnie posła cesarskiego chciała wybrać na Króla Polskiego. Wilhelm z Rożemberku mimo zaskakującej popularności, swojej kandydatury nie poparł, wszak wiązało by się to z ogromnym ryzykiem po powrocie do Czech.
Jak wiemy pierwszą polską elekcję wygrał Henryk Walezy. Wilhelm wrócił do Czech i jakoś ta drobna nielojalność podczas braterskich biesiad z polską szlachtą, uszła mu płazem.
Kiedy po ucieczce Walezego z Polski w 1574 roku ponownie doszło do bezkrólewia, Habsburgowie znów zainteresowali się zdobyciem polskiej korony . Sympatia polskiej szlachty do czeskiego magnata znów stawała się aktualna i dyplomata z Rożemberku wciąż miał za sobą wojewodę Stanisława Górkę, kasztelana Stanisława Szafrańca oraz klan rodzinny Zborowskich. Wielu polskich stronników, którzy wobec braku rodzimego „króla Piasta”, w Rożemberku widziała czeskiego „brata” rozumiejącego duszę polską. Dodajmy też, że czeski szambelan spowinowacony był z Jagiellonami (żona Zofia była wnuczką Zygmunta Starego).
Tym razem jednak Wilhelm z Rożemberku był ostrożniejszy i potajemnie (szyfrem!) pisał listy do polskich przyjaciół. Na elekcję pod Warszawę (na Woli) 1575 r. wysłał czeskich totumfackich: Jana Netolického i Zdeňka Kavkę. Formalnie rzecz jasna wciąż promował swego Pana Maksymiliana Habsburga, bo do stracenia miał zbyt wiele. Wystawienie swojej kandydatury, oznaczało by w Czechach ogromne problemy.
Wilhelm w wyborach więc nie wystartował i zwyciężył w nich Stefan Batory.

Czech zachował swe wpływy na dworze Habsburgów. Żył jeszcze lat kilkanaście, a do historii Czech przeszedł jako sprawny gospodarz i mecenas rodzimej kultury. Jednak jego udział w polskich elekcjach i popularność w Rzeczpospolitej szlacheckiej- jest niemal nie znana.
Wilhelm z Rożemberku spoczywa w kościele św. Wita w swoim ukochanym Czeskim Krumlowie.
Dr hab. Robert Gawkowski
Historyk i archiwista publikujący głównie o dziejach sportu w II RP. Jest też znawcą historii Warszawy.
W 2014 roku za książkę „Krybar. Uniwersytet w cieniu powstańczych walk” otrzymał nagrodę KLIO.
W 2014-17 był członkiem Rektorskiego Komitetu Obchodów 200-lecia Uniwersytetu Warszawskiego.
Od 8 lat zasiada w jury konkursu varsavianów im. Hanny Szwankowskiej.
Od stycznia 2023 r. kieruje oddziałem naukowo-wystawienniczym Muzeum Sportu i Turystyki
Od kwietnia 2022 jest prezesem TMH.
Członkiem Towarzystwa jest od 18 lat.
Podcast Radia Kolor
4:44 min.
Zobacz też inne odcinki cyklu:
- Lista odcinków: [LINK]







