Poezja nie jest kwestią moralności. Piotr Banasiak, z Towarzystwa Miłośników Historii, wygłasza Słowo o Lucjanie Szenwaldzie.
164. felieton pod wspólną nazwą: Stolica historii. Przedstawiają członkowie Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie, które są już od trzech lat emitowane w każdą sobotę, w nieco skróconej wersji, w Radiu Kolor.
Podcast Radia Kolor jest pod tekstem.
Z cyklu:
Stolica historii. Przedstawiają członkowie
Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie.
Odcinek CLXIV:
Poezja nie jest kwestią moralności.
Słowo o Lucjanie Szenwaldzie
Opowiada Piotr Banasiak
Proszę sobie wyobrazić młodego człowieka, który w wieku zaledwie szesnastu lat debiutuje w „Skamandrze”. Zna kilka języków obcych, godzinami recytuje wiersze starożytnych Greków i potrafi przenieść na fortepian wielogłosowe symfonie Beethovena.
Brzmi to jak początek biografii geniusza.
I rzeczywiście – Lucjan Szenwald miał talent, który zapowiadał coś wyjątkowego. Tyle że jego życie potoczyło się zupełnie inaczej.
Po śmierci matki i konflikcie z ojcem opuszcza rodzinny dom.
Jest bywalcem przytułków dla ubogich.
Pomimo to studiuje filologię klasyczną na Uniwersytecie Warszawskim.
Uczelni jednak nie kończy. Bieda, choroba i fatalne warunki życia coraz bardziej dają mu się we znaki.
I wtedy pojawia się w jego życiu fascynacja komunizmem.
Z czasem Szenwald staje się gorliwym zwolennikiem sowieckiego systemu.
I tu dotykamy punktu zwrotnego w jego biografii. Niezwykły talent poetycki zostaje podporządkowany ideologii. W jego dorobku, są niestety również wiersze propagandowe, które czytać dziś bez zażenowania nie sposób,
z frazami w rodzaju:
Czarowna Armio – o lawino chwały!
Zanim jednak to nastąpi, przenieśmy się do roku 1931, na ulice Rybaki,
u podnóża warszawskiego Starego Miasta.
Dziś miejsce to kojarzy się nam przede wszystkim z multimedialnymi fontannami. Wtedy nie było to jednak miejsce wymarzone dla spacerowiczów. W pobliżu znajdowały się rzeźnia i garbarnia, a ich przykre zapachy skutecznie odstraszały przechodniów.
Szenwald wynajmuje tam niewielki pokój w suterenie.
Dzieli go z robotnikiem i młodym małżeństwem.
Poeta ma w tej ciemnej mrocznej izbie miejsce najlepsze – bo przy oknie.
A za nim znajduje się mały warzywny ogródek.
I właśnie z tego okna obserwuje świat.
Widzi dojrzewające rośliny i docierają do niego odgłosy z pobliskiej rzeźni.
Życie i śmierć. Narodziny i rozpad.
Z tych obserwacji powstaje „Kuchnia mojej matki”. To poemat o materii.
O tym, że wszystko, co żyje, kiedyś umrze, a potem stanie się częścią kolejnego procesu. Kuchnia w jego ujęciu jest wielkim laboratorium natury.
Na wierzchu martwe kwiaty, a pod spodem bryły
węgla, które też kiedyś roślinami były.
Tak organizmów starych spopielone kości
niweczą ciała pięknych efebów — z zazdrości!Przechodzisz. Pod ciosami stóp kamienne płyty
głucho dźwięczą. Spostrzegłeś i stajesz jak wryty:
Stado bawołów, które w południowym znoju
przez brazylijski pampas gna do wodopoju,
że aż cholera trzęsie terenem równiny,
że aż jęczą w podstawach górskie połoniny —
to stado, skrwawionymi palcami od przodu
pochwyciwszy za rogi, ogromna dłoń głodu
przenosi tu — i ostrych pił bezsennej warcie,
sforze haków i siekier rzuca na rozdarcie!
Obok czeka błyszczący świeżą stalą tartak,
w podwójne zęby strojna mosiężna wiertarka.Zmielą te zęby konia i warchlaka zmielą,
odgryzą wielogłowy łeb rodzeństwu cieląt,
zetrą w proch ich przedśmiertne szlochy i rzężenia,
poszarpią na sekundy ich ostatnie tchnienia,
a iżby nie znalazły ciszy poza grobem,
wydrą z nich serce, płuca, pęcherz i wątrobę.
Szenwald pisał ten utwór w czasie choroby.
Aleksander Maliszewski wspominał, że przyjaciel opowiadał mu o niezwykłych wizjach, które nawiedzały go w czasie silnej gorączki.
Trudno dziś już powiedzieć, gdzie kończyła się choroba, a zaczynała poetycka wyobraźnia. Pewne jest jedno: rezultat był niezwykły.
Czesław Miłosz uważał „Kuchnię mojej matki” za utwór „poetycko znakomity”. Wspominał, że kiedy poemat wydrukowano w 1931 r.
na pierwszej stronie „Wiadomości Literackich”, to wywołał ogromne zdumienie i podziw.
Szenwald zginął w sierpniu 1944 r, w wypadku samochodowym spowodowanym przez pijanych czerwonoarmistów.
Był oficerem Ludowego Wojska Polskiego.
Miał wtedy 35 lat.
Po wojnie jego imieniem nazywano niezliczoną ilość szkół i ulic.
Po dekomunizacji z tej dawnej chwały niewiele pozostało.
Na pewno dwa znakomite wiersze.

Obok „Kuchni mojej matki” również „Pożegnanie Syberii”.
Do tego ostatniego utworu Miłosz odniósł się w słynnym „Traktacie Poetyckim” pisząc znamienny komentarz:
Poezja nie jest kwestią moralności
Jak dowiódł Szenwald, lejtnant Krasnoj Armii.
Kiedy w obozach dalekiej północy
W szkło zastygały trupy stu narodów
On pisał odę do Matki-Syberii.
Jeden z piękniejszych, tak jest, polskich wierszy.
Przypadek Szenwalda jest przestrogą przed uwikłaniem się artystów
w politykę. Z jego biografii płynie jednak także inna, bardziej przewrotna nauka. Nawet jesienna grypa nie musi być dla nas czasem straconym. Gorączkowe wizje mogą czasem stać się początkiem drogi do wielkiej poezji.
A że poezja potrafi żyć własnym życiem zaświadcza nam o tym Maciej Maleńczuk, który z powodzeniem sięgnął po tekst Szenwalda w piosence pt. „Niech żyje wojna”.
I przyznają państwo, że trudno wymyśleć bardziej ironiczną puentę tej historii w czasie kiedy trzeba być silnym, zwartym i gotowym.
Ojczyzna bez żołnierza, to jak bez miecza kat
Więc biorą w świat młodzieży od wielu, wielu lat
A gdy spod ciężkich tanków, robocza tryska krew
W salonach hut i banków wesoło słychać śpiewNiech żyje wojna, muzyczka marsza rżnie
Wojna, pieniążki sypią się
Wroga bij w imię Boga
Za cudzą kieszeń oddaj młode życie sweDyrektor w gabinecie kolację smaczną pcha
Wesoły jest, bo przecież waleczną armię ma
A gdy robociarz marny w okopach będzie gnił
On grubą forsę zgarnie i brzuch mu będzie tył.

Piotr Banasiak
Studiował na Uniwersytecie Warszawskim i Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu.
Kustosz w Muzeum Sportu i Turystyki.
Przewodniczący Stowarzyszenia Miłośników Twórczości Brunona Jasieńskiego.
Zapalony turysta, cyklista i biegacz długodystansowy.
Od dwóch lat członek Sekcji Historii Sportu i Turystyki Towarzystwa Miłośników Historii.
Podcast Radia Kolor
4:43 min.
Zobacz też inne odcinki cyklu:
- Lista odcinków: [LINK]






