Słowo o Lucjanie Szenwaldzie

Tablica upamiętniająca Lucjana Szenwalda - na budynku przy pl. Konstytucji 6 w Warszawie, 11 kwietnia 2019 r. Fot. Adrian Grycuk (Wikipedia)
Tablica upamiętniająca Lucjana Szenwalda – na budynku przy pl. Konstytucji 6 w Warszawie, 11 IV 2019 r.
fot. Adrian Grycuk (Wikipedia)

Poezja nie jest kwestią moralności. Piotr Banasiak, z Towarzystwa Miłośników Historii, wygłasza Słowo o Lucjanie Szenwaldzie.

164. felieton pod wspólną nazwą: Stolica historii. Przedstawiają członkowie Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie, które są już od trzech lat emitowane w każdą sobotę, w nieco skróconej wersji, w Radiu Kolor.

Podcast Radia Kolor jest pod tekstem.

Z cyklu:

Stolica historii. Przedstawiają członkowie
Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie.

Logo Towarzystwa Miłośników HistoriiOdcinek CLXIV:

Poezja nie jest kwestią moralności.
Słowo o Lucjanie Szenwaldzie

Opowiada Piotr Banasiak

Lucjan Szenwald - zdjęcie młodzieńcze. Fot. arch. autora
Lucjan Szenwald – zdjęcie młodzieńcze.
fot. arch. autora

Proszę sobie wyobrazić młodego człowieka, który w wieku zaledwie szesnastu lat debiutuje w „Skamandrze”. Zna kilka języków obcych, godzinami recytuje wiersze starożytnych Greków i potrafi przenieść na fortepian wielogłosowe symfonie Beethovena.

Brzmi to jak początek biografii geniusza.
I rzeczywiście – Lucjan Szenwald miał talent, który zapowiadał coś wyjątkowego. Tyle że jego życie potoczyło się zupełnie inaczej.

Po śmierci matki i konflikcie z ojcem opuszcza rodzinny dom.
Jest bywalcem przytułków dla ubogich.
Pomimo to studiuje filologię klasyczną na Uniwersytecie Warszawskim.
Uczelni jednak nie kończy. Bieda, choroba i fatalne warunki życia coraz bardziej dają mu się we znaki.

I wtedy pojawia się w jego życiu fascynacja komunizmem.
Z czasem Szenwald staje się gorliwym zwolennikiem sowieckiego systemu.
I tu dotykamy punktu zwrotnego w jego biografii. Niezwykły talent poetycki zostaje podporządkowany ideologii. W jego dorobku, są  niestety również wiersze propagandowe, które czytać dziś bez zażenowania nie sposób,
z frazami w rodzaju:

Czarowna Armio – o lawino chwały!

Ul. Rybaki - Aleksander Gierymski, Fot. archiwum autora
Ulica Rybaki – Aleksander Gierymski
fot. arch. autora

Zanim jednak to nastąpi, przenieśmy się do roku 1931, na ulice Rybaki,
u podnóża warszawskiego Starego Miasta.
Dziś miejsce to kojarzy się nam przede wszystkim z multimedialnymi fontannami. Wtedy nie było to jednak miejsce wymarzone dla spacerowiczów. W pobliżu znajdowały się rzeźnia i garbarnia, a ich przykre zapachy skutecznie odstraszały przechodniów.

Ulica Rybaki - Aleksander Gierymski . Fot. arch. autora
Ulica Rybaki – Aleksander Gierymski
fot. arch. autora

Szenwald wynajmuje tam niewielki pokój w suterenie.
Dzieli go z robotnikiem i młodym małżeństwem.
Poeta ma w tej ciemnej mrocznej izbie miejsce najlepsze – bo przy oknie.
A za nim znajduje się mały warzywny ogródek.
I właśnie z tego okna obserwuje świat.

Widzi dojrzewające rośliny i docierają  do niego odgłosy z pobliskiej rzeźni.
Życie i śmierć. Narodziny i rozpad.
Z tych obserwacji powstaje „Kuchnia mojej matki”. To poemat o materii.
O tym, że wszystko, co żyje, kiedyś umrze, a potem stanie się częścią kolejnego procesu. Kuchnia w jego ujęciu jest wielkim laboratorium natury.

Na wierzchu martwe kwiaty, a pod spodem bryły
węgla, które też kiedyś roślinami były.
Tak organizmów starych spopielone kości
niweczą ciała pięknych efebów — z zazdrości!

Przechodzisz. Pod ciosami stóp kamienne płyty
głucho dźwięczą. Spostrzegłeś i stajesz jak wryty:
Stado bawołów, które w południowym znoju
przez brazylijski pampas gna do wodopoju,
że aż cholera trzęsie terenem równiny,
że aż jęczą w podstawach górskie połoniny —
to stado, skrwawionymi palcami od przodu
pochwyciwszy za rogi, ogromna dłoń głodu
przenosi tu — i ostrych pił bezsennej warcie,
sforze haków i siekier rzuca na rozdarcie!
Obok czeka błyszczący świeżą stalą tartak,
w podwójne zęby strojna mosiężna wiertarka.

Zmielą te zęby konia i warchlaka zmielą,
odgryzą wielogłowy łeb rodzeństwu cieląt,
zetrą w proch ich przedśmiertne szlochy i rzężenia,
poszarpią na sekundy ich ostatnie tchnienia,
a iżby nie znalazły ciszy poza grobem,
wydrą z nich serce, płuca, pęcherz i wątrobę.

Szenwald pisał ten utwór w czasie choroby.
Aleksander Maliszewski wspominał, że przyjaciel opowiadał mu o niezwykłych wizjach, które nawiedzały go w czasie silnej gorączki.
Trudno dziś już powiedzieć, gdzie kończyła się choroba, a zaczynała poetycka wyobraźnia. Pewne jest jedno: rezultat był niezwykły.

Czesław Miłosz uważał „Kuchnię mojej matki” za utwór „poetycko znakomity”. Wspominał, że kiedy poemat wydrukowano w 1931 r.
na pierwszej stronie „Wiadomości Literackich”, to wywołał ogromne zdumienie i podziw.

Kuchnia mojej matki, Wiadomości Literackie, nr 30 z dn. 26 lipca 1931 r. Fot. arch. autora
Kuchnia mojej matki – Wiadomości Literackie, nr 30 z dn. 26 lipca 1931 r.
fot. arch. autora

Szenwald zginął w sierpniu 1944 r, w wypadku samochodowym spowodowanym przez pijanych czerwonoarmistów.
Był oficerem Ludowego Wojska Polskiego.
Miał wtedy 35 lat.

Po wojnie jego imieniem nazywano niezliczoną ilość szkół i ulic.
Po dekomunizacji z tej dawnej chwały niewiele pozostało.
Na pewno dwa znakomite wiersze.

Statek handlowy Lucjan Szenwald - zezłomowany w latach 1998-2002. Fot. archiwum autora
Statek handlowy Lucjan Szenwald – Statek handlowy Lucjan Szenwald – zezłomowany w latach 1998-2002. Fot. archiwum autora
fot. archiwum autora

Obok „Kuchni mojej matki” również „Pożegnanie Syberii”.
Do tego ostatniego utworu Miłosz odniósł się w słynnym „Traktacie Poetyckim” pisząc  znamienny komentarz:

Poezja nie jest kwestią moralności
Jak dowiódł Szenwald, lejtnant Krasnoj Armii.
Kiedy w obozach dalekiej północy
W szkło zastygały trupy stu narodów
On pisał odę do Matki-Syberii.
Jeden z piękniejszych, tak jest, polskich wierszy.

Przypadek Szenwalda jest przestrogą przed uwikłaniem się artystów
w politykę. Z jego biografii płynie jednak także inna, bardziej przewrotna nauka. Nawet jesienna grypa nie musi być dla nas czasem straconym. Gorączkowe wizje mogą czasem stać się początkiem drogi do wielkiej poezji.

Lucjan Szenwald - okładka poematu ''Scena przy strumieniu''. Fot. arch. autora
Lucjan Szenwald – okładka poematu ”Scena przy strumieniu”.
fot. arch. autora

A że poezja potrafi żyć własnym życiem zaświadcza nam o tym Maciej Maleńczuk, który z powodzeniem sięgnął po tekst Szenwalda w piosence pt. „Niech żyje wojna”.

I przyznają państwo, że trudno wymyśleć bardziej ironiczną puentę tej historii w czasie kiedy trzeba być silnym, zwartym i gotowym.

Ojczyzna bez żołnierza, to jak bez miecza kat
Więc biorą w świat młodzieży od wielu, wielu lat
A gdy spod ciężkich tanków, robocza tryska krew
W salonach hut i banków wesoło słychać śpiew

Niech żyje wojna, muzyczka marsza rżnie
Wojna, pieniążki sypią się
Wroga bij w imię Boga
Za cudzą kieszeń oddaj młode życie swe

Dyrektor w gabinecie kolację smaczną pcha
Wesoły jest, bo przecież waleczną armię ma
A gdy robociarz marny w okopach będzie gnił
On grubą forsę zgarnie i brzuch mu będzie tył.

Tablica upamiętniająca Lucjana Szenwalda - na budynku przy pl. Konstytucji 6 w Warszawie, 11 kwietnia 2019 r. Fot. Adrian Grycuk (Wikipedia)
Tablica upamiętniająca Lucjana Szenwalda – na budynku przy pl. Konstytucji 6 w Warszawie, 11 kwietnia 2019 r.
fot. Adrian Grycuk (Wikipedia)

Piotr Banasiak

Piotr Banasiak - TMH (arch. autora)
Piotr Banasiak – TMH
fot. arch. autora

Studiował na Uniwersytecie Warszawskim i Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu.
Kustosz w Muzeum Sportu i Turystyki.
Przewodniczący Stowarzyszenia Miłośników Twórczości Brunona Jasieńskiego.

Zapalony turysta, cyklista i biegacz długodystansowy.
Od dwóch lat członek Sekcji Historii Sportu i Turystyki Towarzystwa Miłośników Historii.

Podcast Radia Kolor

4:43 min.

(kliknij logo)Radio Kolor - Logo

 

Zobacz też inne odcinki cyklu:

  • Lista odcinków: [LINK]
20 września 2026 09:00