Nie ma „Czułego”

Pusty lokal – nie ma "Czułego Barbarzyńcy"
fot. A. Sheybal-Rostek

Powiśle roku 1989 to była część miasta zaniedbana i podejrzana. Nikt o normalnych zmysłach nie zapuszczał się wówczas w te powiślańskie ostępy, bo można było (co najwyżej) dostać w mordę. Musiało wiele czasu upłynąć by ukuło się na temat Powiśla określenie „Boska hipsteria”(skądinąd mocno niesłusznie). Ale to się nie stało z dnia na dzień. To był proces. Być może pierwszym jego etapem było powstanie BUW.

Przeniesienie siedziby biblioteki było bodźcem. Tego właśnie potrzebowało Powiśle aby ruszyć z miejsca i rozpocząć żmudną ścieżkę przemian. A ta ścieżka nie była ani krótka ani tym bardziej prosta. Pojawiły się na tej drodze kamienie milowe. Jednym z nich było powstanie „Czułego Barbarzyńcy”. To był pierwszy powiew nowych czasów. Od początku miejsce kultowe, które wpisało się w Powiśle z niesłychaną siłą.

Jeszcze kilka lat temu ulica Zajęcza nic nikomu nie mówiła. Zmieniło się to wraz z powstaniem Mostu Świętokrzyskiego. Ale to nie most a „Czuły Barbarzyńca” sprawił, iż ta nic nieznacząca uliczka (jeszcze do niedawna ślepa) stała się ważnym punktem na mapie Warszawy. Któż bowiem jadąc z prawego na lewy brzeg Wisły wie, iż właśnie tą ulicą się przemieszcza? Śmiem twierdzić, iż niewielu.

Któregoś dnia w miejscu, w którym wcześniej był sklep z rzeczami dla dzieci (jeszcze wcześniej chyba antykwariat – albo odwrotnie, ale tego już nie pamiętam) powstała kawiarnia w której można było kupić książki. Miejsce, jak na ówczesne czasy, mocno egzotyczne.

I to się przyjęło. „Czuły” stał się znakiem rozpoznawczym Powiśla. I przez kolejne lata tak właśnie było. Bez dyskusji . Spotykano się w „Czułym”, umawiano się w „Czułym”. To było miejsce kultowe, wyjątkowe, niepowtarzalne. Pierwsze takie w Warszawie. Pierwowzór innych powstających jak grzyby po deszczu.

Od ponad tygodnia „Czułego „ na Zajęczej nie ma.

Ale jak to?

„Czuły”, który przez lata istniał nie tylko na warszawskiej ale też polskiej mapie miejsc wyjątkowych, kultowych z dnia na dzień został wyproszony. Wykurzony z dotychczasowej siedziby przez właścicieli kamienicy. Jak to się dokładnie stało i dlaczego warto wyjaśnić. Ale fakt pozostaje faktem – „Czułego” nie ma w dotychczasowej lokalizacji.

Nie mając pewnej wiedzy na temat okoliczności zakończenia umowy nie zamierzam tego komentować. Ale mogę, w tym miejscu, wyrazić swoje zdanie na temat faktu, iż kultowe miejsce przestało istnieć.

A komentarz jest brutalny.

Cóż musi kierować ludźmi, którzy (niezależnie od przesłanek) skazują na banicję instytucję (tak, tak) kultury o tak wieloletniej tradycji i tak silnym związku z miejscem?

Święte prawo własności jest ze wszech miar zrozumiałe. Ale jednak wszystkiego nie tłumaczy. A zniszczenie „Czułego” to zwyczajne (nomem omen) barbarzyństwo. To niezrozumienie procesów rządzących miejskim życiem. Kompletny brak szacunku dla dorobku konkretnego miejsca. Brak poszanowania dla ludzi. I zwykła głupota.

Zapewne od kolejnego najemcy będzie można wyciągnąć znacznie więcej pieniędzy. Jeśli tak się stanie to gratuluję serdecznie właścicielom. Ale jedno jest pewne – czegoś tak wyjątkowego i kultowego jak „Czuły” już tam nie stworzą. Bo to nie jest kwestia ani pieniędzy ani lokalu. Tu chodzi o ludzi. O ich emocje, ich potencjał. O wizję.

„Czuły” to nie było tylko miejsce na mapie Warszawy. To była instytucja. Nie jakaś tam kolejna knajpeczka. Wraz z likwidacją „Czułego” skończyła się pewna era w historii miasta a w szczególności w historii Powiśla. Ten, który tego nie rozumie jest zwyczajnym prymitywem. Prostakiem bez odrobiny wyczucia. I do końca życia i jeden dzień dłużej będzie miał na sumieniu zniszczenie najbardziej kultowego miejsca w Warszawie. Tym, niewątpliwie, zapisze się w stołecznej historii. Gratuluję!

ps. dla Powiśla i jego tożsamości jest to niepowetowana strata.

2 marca 2016 00:46