W cyklu Stolica Historii o podróży rowerem Karoliny Kocięckiej do Paryża opowiada dr Anna Śmiechowicz.
167. felieton pod wspólną nazwą: Stolica historii. Przedstawiają członkowie Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie, które są już od ponad trzech lat emitowane w każdą sobotę, w nieco skróconej wersji, w Radiu Kolor.
Podcast Radia Kolor jest pod tekstem.
Z cyklu:
Stolica historii. Przedstawiają członkowie
Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie.
Odcinek CLXVII:
Podróż Karoliny Kocięckiej do Paryża.
Kilometry wolności – dwie cyklistki, jeden cel.
Opowiada dr Anna Śmiechowicz
Dziś przeniesiemy się w czasie do roku 1900 na warszawskie Bielany.
Jest dokładnie 16 września, godzina dziewiąta rano. Na miejscu gromadzi się tłum ciekawskich, dziennikarzy oraz sportowców z Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów. Wszyscy patrzą z niedowierzaniem na dwie młode kobiety stojące przy swoich dwukołowych maszynach. Jedną z nich jest Karolina Kocięcka – prawdziwa gwiazda i pionierka polskiego kolarstwa. Druga to jej towarzyszka, pani Dermenczug, znana pod pseudonimem „Dedi”, która ze względu na trudy trasy musiała być równie doświadczoną rowerzystką.
Przed nimi cel niezwykle ambitny, a dla wielu ówczesnych krytyków wręcz skandaliczny: przejechać na rowerach z Warszawy do Paryża.
Do pokonania mają aż 1740 kilometrów!

W 1900 roku Paryż był prawdziwą stolicą świata.
Trwała tam Powszechna Wystawa Światowa podsumowująca dotychczasowe osiągnięcia cywilizacyjne i naukowe XIX stulecia, a w jej ramach po raz pierwszy w historii w Igrzyskach Olimpijskich mogły oficjalnie wystąpić kobiety.
Paryż stał się wówczas celem licznych wypraw. Przejazd znad Wisły nad Sekwanę był wówczas sprawdzianem nowoczesności – w 1897 roku trasę tę pokonał automobilista Stanisław Grodzki.
Z kolei w 1900 roku automobilem do Francji udał się ks. Jaime de Bourbon, a trzy miesiące przed Kocięcką trasę Warszawa – Paryż przejechał na rowerze student Uniwersytetu Kijowskiego Władysław Milkiewicz.
Karolina Kocięcka – wykorzystując ten dogodny moment – sekundowana przez redakcję sportowego pisma „Kolarz, Wioślarz i Łyżwiarz” – postanowiła udowodnić, że kobiety nie ustępują hartem ducha ani siłą fizyczną mężczyznom.

Cyklistki planowały pokonywać średnio 160 kilometrów dziennie przy prędkości około 16 kilometrów na godzinę, by dotrzeć nad Sekwanę w zaledwie dwa tygodnie! Kocięcka jechała na szosowej maszynie marki Clement, która ważyła około 30 funtów (czyli 12 kilogramów). Do tego dochodził bagaż liczący około 10 funtów (ok. 4–5 kg) – składający się z rzeczy prywatnych i niezbędnych przyrządów naprawczych. Prasa pisała krótko:
Jak na kobietę, ekscentryczna wyprawa!
Rowerzystki wyruszyły z Bielan odprowadzane przez warszawskich kolarzy szosą bielańską, fortową aż do wolskiej, gdzie po 10 kilometrach koledzy pożegnali je ze słowami zachęty. W pierwszym etapie podróży towarzyszył im cyklista Walery Pieńkowski. Trasa prowadziła przez Sochaczew i Łowicz do Kutna, gdzie autorki wyprawy przenocowały. Drugiego dnia, po pokonaniu ponad 230 km przez Koło i Konin, dotarły do Słupcy, przekraczając granicę zaboru rosyjskiego i pruskiego, by zatrzymać się we Wrześni. Następnie przez Poznań, Kostrzyn i Gorzyń skierowały się ku Berlinowi. Co ciekawe, w Poznaniu Kocięcka wysłała do redakcji list chwalący sprzęt i dobre drogi, choć stołeczny „Kurjer Warszawski” wspominał o kilkugodzinnej naprawie rowerów.

Przemierzając Niemcy – gdzie rower stawał się powszechnym środkiem transportu – cyklistki mijali mieszkańcy zachwyceni ich wytrwałością. Wyprawa miała dla Kocięckiej nie tylko wymiar sportowy i emancypacyjny, ale i głęboko patriotyczny. Po latach wspominała burmistrza jednego z niemieckich miasteczek, który z podziwu dla jej niezłomności wpisał jej do pamiątkowej książeczki słowa: „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Dalsza droga biegła przez Hanower, Kolonię, Akwizgran i Liège. Po drodze cyklistki przekraczały granice kolejnych państw, mierząc się z trudem podróży. Nie obeszło się jednak bez groźnych momentów. W Belgii, 28 września pod Flemalle nieopodal Liège, jadące w ciemnościach cyklistki nie zauważyły stromej góry. Rozpędzone maszyny podążały ku przepaści. Kocięcka uratowała się, zeskakując z roweru w ostatniej chwili, co przypłaciła dotkliwymi potłuczeniami, a jej towarzyszkę zatrzymał przypadek i pomoc przechodnia.
Niezłomne Polki pokazały jednak niezwykły charakter – w ostatni dzień podróży, mimo fatalnej, deszczowej pogody, pędziły bez żadnego odpoczynku. I udało się! 1 października, o godzinie szóstej wieczorem – po 14 dniach pedałowania – Karolina Kocięcka i jej towarzyszka wjechały do Paryża. Kocięcka wspominała po latach ze wzruszeniem: „Gdy przybyłam do stolicy Francji i zobaczyłam wieżę Eiffla, łzy radości stanęły mi w oczach… Dopięłam celu. Sportowy Zachód zainteresował się mną bardzo… Miałam dobrą, bardzo dobrą prasę”. Paryski tygodnik „Vélo” oraz dziennik „Le Constitutionnel” zachwycały się dwiema – jak pisano – „zdrowymi, przystojnymi i nieustraszonymi Polkami” zaopatrzonymi w książeczki kontrolne Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów.
W Paryżu Kocięcka spędziła tydzień, zwiedzając Wystawę Światową, w tym imponujący dział sportowy z ekspozycjami nowinek kolarskich. Droga powrotna również była wyczynem: 8 października wyruszyła samotnie na rowerze inną trasą do Genewy (ok. 600 km), skąd pociągiem powróciła 20 października do Warszawy. Od wytwórcy rowerów marki Clement otrzymała w uznaniu wyścigowy rower oraz tandem. Gazety w całym kraju – od „Tygodnika Mód i Powieści” po satyryczną „Muchę” – komentowały jej wyczyn, a ona sama stała się prawdziwą osobowością mediów. Kocięcka tym wyczynem zyskała ogromną sławę i uznanie. Powróciła do Warszawy jako prawdziwa bohaterka i symbol wyzwolenia kobiet w sporcie, a w kolejnych latach kontynuowała starty na tandemie w parze z Władysławem Milkiewiczem.

Prawdopodobnie zastanawiacie się Państwo, dlaczego przypominamy tę niesamowitą historię sprzed ponad wieku właśnie dzisiaj. Historia zatacza koło w najpiękniejszy możliwy sposób. Jej imienniczka podejmuje dokładnie to samo wyzwanie!
Nowa Karolina Kocięcka swoim działaniem postanowiła złożyć hołd niezłomnej pionierce polskiego kolarstwa. Będziemy kibicować jej na starcie 14 października, które wedle programu stanowi integralną część promocji mojej książki Warszawskie Towarzystwo Cyklistów w obiektywie Stanisława Bogackiego.
Spotkanie rozpocznie się o godz. 16.30 w siedzibie Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie.
Zapraszamy serdecznie!

Anna Śmiechowicz
Adiunkt w Katedrze Historii Polski XIX wieku na Uniwersytecie Łódzkim.
Swoje zainteresowania badawcze koncentruje wokół dziejów kultury fizycznej i sportu do 1939 roku.
Autorka książki „Rowerem po emancypację. Karolina Kocięcka – pionierka polskiego sportu”.
Członkini Polskiego Towarzystwa Historycznego Oddział Łódzki.
Entuzjastka turystyki rowerowej połączonej ze zwiedzaniem ciekawych miejsc historycznych oraz kontaktu z naturą. Bezkonkurencyjny kierunek jej rowerowych podróży na mapie Polski stanowią tereny Podlasia i Mazur posiadające wyjątkowe walory krajoznawcze i etnograficzne.
Podcast Radia Kolor
4:53 min.
Zobacz też inne odcinki cyklu:
- Lista odcinków: [LINK]




