Zapraszamy na subiektywne podsumowanie tegorocznych Warszawskich Spotkań Teatralnych.
Wszystkie przedstawienia, które obejrzałem: sześć na dziewięć, zasługują na wyróżnienie. Kuratorka 38. WST – Dorota Buchwald zatem nie zawiodła mnie swoimi wyborami.
Osobiście najmniej usatysfakcjonował mnie „Hamlet – komentarz” w reżyserii Grzegorza Brala, zaprezentowany przez Teatr Pieśń Kozła z Wrocławia. Ale rozumiem, że osoby wrażliwsze ode mnie muzycznie, mogą mieć lepsze zdanie na temat tego przedsięwzięcia. W zaprezentowanej kantacie do podziwiania były niektóre głosy i chóralne fragmenty. W ten sposób sugerowany dramat nie przebijał się jednak na poziom czytelności i widać było, że w występującym zespole umiejętności wokalne nie idą w parze z aktorskimi.

Co ciekawe w innym, moim zdaniem bardziej udanym, przedsięwzięciu – inscenizacji reportażowej książki pt. „Zakonnice odchodzą po cichu”, w reżyserii Darii Kopiec (Teatr im. Kochanowskiego w Opolu), też muzyka współtworzyła spektakl, ale w tym przypadku proporcje były wyważone. Przedstawienie przywiezione z Opola miało swoje słabości – przeciętny poziom materiału literackiego, nieprzekonujące w zaproponowanym wydaniu połączenie zagadnień powołania zakonnego i aktorskiego, ale broniło się całościowym muzyczno-choreograficzno-reżyserskim dopracowaniem, dobrym aktorstwem i wyjątkowo pomysłowymi kostiumami bazującymi na wzorach zakonnych.

Jeszcze lepsze, na poziomie najwybitniejszym, kostiumy można było zobaczyć w „Weselu”, w reżyserii Jana Klaty (Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie). Podobnie w superlatywach można wyrażać się o ruchu scenicznym i muzyce. Jan Klata dość skutecznie próbuje zaproponować swoją oryginalną, aktualną interpretację dzieła Wyspiańskiego – generalnie pesymistyczną, jeśli odczytamy ją jako wprost odnoszącą się do polskiej współczesności. Znak optymizmu ewentualnie można odnaleźć w fakcie, że Panna Młoda jest brzemienna oraz z tego, że ze słów i gestów Poety wynika sugestia, iż narodzone dziecko będzie źródłem nadziei dla Polski.
Entuzjaści tego przedstawienia podkreślają zespołowość w grze, mnie jednak zabrakło choć jednej wybitnej kreacji aktorskiej.

Spotkanie z reżyserem i aktorami po spektaklu skierowało też uwagę na kontekst sytuacji krakowskiego Starego Teatru, który popadł pod nowym kierownictwem w marazm i którego aktorzy chętnie przyjęliby oznaki nadziei na pomyślną przyszłość.

Z założenia profetyczny jest spektakl pt. „K.” w reżyserii Moniki Strzępki (Teatr Polski w Poznaniu). Poza – zresztą wyjątkowo nudnymi – retrospektywami akcja dzieje się w dzień i noc wyborczą w październiku 2019 roku, kiedy przywódcy głównych partii, z K. (czyli Jarosławem Kaczyńskim) na czele, czekają na wyniki wyborów parlamentarnych. Aktorzy grający czy to Jarosława Kaczyńskiego, czy to Donalda Tuska dają świadectwo swojego kunsztu, ale nie bardzo mają co grać. Opisane przez Pawła Demirskiego sylwetki polityków grzeszą powierzchownością ujęcia; właściwie analiza postaci nie przekracza publicystyki i kabaretu. Chociaż Demirski i Strzępka dość sugestywnie pokazują, że chodzi im o poważniejszą, smutną wymowę (mogą nadejść jeszcze gorsi), to w praktyce nie wychodzi, bo brakuje wiarygodności.

W pełni pochłania inscenizacja pt. „Sekretne życie Friedmanów”, w reżyserii Marcina Wierzchowskiego (Teatr Ludowy w Krakowie). Około trzydziestka osób (taki jest limit widzów) nadspodziewanie głęboko daje się wciągnąć w trzygodzinny spektakl, gdzie akcja wraz z widzami przemieszcza się z miejsca na miejsce: sala kinowa, mieszkanie Friedmanów, posterunek policji, areszt, sala komputerowa w domu Friedmanów, sala sądowa …

Cały budynek teatru dostarcza różnych pomieszczeń. Aktorzy, szerzej zupełnie nieznani, grają doskonale. Dramaturgia przedstawienia nie pozwala być obojętnym: pod wpływem uzyskiwanych wiadomości, wysłuchiwaniu różnych argumentacji, cały czas pojawia się u widzów potrzeba weryfikacji wcześniej ferowanych wyroków. Widać, że autorzy gruntownie studiowali psychologię i twórczo wykorzystali zdobytą w ten sposób wiedzę.

Odkryciem 38. Warszawskich Spotkań Teatralnych jest być może tragikomedia pt. „Murzyni we Florencji” (Teatr Nowy Proxima w Krakowie), autorstwa Chorwatki Vedrany Rudan, w reżyserii Iwony Kempy. Od razu daje się rozpoznać nieprzeciętną inteligencję autorki tekstu. To uderza, chociaż ogólna tematyka i sposób prezentacji historii bohaterów: rodzina, wpływ wojny, opowieści po kolei członków rodziny – nie grzeszą oryginalnością. Na sukces spektaklu „Murzyni we Florencji” składają się, oprócz tego, że jest napisany błyskotliwie, dosadnym, bałkańskim językiem – prowadzona pewną ręką reżyseria Iwony Kempy i przede wszystkim najwyższej próby aktorstwo prezentowane przez występujących, znanych z krakowskiego Starego Teatru, aktorów.
