Kino Moskwa i jego ostatni seans sprzed 30 lat wspomina Piotr Banasiak z Towarzystwa Miłośników Historii.
154. felieton pod wspólną nazwą: Stolica historii. Przedstawiają członkowie Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie, które są już od trzech lat emitowane w każdą sobotę, w nieco skróconej wersji, w Radiu Kolor.
Podcast Radia Kolor jest pod tekstem.
Z cyklu:
Stolica historii. Przedstawiają członkowie
Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie.
Odcinek CLIV:
Nostalgiczne wspomnienie
o kinie Moskwa.
W 30. rocznicę jego zburzenia.
Opowiada Piotr Banasiak
W 1939 roku w Warszawie działało 61 kin, które mogły jednorazowo pomieścić blisko 40 tysięcy widzów.
Jak dowodzili statystycy, był to wynik znakomity — plasujący stolicę w ścisłej europejskiej czołówce. Oznaczało to, że na jedno miejsce kinowe przypadało trzydziestu mieszkańców. A przecież w tej liczbie były także niemowlęta, starcy, zagorzali teatromani oraz starozakonni, którzy — jak mawiał Antoni Słonimski — progu kina nie przekroczą nigdy.
Wybuch II wojny światowej uruchomił walec historii, który obrócił w ruinę miasto niegdyś dumnie nazywane Paryżem Północy. Skalę zniszczeń najlepiej oddają liczby. Na początku 1949 roku w Warszawie funkcjonowało zaledwie sześć kin: Atlantic, Palladium, Stylowy, Polonia, Syrena i Tęcza. Nic więc dziwnego, że mieszkańcy stolicy z ogromną radością przyjęli wiadomość o budowie nowoczesnego kina przy ulicy Puławskiej 17.

Planowano obiekt o europejskim szyku – dwupoziomowy, z obszernym balkonem i klimatyzacją. Projekt stworzyli architekci Kazimierz Marczewski i Stefan Putowski. Jak się później okazało, było to dzieło ich życia.
Trzeba też dodać, że nie budzili zaufania ówczesnych władz bowiem ich biografie należały do tych problematycznych. Marczewski był uczestnikiem Powstania Warszawskiego, a Putowski walczył w wojnie z bolszewikami w 1920 roku.

Początkowo kino miało nosić nazwę „Wieczór”.
Ostatecznie jednak Minister Kultury i Sztuki Stefan Dybowski zdecydował inaczej, nadając mu nazwę „Moskwa”. Jak tłumaczył, była to inicjatywa robotników.
Stefan Dybowski skandował z trybuny partyjnej:
Ich życzenie to wyraz przywiązania i miłości
klasy robotniczej do państwa socjalizmu!
Przywiązania do państwa przodującego w walce o szczęście całej ludzkości, w walce o pokój i sprawiedliwość społeczną!
Przywiązania do Związku Radzieckiego.
Kino Moskwa otwarto 22 lipca 1950 roku.
Było to piąte kino wybudowane w Warszawie po wojnie, a zarazem największe bo widownia mogła pomieścić aż 1200 osób.
Budynek oferował udogodnienia niespotykane wówczas w kinach: obowiązkową szatnię, kawiarnię, a także programy filmowe, podobne do tych znanych z teatrów. To właśnie tutaj odbywały się najważniejsze premiery i wydarzenia filmowe, w tym słynne Konfrontacje — przegląd kina światowego. Z kinem związane jest także jedno z najbardziej znanych zdjęć stanu wojennego — fotografia Chrisa Niedenthala przedstawiająca transporter opancerzony SKOT stojący na tle plakatu filmu „Czas apokalipsy”.
Po 1989 roku realia rynkowe zaczęły się zmieniać.
Coraz powszechniejszy dostęp do magnetowidów, a później rozwój multipleksów sprawiły, że wielkie, jednosalowe kina stopniowo traciły rację bytu.
Nadszedł wreszcie dzień 30 kwietnia 1996 roku.
Trzydzieści lat temu o godzinie 20:00 odbył się ostatni, dodajmy bezpłatny, seans.
Mówiący te słowa był na nim obecny.
Wyświetlono wtedy amerykański film fantastyczno-kryminalny „Dziwne dni”.
Wkrótce potem budynek został zburzony.



Pozostały po nim jedynie charakterystyczne rzeźby lwów autorstwa Józefa Trenarowskiego, które niegdyś zdobiły wejście do kina.


Kino Moskwa znajdowało się nieopodal skrzyżowania z ulicą Rakowiecką, co stało się inspiracją dla popularnej w PRL-u anegdoty.
Pytano w niej:
Która ulica w Warszawie prowadzi do komunizmu?
Odpowiedź brzmiała:
Rakowiecka.
Bo zaczyna się od Moskwy, prowadzi przez więzienie, a kończy na pętli.
Dziś kina Moskwa już nie ma, więzienie przy Rakowieckiej zamieniono na muzeum. Pozostała jedynie pętla – tramwajowa (od red.: na ul Rakowieckiej, przy ul. Łowickiej).
Świat zmienia swoją postać. Pozostają wspomnienia.
Bo żyjemy nie tylko tym, co istnieje, lecz także tym, co zostało bezpowrotnie utracone.

Piotr Banasiak
Studiował na Uniwersytecie Warszawskim i Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu.
Kustosz w Muzeum Sportu i Turystyki.
Przewodniczący Stowarzyszenia Miłośników Twórczości Brunona Jasieńskiego.
Zapalony turysta, cyklista i biegacz długodystansowy.
Od dwóch lat członek Sekcji Historii Sportu i Turystyki Towarzystwa Miłośników Historii.
Podcast Radia Kolor
4:22 min.
Zobacz też inne odcinki cyklu:
- Lista odcinków: [LINK]




