Do końca głosowania w sprawie dzielnicowych budżetów partycypacyjnych zostało dwa dni, a głos oddało tylko około 80 tys. mieszkańców.
Urząd miasta poinformował, że w piątek po godz. 15.30 na projekty w ramach budżetu partycypacyjnego zagłosowało ponad 76 tys. osób. To raptem 4.4 proc. mieszkańców Warszawy.
Według danych Urzędu Statystycznego w Warszawie, w naszym mieście w zeszłym roku mieszkało 1 724 400 osób.
A przecież głosować mogą wszyscy!
Dorośli i dzieci a nawet mieszkańcy niezameldowani w Warszawie oraz mieszkający tu cudzoziemcy.
Dlaczego tak się dzieje?
Czy moment głosowania został wybrany nieodpowiednio?
Ale wydawać się mogło, że termin pomiędzy 20 a 30 czerwca jest wyśmienity! Przede wszystkim to 11 dni. Koniec roku szkolnego, więc rodzice i dzieci są w mieście. Turnusy wakacyjne rozpoczynają się ok. 1 lipca więc większość uprawnionych jest w domach!
Zresztą głosować można przez Internet. Tego domagała się zawsze postępowa część społeczeństwa w tym większość ludzi młodych nie wyobrażających już sobie życia bez Internetu.
Tymczasem informacje z urzędu miasta są druzgocące.
Co prawda ponad 70 tys. głosów oddano w sposób elektroniczny. Pozostałe to głosy oddane tradycyjnie w punktach głosowań, które są systematycznie wprowadzane do narzędzia elektronicznego.
W Wesołej i Rembertowie oddano tylko po około 1000 głosów. W Rembertowie mieszka 23200 osób a w Wesołej ponad 22500.
Na Mokotowie oddano ponad 13000 głosów na 225000 mieszkańców
Na Ursynowie ponad 9000 na 148500 mieszkających.
Na Pradze Południe ponad 6000 na 182500 mieszkańców.
Na Targówku około było 2 500 głosujących na 123000 mieszkańców.
W procentach najmniejsze zainteresowanie głosowaniem jest na Bielanach, a największe na Ursynowie.
Nie należy się dziwić opiniom, że mieszkańcy nie nadają się do rządzenia miastem i ustalania na co mają być przeznaczone pieniądze z ich podatków. Że żadne głosowania, żadna demokracja, tylko aparat urzędniczy jest w stanie decydować o tym, jak realizowany ma być budżet, a mieszkańcy są od tego by ten budżet do kasy miejskiej grzecznie i obowiązkowo przynieść.
Ale może znaleźlibyśmy coś na obronę mieszkańców?
Pamiętamy kampanię promocyjną numeru 19115? Urząd przeznaczył bardzo duże środki na promocję numeru, informacje poprzez największą gazetę w Polsce, a nawet bezprawne działania poprzez wywieszenie gigantycznych reklam na Pałacu Kultury.
Budżet partycypacyjny i głosowanie na niego nie miały takiego wsparcia. Na konferencjach prasowych organizowanych przez UM pojawiało się niewiele mediów, które informowały o tym.
Właściciele projektów, które zakwalifikowały się do głosowania, w znikomej ilości uaktywnili się dopiero tuż przed głosowaniem lub w jego trakcie. Tu i ówdzie pojawiły się na osiedlowych sklepikach czy kawiarniach niewielkie ogłoszenia z zachętą do głosowania na projekty. W niewielkiej ilości pojawiły się zachęty w serwisach społecznościowych. Jednak mignęły one tam jak komety w zalewie pojawiających się tam obelg i pochwał dla gastronomicznego studia nagrań i aktorów tam występujących, zdjęć kobiet w różnych pozach i strojach, kwiatków, kotków i piesków oraz w ostatnim okresie cenzurek ukochanych pociech na potęgę fotografowanych i publikowanych w sieci.
Z głosowaniem nie tak lekko.
Samo głosowanie za pomocą strony internetowej, jaką przygotował Urząd Miasta nie powinno sprawiać problemu nawet średnio obytemu z Internetem mieszkańcowi Warszawy.
A jednak nie wszystko szło tak gładko. Najpierw trzeba było utrafić w odpowiedni link na stronie www.twojbudzet.um.warszawa.pl, następnie mechanizmy informatyczne przenosiły głosującego w strefę serwerów firmy ZETO Bydgoszcz SA, do domeny www.zetwibo.pl. Tam zaczynają się schody.
Serwery nie opowiadają, mijają kolejne „czasy oczekiwania na odpowiedź”, przeglądarka ze smutkiem szarzeje i wyświetla niepokojące komunikaty.
Upływają kolejne limity czasu żądania a wysyłane pakiety ulegają bezpowrotnej stracie.
Statystyczny internauta, któremu strona nie wyświetli się przez 3-5 sekund traci nią zainteresowanie, rzuca słowami uznanymi od niedawna za parlamentarne i przechodzi w inne części Internetu.
Tymczasem na odpowiedź serwerów firmy zatrudnionej przez urząd miasta czeka się czasem nawet parę minut.
Często jak już ostatni formularz, tak zwany formularz potwierdzeń, wreszcie przeglądarka wczyta i spoconemu głosującemu szczęśliwie uda się odhaczyć dwa obowiązkowe kwadraciki to nie wyświetla się obrazek z kodem zabezpieczającym czyli tak zwana „captcha”. Mniej świadomi klikają „Głosuj” i znowu nic się nie dzieje, bo nie wypełnione było pole kodu.
Być może to jest źródło małego zainteresowanie głosowaniem?
Na szczęście nie ma barier ważności całego głosowania. Ono po prostu będzie ważne tymi pięcioma procentami głosujących.
Ale cóż, to takie pierwsze głosowanie w Warszawie.
Jeszcze zostały dwa dni.

Co prawda nie należy mieć nadziei, że ZETO Bydgoszcz SA zmieni natychmiast serwery z ZX Spektrum na chociażby 486SX, to można liczyć na mieszkańców.
Prosimy o mobilizację i cierpliwość przy komputerach.
W przyszłym roku może uda się system posadzić na serwerach najnowszej generacji gdzieś bliżej, żeby krasnale przenoszące informacje nie musiały tak daleko biegać..
Głosujmy!
Link bezpośredni do rozpoczęcia głosowania
