Besnik Hasi dość niespodziewanie zastąpił rosyjskiego trenera Stanisława Czerczesowa po zdobyciu przez Legię tytułu Mistrza Polski.
Po dwóch miesiącach pobytu Albańczyka w klubie przy Łazienkowskiej trudno znaleźć jakiegokolwiek jego zwolennika. Hasi poprowadził Legię w 17 spotkaniach, z których Mistrz Polski wygrał … 5. Nie tylko wyniki pogrążają jednak trenera – Legia gra po prostu brzydko, słabo, bez zaangażowania. Kibice wytykają trenerowi liczne błędy taktyczne i personalne. Nie brak takich, którzy uważają, że obecność w klubie Albańczyka jeszcze długo będzie odbijała się na Łazienkowskiej czkawką.
Niestety proces decyzyjny w Legii to kopia postawy piłkarzy na boisku, czego wyrazem był piątkowy chaos informacyjny. Najpierw płynęły informacje o decyzji, że trener zostanie zwolniony i nie wiadomo czy poprowadzi Legię w niedzielę w kolejnym meczu ligowym. Potem przez moment media obiegła informacja o ostatecznej decyzji o zwolnieniu, która kilka godzin została przez przedstawicieli Klubu zdementowana. Ostateczna wersja na weekend jest bodajże taka, że Hasi wciąż trenerem Legii jest ale raczej już nim nie będzie (!?!). W każdym razie w niedzielę poprowadzi jednak drużynę w meczu z trudnym, a jak na obecna formę drużyny – ekstremalnie trudnym, rywalem Zagłębiem Lubin. Sytuacja gdy drużynę prowadzi trener, który trenerem ma nie być jest raczej nie godna klubu mającego europejskie ambicje. Interesujące byłoby chociażby efektowne niedzielne zwycięstwo i magiczny powrót wspaniałego stylu gry wojskowych. Czy taki scenariusz uratowałby Hasiego?
A może odwlekanie decyzji jest bardziej kwestią negocjacji z następcą?
Trudno znaleźć dobrego trenera w okresie gdy większość drużyn dopiero rozpoczęła sezon, a wolni szkoleniowcy to tacy, których nikt specjalnie nie chciał w swoich klubach. Ale może magia Legii zachęci do objęcia tej gorącej posady przez lepszego fachowca od aktualnego wroga publicznego kibiców, w Warszawie, numer jeden.