KS Ursus – mistrz III ligi łódzko-mazowieckiej, mierząc się z doświadczoną Kotwicą Kołobrzeg, już w pierwszym meczu pogrzebał swe szanse na awans do wyższej klasy.
Choć podopieczni młodego trenera Ariela Jakubowskiego (jako piłkarz posmakował m.in występów w ekstraklasie, krajowego mistrzostwa oraz gry w europejskich pucharach) i tak zrobili znacznie więcej niż ktokolwiek od nich wymagał.
KS Ursus, by znaleźć się w finałowej rozgrywce batalii o nową II ligę, musiał nie tylko stoczyć około 40 ligowych spotkań (wygrywając swoją grupę łódzko-mazowiecką dopiero na finiszu rozgrywek) ale też uporać się w pierwszej rundzie baraży z triumfatorem III ligi dolnośląskiej-lubuskiej.
Statyczny kibic sugerujący się wynikami Ursusa i Kotwicy mógłby stwierdzić, iż finałowa potyczka nie ma raczej zdecydowanego faworyta. Mało tego, że nawet żadna z drużyn nie ma chociażby ciut większych szans. Obie drużyny, w dwóch meczach pierwszej rundy barażowej, zdobyły zaledwie po dwie bramki, mając przy tym ogromne szczęścia.
Zawodnicy Ursusa w meczach ze Ślęzą Wrocław trafiali do bramki wrocławian jedynie z rzutów w karnych, a piłkarze Kotwicy czynili to akacji, ale niemalże z gwizdkami końcowymi sędziów, tuż przed 90. minutą!
Rywal Kotwicy z poprzedniej rundy barażowej, czyli Resovia Rzeszów (na szczeblu II ligi, o którą teraz ponownie się ubiegała, jak zresztą i Kotwica z Ursusem) grała już na tym poziomie rozgrywkowym czterokrotnie, poczynając od sezonu 2009/2010. Rzeszowianie nie licząc następnego sezonu-2010/2011-byli, bądź w czołowej trójce – czwórce, lub też i brakowało im zaledwie jednego punktu, by znaleźć się na zapleczu Ekstraklasy. Miało to miejsce już w pierwszym roku gry na szczeblu II ligi, we wspomnianym 2010 r!
Podobną drogą kroczyła Kotwica, której niewiele brakowało by zagrać na zapleczu Ekstraklasy.
Mimo to, początek potyczki Ursusa z Kotwicą wyglądał niemal jak w bajce.
Nie tylko dopisała liczna publiczność (na ten najważniejszy od lat mecz przybyło blisko 1500 żywo reagujących kibiców), ale też przyszło tej publiczności jako pierwszej cieszyć się z prowadzenia. I to po upływie zaledwie pięciu minut, kiedy na listę strzelców wpisal się Dawid Jarczak! Później niestety, dla podopiecznych Ariela Jakubowskiego, nie było już tak kolorowo. Jednak kibice, mimo niepozytywnego rozstrzygnięcia, nie mogli narzekać na brak emocji a rezultat zmieniał się jak w kalejdoskopie.
Po niespełna kwadransie był już remis, do którego doprowadził gracz gości Dawid Ambroziak. W chwilę po nim, w 23. minucie, „przyjezdnych” na prowadzenie wyprowadził Krzysztof Biegański. Na kolejne trafienie trzeba było czekać aż do 48 minut, kiedy to miejscowi zdołali doprowadzić do wyrównania. Znów przypomniał o sobie autor pierwszego trafienia – Dawid Jarczak.
Niestety „Traktorki” w 62. minucie zostały zmuszone do wyjmowania piłki z siatki po trafieniu Patryka Pietrasa.
Ostatecznie to Krzysztof Biegański, w 68. minucie meczu, skutecznie kopiąc w kierunku bramki Ursusa drugi raz tego dnia, postawił kropkę nad „i” ustalając wynik spotkania na 4:2 na korzyść „Kotwicy”.
Rewanż, będący równocześnie ostatnim meczem sezonu 2013/2014, odbędzie się w Kołobrzegu, lecz patrząc z perspektywy Warszawiaków będzie tylko formalnością i grą tylko i aż o honor. By myśleć o awansie, obecnie „druga stołeczna siła” (Legia mistrz Polski, Polonia dopiero co awansowała do III ligi), musiałaby wygrać różnicą trzech bramek, co jest tak samo realne, jak to, że z całym szacunkiem, Honduras lub inny Iran przejda do 1/8 finału obecnie trwającego brazylijskiego Mundialu.
Z perspektywy przyszłości „dobrze się stało”, że Ursusowi nie udało się uzyskać promocji, bo jak widać na załączonym obrazku, nie jest na to najzwyczajniej w świecie gotowy. Nie tylko sportowo, ale przede wszystkim organizacyjnie jak też finansowo oraz infrastruktalnie.