0

Śmierć w szkole

Dziewczyna z nożem
Dziewczyna z nożem
fot. Murilo pexels.com

W piątek, 10 maja, w szkole podstawowej w Wawrze uczeń klasy 8 zadał 6 śmiertelnych ciosów nożem koledze z III klasy gimnazjalnej.

Był to bowiem zespół szkół w trakcie przekształcania się w podstawówkę.
Tłem (wg mediów) miały być porachunki narkotykowo-finansowe.
Na tę tragedię błyskawicznie zareagowali politycy i jak zwykle niestety oraz równie nieefektywnie – PR-owym lansem.

Lans polegał na próbie przedstawienia jako winnych nauczycieli tej szkoły (bądź władz dzielnicy), bez wspominania o własnej odpowiedzialności za systemowe przyczyny tragedii.

Oto minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zadał retoryczne pytanie:

Kto odpowiada za to, że zabójca wszedł do szkoły z nożem?

W domyśle – to zaniedbanie pracowników szkoły (którzy niedawno się domagali podwyżek), a tu proszę – ich zaniedbanie doprowadziło do tej tragedii.

Tyle, że trudno mówić o zaniedbaniu – pracownicy szkoły nie mają prawa do rewidowania uczniów czy przeglądania ich rzeczy, nie mówiąc już o odpowiednim sprzęcie. Nawet zresztą, gdyby mieli, to wystarczy mały spacer na lotnisko na Okęcie, by się przekonać, że wtedy wejście uczniów do szkoły trwałoby minimum 2-3 godziny.

Rzecznik Praw Dziecka nie wystąpił do MEN o analizę systemu opieki psychologiczno – psychiatrycznej nad uczniami. On wystąpił o sprawdzenie w trybie pilnym stanu bezpieczeństwa we wszystkich szkołach w Polsce. W domyśle – to zaniedbania bezpieczeństwa w tej szkole (np. źle pełnione dyżury) doprowadziły do tragedii. Pan Rzecznik dodał jeszcze subtelnie, że za bezpieczeństwo w szkołach odpowiadają organy prowadzące.

Kuratorium powołało sztab kryzysowy, który zajmie się przesłuchiwaniem dyrektora, wychowawców, dyżurujących nauczycieli. Przede wszystkim jednak wertowaniem ton papierów – orzeczeń, decyzji, wniosków, diagnoz, programów, planów, sprawozdań, pieczątek i podpisów. One to bowiem w polskim, skrajnie zbiurokratyzowanym systemie, są najważniejsze – o niebo ważniejsze niż ich główny bohater uczeń.

Oczywiście nasuwa się pytanie, czy tragedii można było uniknąć.
Z relacji mediów (szczególnie GW) wynika, że zabójca był szalenie masywnym jak na swój wiek osiłkiem, na dodatek pod wpływem amfetaminy. Dodatkowo umiał bić i lubił się bić. No i miał do dyspozycji nóż. Pomijając emerytowanych funkcjonariuszy GROM i podobnych formacji (oni jednak w szkołach nie pracują, bo mają o wiele bardziej dochodowe zajęcia!), żaden nauczyciel, bez drastycznego narażenia swojego życia i zdrowia, nie miał szans na skuteczną interwencję. I nikt nie ma prawa żądać od nich takiego poświęcenia! Aktywność dyżurujących niczego nie mogła więc, w tej błyskawicznie dziejącej się sytuacji, zmienić.

Czy tragedii można było uniknąć?
Oczywiście, tylko trzeba było podjąć odpowiednie działania dużo wcześniej. Podjąć je powinien był zarówno resort min. Ziobry jak i Rzecznik Praw Dziecka oraz kuratorium. Z medialnych relacji wynika bowiem, że zabójstwo nie było jakimś ewenementem w szkolnej karierze nożownika, a raczej swoistym ukoronowaniem lat terroryzowania kolegów, nauczycieli i szkoły.

Koledzy mówią o upodobaniu do narkotyków od lat, o aktach agresji i gróźb z jego strony, o podobnych czynach również w stosunku do nauczycieli, o tym, że szkoła wielokrotnie (zbyt wiele razy!) dawała mu szansę, a już dawno powinien być z niej usunięty. Tyle, że szkoła ucznia, choćby najbardziej i wielokrotnie agresywnego, usunąć sama(!) nie może.

Znane są liczne przypadki terroryzowania całych klas przez pojedynczego agresywnego ucznia i bezsilność szkoły oraz rodziców jego kolegów. Do usunięcia bowiem ucznia ze szkoły (np. do odpowiedniej placówki wychowawczej MOS – młodzieżowego ośrodka socjoterapii, czy MOW – młodzieżowego ośrodka wychowawczego) potrzebna jest decyzja rodziców danego ucznia lub sądu, ewentualnie zgoda kuratora na karne przeniesienie do innej szkoły. Rodzice się do tego nie kwapią, a nikt ich zmusić nie może. Podobnie sędziowie rodzinni, którzy sami problemów stwarzanych przez danego ucznia nie odczuwają, czy kuratorzy.

Obowiązuje niepisana doktryna obrony biednego ucznia przed złą szkołą, która się chce go pozbyć. No i doktryna dawania szansy na resocjalizację we własnym środowisku oraz teoria, że parę zdań dobrego(!) nauczyciela wystarczy, by najbardziej nawet odchylonego od normy i zdemoralizowanego ucznia naprawić. Nikogo nie interesuje cena, jaką to środowisko za ową, choćby nawet udaną, resocjalizację musi zapłacić. Najczęściej jednak płaci za nic.

Tu właśnie mamy odpowiedzialność i resortu min. Ziobry, Rzecznika Praw Dziecka i kuratorium, a właściwie MEN, którego kuratorium jest delegaturą wojewódzką. Otóż szkoła zrobiła w kwestii agresji zabójcy maksimum to co mogła sama (za zgodą władz dzielnicy, bo to pieniądze!) – wyznaczyła mu nauczanie indywidualne. Więcej mógł sąd rodzinny – zarówno on, jak i przepisy według których działa, to domena Ministerstwa Sprawiedliwości, resortu min. Ziobry. Rzecznik Praw Dziecka, trzeba trafu, obroną reszty uczniów i ich praw przed notorycznie agresywnymi kolegami się nie zajmował. Jeżeli, to w kontekście korytarzowych dyżurów nauczycieli. Podobnie MEN, od którego też stosowne przepisy zależą. A przecież, gdyby agresywny zabójca był dziś w MOS czy MOW, to jego ofiara by żyła!

Niektórzy od razu po tragedii zasugerowali, na wzór amerykański, bramki do wykrywania metalu. Tyle, że one służą do wykrywania broni palnej – noże trudniej wykryć, szczególnie, że bywają np. kompozytowe. Zamiast noża może być zresztą śrubokręt, nożyczki i wiele innych przedmiotów.

Byłam pół roku w USA, zwiedzałam amerykańskie szkoły. Znam wiele dzieci, które uczęszczały do szkół w USA w różnych stanach. Otóż mają te szkoły wiele innych zabezpieczeń nie tylko przed uczniami, ale również napastnikami z zewnątrz – ot choćby przyciski alarmowe (do ochrony lub policji). Jest ich po kilka w każdej klasie do wykorzystania przez nauczyciela lub uczniów w niebezpiecznych sytuacjach. W wielkich szkołach są również regularne posterunki policji (w mundurach i po cywilnemu) z siecią informatorów. Wszędzie dyrektor szkoły lub jego dyscyplinarny zastępca może nałożyć dość dotkliwe (nie fizyczne bynajmniej!) kary zarówno na ucznia jak i na jego rodziców.
No i oczywiście w drastycznych przypadkach szkoła może (w zakresie wieku obowiązku szkolnego!) wyznaczyć uczniowi nauczanie domowe (w domu – nie należy mylić z tym co się w Polsce rozumie pod tą nazwą).
Uczeń popełniający przestępstwa łatwo trafia do instytucji wychowawczych.
Po osiągnięciu granicy wieku obowiązku szkolnego (ok.16 lat w zależności od stanu) może być po prostu ze szkoły usunięty. Sprzedaż i posiadanie narkotyków na terenie szkół grozi karą 2-3 razy wyższą, niż poza nim. Mimo to co roku w USA przynajmniej kilku uczniów urządza w swojej szkole masakrę.

Tragedia w Wawrze powinna posłużyć, jak każda katastrofa, poszukiwaniu błędów i korygujących je rozwiązań systemowych. Robienie sobie przez polityków, przy okazji tej zbrodni, taniego PR ruchami pozornymi od takich rozwiązań nas oddala.

Małgorzata Żuber-Zielicz
Przewodnicząca Komisji Edukacji Rady m.st. Warszawy
w latach 2006-2018

Dziewczyna z nożem

Czytaj tej autorki:

13 maja 2019 07:00

Komentarze