Dlaczego „Lalka” Prusa nie jest naszą powieścią narodową, a Wokulski bohaterem literackim, do którego aspirujemy?
Zadaje to pytanie zachwycona najnowszą pełnometrażową ekranizacją w reżyserii Macieja Kawalskiego, rozbawiona temperaturą dyskusji wokół nowej wersji odcinkowej w reżyserii Pawła Maślony (może to rozbawienie minie mi, jak zobaczę „corpus delicti”?).
Dziennikarze uczestniczący w pokazie „Lalki” pełnometrażowej musieli podpisać cyrograf milczenia do 21 września, takie zasady rynku. Więc nie mogłam się doczekać, żeby jednak parę z ust wypuścić … a jest o czym mówić, bo jak to się mówi: ekranizacja epicka!
Gdybym była aktorką, marzyłabym, aby za mojego zawodowego życia wcielić się w którąś z powieściowych postaci. I myślałam o tym w trakcie seansu, gdy na ekranie pojawiały się kolejne tuzy polskiej sceny: Marek Kondrat jako Rzecki, Krystyna Janda jako Karolowa, Maja Komorowska jako Zasławska, Agata Kulesza jako Meliton – przezabawna !!!!
Czy mieli tę frajdę, którą ja na ich miejscu bym miała?
Oczywiście najbardziej chciałabym się wcielić w konkretną postać czyli w Kazię Wąsowską. Ta rola przypadła Marii Dębskiej i tu jedna z korespondencji pomiędzy ekranizacjami. Maria Dębska zagrała swego czasu Kalinę Jędrusik, a Kalina Jędrusik u Hassa w „Lalce” zagrała Kazię Wąsowską. Zresztą to nie jedyny, w mojej ocenie, ukłon dla mistrza kinematografii. Scena z Powiśla, gdzie Wokulski spotyka Wysockiego także jak z Hassa wycięta. Wojciech Jerzy Hass studiował w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, kadry jego filmów to żywe obrazy. U Macieja Kawalskiego widzę inspiracje Gierymskim czy Degas’em, to światło, te sodowe latarnie…
„Lalka” to powieść warszawska i Warszawa gra w niej kluczową rolę.
Scenografia na Krakowskim Przedmieściu zdobiła miasto przez dobre pół roku, a sklep Wokulskiego był atrakcją, która także architektonicznie dopełniła przestrzeń przy Polskiej Akademii Nauk. Ciepłe światło latarni gazowych dodaje miastu urody, w ich świetle Łazienki Królewskie są bajeczne. W szerokim planie Krakowskiego Przedmieścia, z perspektywy Zamku, dostrzegłam nadbudówkę na Hotelu Europejskim, ale to nie jest zarzut, zostawiłabym dla „prawdy czasu i prawdy ekranu”. Oczywiście celowałam w inne lokalizacje i od razu rozpoznałam wrocławski pasaż Leopolda , który zagrał Paryż. Są też wnętrza łódzkie.
Wracając do roli Kazi, jest to, w mojej ocenie w tej ekranizacji, druga wiodąca postać. To w niej powinien zakochać się Wokulski. A ona , oczywiści w nim zakochana, zauważywszy jego namiętność co Izabeli, ustępuje jej miejsca.
I te relacje są znakomicie tu poprowadzone.
Izabela.
O obsadzie w przypadku tej postaci kolejny raz toczy się gorąca dyskusja. O ile Sandra Drzymalska podobnie jak w 1977 roku (ekranizacja w reżyserii Ryszarda Bera) Małgorzata Braunek nasłuchały się o swojej urodzie, to publiczność nie może mieć zastrzeżeń estetycznych w stosunku do Kamili Urzędowskiej. Aktorka ma aparycję klasyczną, wręcz posągową, proporcje twarzy idealne, jest po prostu piękna. Słyszałam jednak głosy, że jej rola nie wybrzmiała. Zawsze coś musi być powodem do dyskusji o „Lalce”. W mojej ocenie wypadła godnie i życzę jej, aby kinematografia wykorzystała jeszcze na raz jej filmową urodę. Dla mnie ten film, podobnie jak powieść jest jednak w głównej mierze o Wokulskim, o świecie mu współczesnym ukazanym przez pryzmat jego postaci. I to widać w ekranizacji Kawalskiego.
Marcin Dorociński jest w tym filmie monumentalny.
Tak to odbieram być może dlatego, że siedziałam w pierwszym rzędzie, ale miałam wrażenie, że Wokulski nad innymi postaciami góruje. Marcin Dorociński, oszczędny w geście, wygrał jednak znakomicie to, że Wokulski, poza romantycznym uczuciem, jest człowiekiem czynu, z pomysłem, konsekwentny, sprawczy, odważny, pomysłowy, przedsiębiorczy. Tak to wygrał, że nasunęło mi się pytanie, dlaczego to nie Wokulski jest naszym literackim wzorcem. Dlaczego Polak, jak Gustaw/Konrad (z „Dziadów” Mickiewicza, które, jak mawiają, tylko Mickiewicz mógł napisać) za naród cierpiący i za naród umierający, nie mógłby być także sprawczy jak Wokulski.
A skoro „Lalka” Prusa budzi w nas tak wiele emocji, dlaczego nie jest lekturą narodową? Może nie ku pokrzepieniu serc jak narodowe dzieła Sienkiewicza, ale dla budowania pożytecznej postawy, z myślą o przyszłości!
Są wątki pominięte. No i co zrobić…
„Lalka” to powieść epicka, powiedzieć o niej, że jest wielowątkowa to… nic nie powiedzieć. Więc fani powieści mogą być momentami rozczarowani. Mam nadzieję jednak, że ujmie ich scena z młodzieńcem, który wpada na nowe otwarcie sklepu Wokulskiego, zostaje przedstawiony jako młody dziennikarz Kuryera Warszawskiego Bolesław Prus, a Wokulski radzi mu, aby spisał „Pamiętnik starego subiekta”.
Mogłabym jeszcze wiele o narracji, scenografii, dialogach tak zgrabnie przygotowanych, że publiczność momentami pęka ze śmiechu. Po prostu przygotujcie się na niemal trzy godziny seansu i idźcie do kin.
Ja miałam z tej wizyty wielką frajdę.
