0

Król Lear w Teatrze Polskim – Kondycja i pasja Wybitnego Aktora

Król Lear Andrzej Seweryn i Jerzy Schejbal
Król Lear – Andrzej Seweryn i Jerzy Schejbal
fot. Marta Ankiersztejn

Do tej pory podziwiałem Andrzeja Seweryna za grę aktorską i umiejętności menedżerskie. Teraz doszło wielkie uznanie wobec Jego kondycji i… pasji.

Kiedy w niedzielę, 27 kwietnia 2014 roku, wychodziłem z warszawskiego Teatru Polskiego im. Arnolda Szyfmana po obejrzeniu „Króla Leara”, brakowało mi słów. Uświadomiłem bowiem sobie, jaką wielką kondycję musi mieć odtwórca tytułowej roli, Andrzej Seweryn! Nie dość, że spektakl trwał prawie cztery godziny, a On niemal cały czas przebywał na scenie; nie dość, że pół godziny po premierze, od godz. 23:30, prezentował „Pieśń o Bogu ukrytym” autorstwa Karola Wojtyły, która była hołdem złożonym polskiemu papieżowi w przeddzień Jego kanonizacji – to jeszcze następnego dnia po premierze, właśnie w rzeczoną niedzielę, po raz kolejny pojawił się na scenie. Jakąż trzeba mieć pasję, aby wytrzymać tyle godzin na scenie, z krótkimi jedynie przerwami?

Król Lear Andrzej Seweryn
Król Lear – Andrzej Seweryn
fot. Marta Ankiersztejn

Większość aktorów marzy o tym, by kiedyś wystąpić w roli Króla Leara. Na ogół predystynowani do tego są aktorzy w dojrzałym wieku.  Wynika to choćby z treści dramatu Williama Szekspira: tytułowy Król Lear ma trzy dorosłe już córki. Zdarzały się jednak wyjątki: Laurence Olivier wystąpił w tej roli w londyńskim Old Vic Theatre, mając zaledwie 37 lat. Nie wiem, czy wówczas był za młody, czy zabrakło doświadczenia, ale nie osiągnął zbyt dużego powodzenia. Minęło następne 37 lat i sir Laurence Olivier po raz kolejny wystąpił w roli Króla Leara, zdobywając za nią nagrodę Emmy.

Historia teatru w Polsce zna kilka wybitnych kreacji Króla Leara. Pierwsze inscenizacje utworów Szekspira były prezentowane już w XVII wieku. Być może był wśród również „Król Lear”.  Oficjalne wzmianki o prezentacji tego spektaklu na ziemiach polskich pochodzą z pierwszej połowy XVIII wieku. W 1805 roku, jako pierwszy z polskich aktorów, zagrał tę rolę Wojciech Bogusławski. Wśród bardziej współczesnych Learów warto wymienić na przykład grających na warszawskich scenach: Gustawa Holoubka (Teatr Dramatyczny, rok 1977), Jana Machulskiego (Teatr Ochoty, 1983), Jana Englerta (Teatr Narodowy, 1998), Zbigniewa Zapasiewicza (Teatr Powszechny, 2001) czy występujących poza Warszawą: Jana Frycza (Teatr Nowy w Łodzi, rok 2000) i Bogusława Kierca (Wrocławski Teatr Współczesny, 2009). Teatromanom utkwiła zapewne w pamięci śmierć Tadeusza Łomnickiego na deskach Teatru Nowego w Poznaniu, na tydzień przed premierą spektaklu, w 1992 roku.

Król Lear Andrzej Seweryn i Lidia Sadowa
Król Lear – Andrzej Seweryn i Lidia Sadowa
fot. Marta Ankiersztejn

Ostatnia premiera Teatru Polskiego w Warszawie była trzecią inscenizacją „Króla Leara” w historii tej sceny. Pierwsza miała premierę 5 października 1935 roku. Autorem przekładu był Józef Paszkowski, reżyserem Leon Schiller, a autorem muzyki Roman Palester; dekoracje wymyślił Stanisław Śliwiński, zaś kostiumy pochodziły z pracowni Ireny Lorentowicz-Karwowskiej. W roli tytułowej wystąpił Józef Węgrzyn. Druga inscenizacja, oparta na przekładzie Zofii Siwickiej, miała swoją premierę 17 marca 1962 roku. Reżyserował ją Zygmunt Hübner, muzykę skomponował Kazimierz Serocki, a autorką scenografii była Krystyna Zachwatowicz. Rola tytułowa przypadła – zamiennie – Janowi Kreczmarowi i Władysławowi Hańczy.

Trzecia premiera „Króla Leara” nastąpiła kilka dni po 450 rocznicy urodzin poety ze Stratford i zbiegła się z takąż rocznicą jego chrztu. Jest to czterdziesta ósma szekspirowska premiera w historii Teatru Polskiego w Warszawie.

Reżyserii widowiska podjął się Jacques Lassalle, z którym Andrzej Seweryn współpracował w Comédie-Française, zaś scenografię i kostiumy opracowała Dorota Kołodyńska. Muzykę, która została wspaniale dostosowana do treści spektaklu, skomponował Mirosław Jastrzębski.

Nie będę opisywał treści przedstawienia. Jest ona bowiem powszechnie znana: Król Anglii, Lear, pragnie odpocząć po długim sprawowaniu władzy. Abdykuje, dzieląc państwo pomiędzy kochające go – jak sądzi – córki, Gonerylę i Reganę, przy jednoczesnym odrzuceniu trzeciej z nich, Kordelii.

Warto zwrócić jednak uwagę na dwa aspekty: przemianę zachowania obdarowanych córek i jednoczesną miłość tej wzgardzonej, a z drugiej strony na toczącą się równolegle historię Glostera i jego synów. Toż to sytuacje i problemy, które występują również współcześnie! Czyż nie spotykamy się z brakiem lojalności? Czyż nie widzimy knowań, które toczą się wokół nas? Czyż problem przekazania władzy w odpowiednim momencie i … właściwym osobom… nie występuje? Czyż wielu spośród nas nie jest lekceważonych przez osoby, którym jesteśmy oddani?  Ponadczasowych pytań tego typu jest mnóstwo.

Odnoszę wrażenie, że realizatorzy spektaklu dobrze wczuli się w tezy postawione przez Szekspira i bardzo dobrze je zaprezentowali. Wszak nie bez kozery premiera „Króla Leara” została poprzedzona kolejnym Forum dyskusyjnym, którego temat brzmiał: „Czy można oddać władzę?”. Wśród osób uczestniczących w forum znajdował się Stanisław Ciosek – jeden z tych, którzy w 1989 roku oddali władzę w Polsce.

Na początku napisałem o moim podziwie wobec Andrzeja Seweryna. Jako zwykły widz, nie mogę – po raz kolejny – nie ukłonić się przed pozostałymi aktorami, zauważając zwłaszcza ich dykcję. Spektakl jest długi, ale mam wrażenie, iż dzięki temu została zachowana wierność przekazowi autora i żaden z istotnych aspektów nie został pominięty. Widziałem już kilka inscenizacji „Króla Leara” ale ta, która została zaprezentowana w warszawskim Teatrze Polskim, wciągnęła mnie, jak najlepszy film sensacyjny.

13 maja 2014 11:21

Komentarze