0

The Meg

Reżyseria: Jon Turteltaub
The Meg – Reżyseria: Jon Turteltaub
fot. Mat. prasowe

Stwierdzenie „emocje jak na rybach” nabiera zupełnie innej konotacji.

Komercyjna misja badawcza na Oceanie Spokojnym w pobliżu Chin wysyła kapsułę mającą zbadać dno. Zgodnie z oczekiwaniami okazuje się ono gazowe, co umożliwia przedostanie się głębiej do nowego, nie odkrytego jeszcze świata wodnego. Tam jednak dochodzi do nieoczekiwanego ataku unieruchamiającego kapsułę. Na ratunek przybywa uznany fachowiec Jonas Taylor (Jason Statham) będący na cenzurowanym po poprzedniej akcji, w której podjął decyzję o pozostawieniu członków ratowanej ekipy. Taylor utrzymuje, że była to jedyna słuszna decyzja, z uwagi na atak olbrzymiego stwora. Powoduje to jednak przypięcie mu łatki szaleńca. Wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że tylko on może pomóc załodze unieruchomionej na głębokości ponad 11 km. Dodatkowym smaczkiem są powiązania miłosne Taylora z kierowniczką misji.

Jeżeli kogoś zmylił tytuł filmu to przez chwilę może się emocjonować wyprawą ratowniczą. Ta jednak musi się szybko skończyć i wygenerować ciągłość fabuły. Scenarzyści (uwaga! jest ich aż pięciu!) tutaj specjalnie się nie wysilają, a kolejne zwroty akcji mają jedynie ciągnąć akcję do przodu. Mniejsze znaczenie ma ich wątpliwa logika i kreatywność. Przewidywalny finał na plaży pełnej rozbawionej wakacyjnej młodzieży nastąpić musi. Można oczywiście łapać się za głowę przy każdym kolejnym punkcie milowym, tylko że nie o to w tego rodzaju filmach chodzi, a twórcy zdają się mieć pełną świadomość pobłażliwego potraktowania scenariusza.

Mają być emocje. I są.

Główni bohaterowie zazwyczaj unikają nieszczęść o przysłowiowy włos – jeżeli ktoś ginie, to raczej mało eksponowany w fabule. Warto się ich losami ekscytować, bo to grupa wyrazistych, interesujących ludzi. Jonas Taylor ma swoje zasady, może nie zawsze mu w życiu wyszło, ale dla ratowania bliźniego swego pójdzie w największą czeluść oceanu. Jego partnerka o azjatyckim pochodzeniu w prosty sposób zostaje naszkicowana, w całkiem przyzwoitej scenie wizyty u swojego wybawiciela – tuż „po prysznicu”. Odpowiednio potraktowano również pomysłodawcę całej wyprawy, jako żądnego sukcesu finansowego, pozbawionego skrupułów „dupka”. Nawet jeżeli to wszystko pobieżne charakterystyki psychologiczne, to konwencja tego typu produkcji, podobnie jak w przypadku linii fabularnej, więcej nie wymaga. Widz ma za tych ludzi trzymać kciuki i martwić się gdy się niechybnie znajdą w sytuacji bez wyjścia (z której jak wiadomo wyjdą, bo musi się skończyć pozytywnie).

Reżyseria: Jon Turteltaub
The Meg – Reżyseria: Jon Turteltaub
fot. Mat. prasowe

Aby uatrakcyjnić film, twórcy „Mega” dawkują solidną dozę poczucia humoru. Nawet jeżeli w pewnych momentach wydaje się on niestosowny (bo na przykład ktoś z załogi chwilę wcześniej został pożarty), to jest konsekwentnie podtrzymywany. I są to całkiem przyzwoite żarty, zarówno dialogowo, sytuacyjnie, jak i przede wszystkim postaciowo. Na te potrzeby stworzone są bowiem trzecioplanowe postacie: rezolutnej dziewczynki, a w końcówce maleńkiego pieska z kokardką.

Reżyseria: Jon Turteltaub
The Meg – Reżyseria: Jon Turteltaub
fot. Mat. prasowe

Przyjęta humorystyczna konwencja pozwala również wytłumaczyć się ze wszystkich absurdów scenariuszowych. Wyraźnie film ma charakter z przymrużeniem oka, i jedyne co to ma dać blisko dwugodzinny oddech w kinie od codziennej rzeczywistości. Jeżeli tylko nie trafi się widz z wygórowanymi wymaganiami – powinien się bawić doskonale.

Rozczarowani mogą być jedynie amatorzy krwawej jatki. Zdecydowano bowiem na dostosowanie się do szerszego grona, a film zyskał kategorię wiekową również dla nastolatków. Wiele scen razi więc brakiem odwagi i dosłowności. Ale dzięki temu można się wybrać na seans z czternastolatkiem.

Reżyseria: Jon Turteltaub
The Meg – Reżyseria: Jon Turteltaub
fot. Mat. prasowe

Największym i jak się okazało najtrudniejszym wyzwaniem okazały się efekty specjalne. Filmów głębinowo-morskich w ostatnich latach powstawało wiele, a i nowoczesne rozwiązania z kultowych „Szczęk” stawiają wysoko poprzeczkę. „The Meg” wyznaje zasadę „więcej, głośniej, szybciej, efektowniej”. W dużej mierze od oceny poziomu efektowności zależy sukces tego filmu. Wydaje się, że wykonano solidną robotę i film spełnia swoje zadanie jako wakacyjnego blockbustera (szczególnie w krajach azjatyckich wydaje się, że sukces kasowy jest murowany). Niezbędna jest jednak wizyta w dobrym kinie, z dobrym dźwiękiem. Polecana również wersja trójwymiarowa.

Zwiastun

24 sierpnia 2018 19:50

Komentarze